Zasada 4Z
Kiedy matka nie ma już siły. Depresja, myśli samobójcze i niewidzialny ciężar macierzyństwa
Warszawa, Wilanów. Siedzimy w niewielkim mieszkaniu Kasi – kawalerce przerobionej na dwa pokoje, żeby dziecko miało własną przestrzeń. Kasia śpi na kanapie w małym pomieszczeniu, które można nazwać kuchnią i przedpokojem w jednym. W czasie naszej rozmowy kobieta cofa się pamięcią o dziewięć lat. Łatwo jej to przychodzi, bo tamtego wieczoru nie zapomni nigdy. W pokoju obok spał jej trzymiesięczny synek. A ona odruchowo sięgnęła po telefon. Ale nie swój, tylko partnera. Zorientowała się dopiero, kiedy zobaczyła w esemesie zdjęcie nagiej kobiety i pytanie: „Tęsknisz?”.
Jak mówi, niewiernego faceta łatwo wyrzucić z domu, ale trudniej z własnej głowy. Tym bardziej że jej głowa już wcześniej przestała jej słuchać. Pierwszy napad paniki miała dzień po narodzinach Jasia, jeszcze w szpitalu. – Wszystko stało się dużo bardziej wyraźne. Miałam wrażenie, że wzrok mi się bardzo zaostrzył, zaczęłam ciężko oddychać. Wszystko mnie przytłaczało. To był taki wszechogarniający lęk, nie wiadomo przed czym. Miałam poczucie, że zaraz umrę. Podali jej hydroksyzynę. Ktoś przytrzymał ją za rękę. Na położnictwie mieli takich akcji setki. Rutyna.
Do psychiatry trafiła niedługo później. Samotna matka z niemowlęciem. Nie pamięta, kiedy pierwszy raz pomyślała o samobójstwie. Pamięta myśl, która pojawiła się chwilę później: – Nie ma takiej szansy, żebym to zrobiła, bo kto się zajmie moim synem? Nie mogłabym mu tego zrobić. Najbardziej dojeżdżało mnie zmęczenie, potworne zmęczenie, a na drugim miejscu niesprawiedliwość. Miałam mieć taką wspaniałą, pełną rodzinę, inne pary chodzą razem z wózkami, a tutaj wszystko poukładało się inaczej. Kiedy Jaś miał pół roku, wróciła do pracy. Przez kolejne pół roku opiekowała się nim jej mama. Kasia mówi, że w pracy odżyła, że tam odpoczywa.