Szczęściarz Luke
Luke kiedyś był Łukaszem. Ma udziały u Muska, któregoś dnia obudził się bardzo bogaty
Luke Nosek wyprzedził wszystkie budowane przez dekady polskie fortuny. Z majątkiem oszacowanym na 24 mld zł stanął przed Michałem Sołowowem, Jerzym Starakiem, Tomaszem Biernackim czy Zygmuntem Solorzem. Przegonił rodzinne imperia Kulczyków, Karkosików, Gołębiewskich czy Stokłosów. Wskoczył wyżej niż dobrze znane wszystkim nazwiska Rafała Brzoski czy Zbigniewa Jakubasa. Ograł nawet ikony nowoczesnych technologii; Michał Kiciński, współtwórca jednej z najsłynniejszych gier komputerowych na świecie – „Wiedźmina” – jest dopiero na 50. miejscu listy. Wszyscy oni musieli ustąpić miejsca 51-latkowi urodzonemu w Tarnowie, posiadaczowi 0,22 proc. akcji firmy SpaceX Elona Muska.
Cichy miliarder z Tarnowa
Kiedy Luke Nosek, w polskiej rodzinie wciąż znany jako Łukasz, przylatuje do Tarnowa, nie rzuca się w oczy. Szczupły, uprzejmy człowiek w średnim wieku, choć wyglądający raczej młodo niż staro, w podkoszulku i sportowych butach. Z żoną i trójką dzieci, w tym z niemowlęciem w nosidełku, nie robi wokół siebie zamieszania. A przylatuje nawet dwa razy do roku. I to rejsowym lotem, choć właściwie stać go na własny samolot.
W Tarnowie nie spotyka się z włodarzami miasta, którzy zwykle nic o jego odwiedzinach nie wiedzą, a jeśli wiedzą, to się nie chwalą. W mieście uważa się to za sprawę wewnątrzrodzinną. Nie wizytuje również uczelni ani nie udziela wywiadów. Po prostu z lotniska jedzie do ciotki i wuja do Zagłobic. Spotyka wujostwo, kuzynów, chwali sukcesy najmłodszego pokolenia (syn ciotki Lidii, 19-letni Maciej, w 2024 r. zaczął wygrywać w wyścigach Formuły 3 na międzynarodowych torach i o nim też już pisze prasa). Dyskutuje z wujem o winylach – Janusz Gładysz słucha muzyki i kolekcjonuje płyty, a już najchętniej z autografami gwiazd, jak TSA.