Jak koń wstaje z kolan
Koń wstaje z kolan. Jak odbudować hodowlę arabów po rządach PiS? Zniszczenia jak za wojny
PAWEŁ KWIATKOWSKI: – Był taki film „Czyż nie dobija się koni”, PiS próbował dobić całą stadninę…
ANNA STOJANOWSKA: – I to niejedną. Gdyby nie zmieniła się sytuacja polityczna, nasze trzy flagowe stadniny arabów – w Janowie Podlaskim, Michałowie i Białce – zostałyby po prostu „dojechane”. Nie wiem, czy Janów Podlaski przez ponad 200 lat swego istnienia przechodził okres równie czarny i trudny, jak osiem lat władzy PiS.
WERONIKA SOSNOWSKA: – Tak. Ówcześni decydenci w końcu zdali sobie sprawę, że stadnina doszła do ściany. A wcześniej całkowicie ignorowali liczne apele i skargi. Na pomysł wdrożenia reform wpadli dopiero wtedy, gdy po prostu zaczęło brakować pieniędzy na bieżące potrzeby. Obecne działania naprawcze są rozłożone w czasie i przyniosą wyniki w dłuższym okresie, dopiero wtedy efekt będzie widoczny na aukcjach. Żeby je zrealizować, musimy mieć warunki do spokojnej pracy, w skupieniu na konkretnych zadaniach.
Słyszałem opinie, że nawet wojna nie przetrzebiła stada tak jak rządy „dobrej zmiany”.
A.S.: – Ja bym w takie metafory nie brnęła. Po prostu był to okres rozkładu, który zaczął się również od środka. Pracownicy zostali postawieni w bardzo demoralizującym zespół położeniu. Przekonywali się, że każdy kolejny prezes wie o koniach o wiele mniej niż oni. Sygnał był jasny, nie trzeba się starać, bo właściwie nikt tego nie potrafi właściwie ani ocenić, ani docenić. Niektórych prezesów pracownicy nawet nie widzieli na oczy. Panowie nie chodzili do stajni, nie spotykali się z ludźmi, tylko przesiadywali w swoim gabinecie. A poza tym, jeżeli prezes zmieniał się średnio co 10 miesięcy, to zanim się na dobre rozgościł, już musiał się pakować.