Czy tatuaże szkodzą?
Czy tatuaże szkodzą? I co naprawdę pływa w tuszu. Analizujemy nowe trendy i badania
Ta zmiana perspektywy wciąż pozostaje wiedzą niszową, a w salonach tatuażu próżno szukać paniki. Małgorzata Rumińska, warszawska tatuatorka z ośmioletnim stażem, przyznaje, że to ona zazwyczaj inicjuje wywiad medyczny. Klienci rzadko sami wychodzą z inicjatywą. – Muszę wiedzieć, czy ktoś nie zmaga się np. z rozchwianą cukrzycą, która utrudnia gojenie, lub czy nie cierpi na silne alergie – wyjaśnia. Zdarzało się już, że zamiast na fotel odsyłała marzących o tatuażu prosto do dermatologa. Z kolei Natalia Bańkowska z wrocławskiego Mętlik Studio zauważa, że u jej klientek obawy zdrowotne – choć obecne – często przegrywają z prozą życia. Największym lękiem wciąż nie jest reakcja organizmu, lecz reakcja otoczenia: rodziny i znajomych.
W czasach Instagrama i TikToka tatuaże przestały być deklaracją: znakiem buntu, przynależności do subkultury, nieodwracalnym gestem młodzieńczej przekory. Stały się estetycznym dodatkiem, który nie wywołuje zgorszenia ani sensacji – dyskretnym wzorem na nadgarstku prawniczki, rozległą kompozycją na plecach menedżera. Sporo firm – takich jak banki czy linie lotnicze – które jeszcze niedawno w swoich wytycznych zakazywały pracownikom jakichkolwiek malunków widocznych na skórze, zaczęło poluzowywać restrykcje i zezwala na coraz więcej.
Marta, która jest dziennikarką, zaczęła się tatuować dopiero przed czterdziestką. Zamiast kolczyków i bransoletek wybrała tusz. – Nie noszę biżuterii, więc pomyślałam, że to będą moje trwałe ozdoby – tłumaczy. Jej tatuaże są niewielkie, dyskretne: cytaty z ulubionych piosenek, irlandzkie symbole (ślad fascynacji Zieloną Wyspą), obok nich rakieta tenisowa i bojowe zawołanie Igi Świątek „Jazda!”, które Marta przejęła jak własne motto.