Wsparcie zamiast kontroli
Ubezwłasnowolnienie. Prawo w Polsce wreszcie się zmieni. Czy zmieni się myślenie?
Katarzyna mieszka w dużym mieście w centralnej Polsce. Na co dzień opiekuje się bratem ze znacznym stopniem niepełnosprawności intelektualnej, który dodatkowo nie chodzi. Przez lata opiekowała się nim matka. Rodzina namawiała ją do załatwienia w sądzie ubezwłasnowolnienia. – Było to konieczne. Brat otrzymuje rentę socjalną, którą lata temu przynosił do domu listonosz. Zdarzało się, że był problem z jej odbiorem, bo bez ubezwłasnowolnienia powinien robić to osobiście, a nie był w stanie. Podobnie było z listami na poczcie – tłumaczy Katarzyna.
Kiedy procedura ubezwłasnowolnienia została uruchomiona, do brata Katarzyny przyszli biegli sądowi, żeby ocenić jego stan. Potem przed sądem odbyła się rozprawa, w wyniku której został ubezwłasnowolniony. Przez lata życie toczyło się ustalonym trybem, ale opiekująca się niepełnosprawnym synem matka stawała się coraz starsza i słabsza. Przyszedł moment, kiedy sama trafiła do szpitala i chciała przekazać opiekę Katarzynie. Wtedy zaczęły się schody.
– Okazało się, że brat nie ma ważnego dowodu osobistego – wspomina. – Pojechałam do urzędu, żeby załatwić tę sprawę, ale okazało się, że nie mam takich uprawnień, bo formalnie jeszcze nie jestem opiekunem. Kiedy brat się źle poczuł i zawiadomiła mnie o tym sąsiadka, bo mama już była w szpitalu z własnymi problemami, zadzwoniłam do sądu z pytaniem, co robić. Poinformowali mnie, że karetkę może przecież wezwać każdy. Oczywiście nie zwlekałam i udzieliłam bratu pomocy, ale jego opiekunem stałam się dopiero, gdy schorowana już matka wysłała odpowiedni wniosek do sądu – opowiada. Katarzyna dodaje, że reprezentowanie w naszym kraju osoby ubezwłasnowolnionej nie jest proste.
Procedury nie są powszechnie znane, trzeba mieć sporo cierpliwości.