Jest rozporządzenie określające nowe wzory aktów małżeństwa. Dzięki niemu pary jednopłciowe, które wzięły ślub w kraju UE, będą mogły dokonać transkrypcji takiego aktu w Polsce. Transkrypcja to przeniesienie treści zagranicznego dokumentu stanu cywilnego zarówno językowo, jak i formalnie, bez żadnej ingerencji w pisownię imion i nazwisk osób wskazanych w takim zagranicznym dokumencie. W samym rozporządzeniu zmiana jest niewielka, w kilku jego załącznikach w miejscu, gdzie przed zmianą było napisane „kobieta” i „mężczyzna”, teraz wpisane będzie „kobieta/mężczyzna” i „kobieta/mężczyzna”. Urzędnik dokonujący transkrypcji będzie musiał zakreślić prawidłowe dla danego małżeństwa opcje.
Czy to kończy sprawę? Raczej nie. Po pierwsze, przepisy wejdą w życie dopiero za trzy miesiące. Przez ten okres polska prawica i jej medialne przybudówki będą atakować rządzących, oskarżając ich przy tej okazji o wszystko co najgorsze. Po drugie, burmistrz Zakopanego Łukasz Filipowicz już zapowiedział, że zakopiański urząd będzie odmawiał transkrypcji takich aktów. Jak stwierdził, nowe przepisy „nie zmieniają konstytucji”. A z niej zdaniem pana Filipowicza (hotelarza z wykształcenia) wynika, że jedynym dopuszczalnym w Polsce rodzajem małżeństwa jest to między kobietą i mężczyzną (inne zdanie ma w tej sprawie wielu konstytucjonalistów). W ślad za nim pójść mogą też inne samorządy, jak to było choćby przy okazji niesławnych „stref wolnych od LGBT”.
Niejasne jest, czy małżeństwa jednopłciowe będą mogły w Polsce się rozwieść. Dopytywana o to w Radiu Zet ministra ds. równości Katarzyna Kotula przyznała, że tak, „na zasadzie zwyczajnej”. Zdaniem Kotuli regulować ma to „prywatne prawo międzynarodowe”.