20 lat niewinności
25 lat więzienia za błędy... wymiaru sprawiedliwości? Michał przeżył podróż z nieba do piekła
Jak dotąd w więzieniu spędził 23 lata – całe dorosłe życie, bo za kraty trafił, gdy był jeszcze niepełnoletni. Czas odmierzały mu pogrzeby kolejnych członków rodziny. Najpierw zmarł jeden brat, potem drugi. W końcu rodzice. Pogrzeby? Tak, do rodzinnej wsi Bratnik przywozili go uzbrojeni funkcjonariusze Służby Więziennej. Skutego zespolonymi kajdankami – na rękach i nogach.
Michał Wierzchoń twierdzi, że jest niewinny.
Zbrodnia
Ta historia zaczęła się, gdy miał zaledwie 17 lat. We wsi Bratnik, niedaleko pałacu w Kozłówce, w lesie znaleziono zwłoki jego sąsiadki, rówieśnicy i koleżanki – Iwony Grygiel. Leżała twarzą do ziemi, półnaga, wokół masa krwi. To była brutalna zbrodnia. Znajdowane powybijane zęby dziewczyny wskazywały drogę, którą sprawca niósł ją do lasu.
Biegły powie, że pierwszy cios został zadany w tył głowy i spowodował obrażenia mózgu, które pozbawiły ofiarę reakcji obronnych. Potem wielokrotnie zadawano jej ciosy w głowę z dużą energią bliżej nieokreślonym narzędziem. Była bita brutalnie. Sprawcy chodziło raczej o spowodowanie śmierci. Jako przyczynę zgonu podano wykrwawienie połączone z ciężkimi obrażeniami głowy. Nie stwierdzono obrażeń mogących wskazywać na gwałt.
Z miejsca zbrodni zebrano dużo materiału do badań, z ciała ofiary, spod paznokci, z jej ubrań zebrano jeden włos jasny znaleziony w jej lewej dłoni, dwa włosy na odzieży, zebrano ściółkę, na której leżała, i znajdujące się w pobliżu niedopałki papierosów.
Policjanci od razu wyciągnęli z domów kilku miejscowych chłopaków. Przyjechali też po Michała Wierzchonia, ale on był już na praktykach w zakładzie betoniarskim. Zabrali go stamtąd prosto na komendę, gdzie czekał lekarz, który go obejrzał, nie stwierdził żadnych świeżych ran ani obrażeń, pobrano ścinki paznokci i włosy łonowe.