Kuzyn wrośniak
Boom na rośliny i spacery botaniczne. Polacy uczą się patrzeć pod nogi. „Zwierząt tak nie poznasz”
Milion – odpowiada ze śmiechem dr Sara Orzechowska na pytanie o liczbę przeprowadzonych w tym sezonie spacerów i warsztatów botanicznych. Przyznaje, że z roku na rok ma coraz więcej zleceń – już przestała je liczyć, stąd ta przesadzona, ale odpowiadająca emocjom liczba. Warsztaty zamawiają instytucje kultury (np. Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi), ośrodki gminne, NGO-sy, koła gospodyń wiejskich, ale też uniwersytety, szkoły, prywatne osoby.
– Jeżdżę po całym kraju, bo moje warsztaty nie są jedynie zielarskie, poznajemy rośliny z wielu stron, w wielu miejscach, aspektach. Pokazuję, że w wiedzy o roślinach żyje wiele mitów – mówi Orzechowska, etnobotaniczka, dyplomowana fitoterapeutka, autorka książki „Kobiety i rośliny w folklorze polskim”. Na swoim facebookowym profilu Chwaściory opowiada o roślinach rodzimych i inwazyjnych przybyszach, korzeniach leczniczych i jadalnych, o prozdrowotnych właściwościach znamion roślin, np. „wąsów” kukurydzy (napar z wysuszonych „wąsów” polecany jest przy przeroście prostaty).
O rosnącym popycie na warsztaty mówią również inni przyrodnicy, botanicy i fitoterapeuci, czyli specjaliści ziołolecznictwa. Choć trzeba by tu raczej użyć feminatywów, bo przeważają w tej społeczności kobiety. – Jest boom na wiedzę o roślinach, zwłaszcza o ziołach – ocenia Hanna Zarzycka-Konieczkiewicz, która od sześciu lat prowadzi warsztaty dla dzieci i dla dorosłych, od kwietnia do końca września. Od dziecka żyła blisko natury, w szkole była dobra z biologii, a w dorosłym życiu czerpała z wiedzy Hanny Świątkowskiej, słynnej „Zielichy”, która powtarzała, że „nie zna człowieka, który nie umiałby wejść w kontakt z roślinami”.