Za młodzi na starość
Za młodzi na starość: bo po co siedzieć w domu? Chodzą na angielski i taniec. Zdają nawet maturę
Prof. Krzysztof Wronecki, kardiochirurg dziecięcy, nie tak dawno uroczyście świętował 80-lecie. Był tłum gości, okolicznościowy film, gratulacje, kwiaty, toasty. On sam, dziękując za życzenia, podkreślił, że jego największym szczęściem w życiu jest… żona Elżbieta. Dzisiaj pytany o receptę na dobrą starość mówi wprost: – Relacje z ludźmi. My pielęgnujemy przyjaźnie, spotykamy się z przyjaciółmi, a przede wszystkim pamiętamy o tych, którzy są starsi od nas.
I tak na ostatniej kolacji u państwa Wroneckich gościła prof. Janina Kwiatkowska-Korczak, wybitna biochemiczka, która właśnie rozpoczęła setny rok swojego życia, a w 2018 r. kandydowała do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego z listy komitetu Rafała Dutkiewicza, byłego prezydenta Wrocławia, wywołując niemałe poruszenie i zdziwienie obserwatorów nie tylko życia politycznego. „Chcę pokazać, że starsi ludzie wcale nie muszą zamykać się w domach. Mogą i powinni być aktywni. Zresztą brak aktywności negatywnie wpływa na zdrowie oraz na samopoczucie” – tłumaczyła dziennikarzom seniorka.
Na tej kolacji obok niej siedziała córka, która dopiero co przyleciała ze Stanów Zjednoczonych. Pytana o wiek z rozbawieniem odpowiada: – Ile mogę mieć lat, jeśli moja mama ma 100? Kolejna przy stole była prof. Maryla Krasnowska, zbliżająca się do dziewięćdziesiątki, zaangażowana w Stowarzyszenie Dzieci Holocaustu, jeszcze do niedawna czynna zawodowo jako biegła sądowa. – Pamięć – to jest najważniejsze. O żywych, których wyciągamy z domów na spotkania, mniejsze czy większe uroczystości. I wspomnienia. To niewiele kosztuje, a tyle daje – uśmiecha się Elżbieta Wronecka, która po cichu przyznaje, że obok kontaktów towarzyskich na starość nie pozwalają jej wnuki i ogród, który wymaga pracy, czyli mówiąc wprost: sił.