Jak u Wujka
Wujek szykuje się na pogrzeb. Od dawna raczej udawał kopalnię, niż nią był. Na miejscu to czuć
Kopalnia przez lata uchodziła za „niezamykalną”, bo uświęconą męczeńską krwią „dziewięciu z Wujka” – górników zastrzelonych 16 grudnia 1981 r. w trakcie pacyfikacji strajku. Jednak w kwietniu Wujek idzie do likwidacji. Górnicy mówią, że czego nie zrobiło ZOMO, to dokończył Tusk. Tyle że decyzja zapadła za rządów tych, którzy obiecywali, że węgla mamy na 200 lat.
Jak zniknął Śląsk
Kopalnia Wujek istnieje już właściwie tylko na papierze. Zredukowana do tzw. ruchu nawet węgiel do fedrowania musiała dostać w prezencie od Kopalni Staszic, z którą połączono ją na początku 2021 r. Okazało się, że i to za mało, żeby uratować trwale nierentowną firmę. Na początku roku zarząd Polskiej Grupy Górniczej (PGG) oficjalnie potwierdził, że w kwietniu kopalnia zniknie z górniczej mapy. Decyzja musiała być trudna, skoro nie udało się namówić na rozmowę nikogo z zarządu. Najpierw zajęci, zabiegani, a później już oficjalnie niechętni do rozmowy. Ale w gruncie rzeczy likwidacja jest formalnością. Wujek już od dawna bardziej udawał kopalnię, niż nią był.
Na miejscu widać to jak na dłoni. Na bramie nawet specjalnie nie udają, że coś tam jest jeszcze do pilnowania. Ze zjazdem na dół też nie ma pośpiechu. Zjedzie się, kiedy się zjedzie. Kopalnia jest na ostatniej prostej. Zwija się od tylu lat, że wszyscy już dawno przestali się spieszyć. Chyba że na emeryturę. Po estetyce tablic bhp widać, że ostatni zryw świetności był tak mniej więcej pod koniec lat 90. zeszłego wieku. Kiedy inne kopalnie szły pod nóż, na Wujku spali spokojnie. Kiedy zaczęto łączyć ze sobą inne kopalnie, to Wujek był wchłaniającym, a nie wchłanianym. Mimo że na szali była m.in. dużo większa kopalnia Śląsk.
Wiadomo było, że przed 30. rocznicą pacyfikacji kopalni nikt nie ruszy.