Wypalić zło
Ks. prof. Andrzej Kobyliński dla „Polityki”. Czy Kościół musi sięgnąć dna, by się uczciwie rozliczyć?
JOANNA PODGÓRSKA: – Urzędujący biskup na ławie oskarżonych. W Polsce! Precedens?
KS. PROF. ANDRZEJ KOBYLIŃSKI: – Tylko częściowo. Nie tak dawno była przecież sprawa sądowa jednego z biskupów warszawskich, który trafił na ławę oskarżonych za spowodowanie kolizji drogowej pod wpływem alkoholu i został skazany. Natomiast gdy chodzi o tuszowanie skandali obyczajowych w Kościele, to sytuacja bp. Andrzeja Jeża jest rzeczywiście bezprecedensowa. Znaczenie symboliczne ma fakt, że proces rozpoczął się w Środę Popielcową, gdy mamy w Kościele obrzęd posypania głów popiołem. Nie wiem, czy to było świadome działanie, ale dla mnie ma to wymiar głęboko symboliczny. Myślę, że w diecezji tarnowskiej wielu duchownych i świeckich oglądało relacje medialne z tego procesu z niedowierzaniem, a może nawet z przerażeniem.
Zwłaszcza że to diecezja szczególna.
Owszem, najbardziej religijna diecezja w Polsce. Mamy tam najwyższy wskaźnik praktyk religijnych. Do tego niezwykle wysoka liczba księży i zakonników. Intensywność życia religijnego w diecezji tarnowskiej jest absolutnie wyjątkowa. Można nazwać Tarnów perłą w koronie polskiego katolicyzmu. Prokuratura oskarża biskupa tarnowskiego, że zbyt późno zgłosił przypadki pedofilii swoich podwładnych, w wyniku czego część spraw się przedawniła. Myślę, że w tym procesie kluczowa będzie interpretacja dwóch pojęć: co to znaczy „niezwłocznie” i co to znaczy „informacja wiarygodna”. Linia obrony jest taka, że biskup chciał się przekonać, czy informacje, które do niego dotarły, rzeczywiście były wiarygodne. W związku z tym analizował, rozmawiał, wzywał świadków.
Możliwe, że kolejni urzędujący biskupi trafią na ławę oskarżonych za krycie pedofilii?
Trudno powiedzieć.