Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Kochane pieniądze

„Kocham cię, wyślij przelew”. Tak działają oszuści matrymonialni. Czasem kończy się tragedią

Preferuj w Google
„Uwierzyła, że jedzie do Hollywood i będzie tam pracować. Może miała pecha, albo trafiła na cwanych graczy”. „Uwierzyła, że jedzie do Hollywood i będzie tam pracować. Może miała pecha, albo trafiła na cwanych graczy”. Marta Frej
Rozmowa z Klaudią Ziółkowską, autorką książki „Kocham cię, wyślij przelew”, o oszustach matrymonialnych. Obiecują wielkie uczucie, a potem okradają ofiary i zastraszają je, czasem do tragicznego końca. I, jak pokazuje ostatnia sprawa „Tulipana z Opola”, nie zawsze ponoszą za to odpowiedzialność.
Klaudia ZiółkowskaWydawnictwo Otwarte Klaudia Ziółkowska

KATARZYNA KACZOROWSKA: – Historie ofiar oszustów matrymonialnych budzą przerażenie i złość. W pierwszej chwili pomyślałam, że ja nie dałabym się tak oszukać, ale prawdę mówiąc, wcale nie jestem już taka pewna.
KLAUDIA ZIÓŁKOWSKA: – I słusznie. Wydaje nam się, że ofiarami oszustów matrymonialnych są kobiety młode, naiwne albo bogate, a tymczasem z danych wynika, że 55 proc. ofiar to mężczyźni…

Nie wierzę.
Ależ tak. Tyle tylko, że większość z nich nie zgłasza przestępstwa, bo się wstydzi.

Kobiety też długo walczą ze wstydem, zanim pójdą na policję, a i tak wcale nie mogą liczyć na jakiekolwiek zrozumienie, że o działaniu nie wspomnę.
A tymczasem ofiarą oszusta matrymonialnego może zostać osoba w każdym wieku i każdej profesji. Policjantka, prokuratorka, sędzia, urzędniczka, emeryt…

Co ich łączy?
Samotność. Ale istotniejsze jest to, że nie zakładają złych intencji. Nie widzą w drugim człowieku przestępcy, dają mu szansę.

Raz rozumiem, ale drugi, trzeci, dziesiąty... Prośby o pożyczkę zmieniające się w groźby, wiara w kolejne obietnice. Ja bym powiedziała, że to jednak naiwność.
Pomysł na tę książkę wziął się z rozmowy z pewnym prokuratorem. Zadzwoniłam do niego po informacje dotyczące oszusta i usłyszałam, że te głupie baby kompletnie rozum tracą i same są sobie winne. Kiedy już zbierałam materiały, rozmawiałam też z pewnym filozofem z Uniwersytetu Jagiellońskiego. I także przyszłam z tezą o naiwności czy łatwowierności ofiar. A on pokazał mi lustro.

To znaczy?
Zapytał, czy kiedy weszłam do jego gabinetu, to mnie wylegitymował? Nie sprawdził mojej legitymacji prasowej, nie poprosił o dowód.

Polityka 35.2026 (3579) z dnia 25.08.2026; Społeczeństwo; s. 24
Oryginalny tytuł tekstu: "Kochane pieniądze"
Reklama