Uciekające zakonnice
Uciekające zakonnice. Była siostra: Przemocy jest dużo. Samobiczowanie to oddanie Bogu, odejście to hańba
FILIP ZAGOŃCZYK: – Była zakonnica pomaga innym opuścić zakon. Jak to jest odbierane?
IZABELA MOŚCICKA: – Słyszałam, że jestem postrzegana niemal jak antychryst. Przed naszym Centrum ostrzega się siostry, ale to dobrze, bo dzięki temu możemy dotrzeć do większej grupy.
Szłam do zakonu jako młoda dziewczyna. Trafiłam do nazaretanek w prowincji warszawskiej. Wierzyłam, że będę tam mogła służyć Bogu i ludziom. To było zgodne z moimi ideałami, ale zgromadzenie nie chciało się zgodzić na moje pomysły. Zgodnie z naukami papieża Franciszka chciałam otwierać się na świeckich, prowadzić dialog, pomagać wykluczonym. Dla mnie wykluczony to bezdomny, który żyje gdzieś w ciężkich warunkach bez wody i prądu. Takich ludzi chciałam wspierać i kiedy się okazało, że w zakonie to nie będzie możliwe, zdecydowałam się na odejście. Napisałam oficjalną prośbę i po okresie próbnym opuściłam zakon. Moja ówczesna przełożona prowincjalna nawet się ucieszyła, że będzie miała problem z głowy, bo wdawałam się w dyskusje i kwestionowałam panujące zasady. Po wyjściu pozostawało mi jeszcze podpisanie dokumentów.
Wybrałam się w umówionym dniu do zgromadzenia, a przełożona zrobiła mi wielką awanturę, że przychodzę z osobą postronną. Miałam do tego prawo, ale postawa siostry przełożonej była tak wroga, że ostatecznie tamtego dnia niczego nie podpisałam. Zrobiłam to kilka tygodni później w sądzie biskupim w Krakowie. W pierwszych dniach po wyjściu z zakonu wspierał mnie brat, pomogli znajomi, udostępniając na rok mieszkanie. Wróciłam do pracy jako nauczycielka w przedszkolu. Mam wykształcenie pedagogiczne. Powołałam też Fundację Przy Stole, w której pomagamy ludziom w różny sposób wykluczonym. Udało mi się więc robić to, o czym zawsze marzyłam.
Jak traktowana jest w zgromadzeniu młoda siostra?