Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Człowiek, który nienawidzi kobiet

Łomiarz: człowiek, który nienawidzi kobiet. Nadal budzi strach. Czy należy go zamknąć?

Henryk R., zwany Łomiarzem, podczas pierwszego procesu, w którym skazano go na 25 lat więzienia, 1995 r. Henryk R., zwany Łomiarzem, podczas pierwszego procesu, w którym skazano go na 25 lat więzienia, 1995 r. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Łomiarz, sprawca brutalnych napadów na kobiety, wyszedł na wolność. Karę odsiedział od deski do deski, jest wolnym człowiekiem. Ale budzi strach, bo znów może zaatakować. Czy należy go zamknąć? Czy można ukarać za czyn, którego – jeszcze – nie popełnił?

Spójrzmy na niego. Wiek: z wyglądu 25–30 lat, szczupła budowa ciała, włosy jasny blond, krótko ostrzyżone, czesane z przedziałkiem. Twarz szczupła, nos mały, uszy małe, usta cienkie. Taki rysopis 22 lipca 1993 r. zamieścił na pierwszej stronie „Express Wieczorny”. Z portretu pamięciowego patrzył na czytelników nie żaden zbój, lecz grzeczny chłopiec, który każdemu się ukłoni i sąsiadce przyniesie zakupy. O charakterystycznej opadającej wardze, przez co miał być wyszydzany przez rówieśników i nazywany Krzywoustym, w rysopisie nie było ani słowa. Ale i bez tego ten grzeczny chłopiec budził przerażenie: Warszawa w tamtym czasie bardziej bała się jego niż owianych złą sławą mafii z Pruszkowa czy Wołomina. Kobiety unikały samotnych spacerów, zwłaszcza w okolicach śródmiejskich bram i podwórek, gdzie grasował. Media nazwały go Wampirem z bramy, a potem Łomiarzem (choć według biegłych używał nie łomu, ale metalowej rurki lub ciężkiej sprężyny).

Podpis sprawcy

Pierwszy udokumentowany atak miał miejsce późnym wieczorem 23 marca 1992 r. W bramie przy ulicy Nowowiejskiej bandyta uderzył starszą kobietę w głowę. Kiedy straciła przytomność (odzyskała ją dopiero nazajutrz), zabrał jej torebkę i zniknął. Ten pierwszy napad jest jak pełny „podpis sprawcy”, który powtarzał się później: zero rozmowy czy gróźb, atak od tyłu z zaskoczenia, cios w głowę (czasem jeszcze bicie i kopanie), szybki rabunek, ucieczka bez śladów. „Nie było żadnych bezpośrednich świadków, nie było żadnych śladów, dowodów” – mówił na gorąco dziennikarzom Czesław Leicht z komendy w Piasecznie.

Poszukiwania sprawcy prowadziła grupa operacyjna policji pod kryptonimem Amnezja – bo większość ofiar pamiętała niewiele albo nic. Według ustaleń śledczych do jesieni 1993 r.

Polityka 20.2026 (3564) z dnia 12.05.2026; Temat tygodnia; s. 12
Oryginalny tytuł tekstu: "Człowiek, który nienawidzi kobiet"
Reklama