Mój jest ten kawałek Wawelu
Mój jest ten kawałek Wawelu! Trwa gorący spór o mieszkania. Muzeum chce je odzyskać
Któregoś dnia, późnym wieczorem, Magdalena Młodawska wracała do domu po spotkaniu ze znajomymi. Podała taksówkarzowi adres: na Wawel. Milczał. Było już dawno po godzinach zwiedzania. – Na Wawel poproszę – powtórzyła. Opcje są dwie, stwierdził taksówkarz: albo księżniczka, albo wariatka. W grę wchodziła jednak opcja trzecia – lokatorka mieszkania socjalnego przeznaczonego dla pracowników muzeum. Można je porównać do mieszkań przyzakładowych. W początkach PRL była to praktyka powszechna. Na Wawelu przeznaczono na ten cel XIX-wieczny budynek austriackich koszar – budynek nr 9.
– W czasie wojny, gdy Kraków został przez Hitlera wyznaczony na stolicę Generalnej Guberni, Wawel stał się siedzibą Hansa Franka, a w dziewiątce urządzono luksusowe apartamenty. Po wojnie gościli tu m.in. cesarz Hajle Sellasje czy generał de Gaulle – opowiada prof. Jacek Purchla, przewodniczący Rady Muzeum Zamku na Wawelu, nadzorującej jego działalność. – Resztę budynku zaadaptowano na mieszkania pracownicze; wówczas bardzo potrzebne. Dziś to ostatni relikt PRL na Wawelu.
– Wprowadzali się tam ludzie różnych szczebli związani z odtwarzanym muzeum. Mieszkał tam pierwszy powojenny dyrektor, prof. Tadeusz Mańkowski, ale też grupa woźnych z Ossolineum, których ściągnął ze Lwowa. Dla pracowników te mieszkania były bardzo cenne, bo po wojnie ludzie startowali od zera – opowiada prof. Jan Ostrowski, który – od 1989 r. – był na Wawelu dyrektorem przez 30 lat. Jak wspomina, te mieszkania były systematycznie przydzielane pracownikom, głównie tym najmniej zamożnym.
Magdalena Młodawska (dziś pełni funkcję kierowniczki działu Lapidarium i Rezerwatów Archeologicznych) mieszkała w dziewiątce sześć lat, od 2015 r.