Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Tata odszedł w sutannie

„Tata odszedł w sutannie”. Życie dzieci księży w Polsce to droga krzyżowa. Kościół przemilcza

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Dziennikarka Marta Glanc. Dziennikarka Marta Glanc. Leszek Zych / Polityka
Przez lata zmuszane są przez dorosłych do życia w kłamstwie. Ukrywają swoich ojców dla dobra Kościoła. Nikt nie pyta, jak się z tym czują. Życie dzieci księży w Polsce to droga krzyżowa.
Swoje osobiste doświadczenia opisała w książce „Córka księdza”.materiały prasowe Swoje osobiste doświadczenia opisała w książce „Córka księdza”.

Marta Glanc, córka księdza i autorka książki o tym tytule, wspomina, że przez całe dzieciństwo czuła się kimś, kto jest niewidzialny i nie na miejscu. Wiedziała, że jej ojciec jest księdzem. Kiedy jechała w odwiedziny do jego rodziny, zwracała się do dziadka i babci „proszę pana”, „proszę pani”. Mimo to w Strzelnie, małym mieście, z którego pochodzi, wszyscy wiedzieli, kto jest jej ojcem. Nie wolno było tylko o tym mówić dla dobra Kościoła. Ojciec Marty, ksiądz Jarosław, czasem zabierał ją do kina lub na pizzę. Nigdy jednak nie rozmawiali szczerze o tym, co dziewczyna czuje, co przeżywa, jakie ma potrzeby. Jej relacja z ojcem opierała się na niezdrowej konspiracji.

Pewnego dnia podczas piątkowego obiadu ksiądz Jarosław podzielił się z córką swoim niepokojem: „Widzisz, co ludzie by powiedzieli, jakby zauważyli, że w piątek ksiądz je mięso”. Marta pomyślała wtedy: „Człowieku, a co by powiedzieli, gdyby usłyszeli, że jesz je z własną córką”. Zdarzało się, że ojciec przywoził Marcie w prezencie ciasto. Jak się później okazało, był to zazwyczaj dar, który otrzymał od parafian. Kiedy dziewczyna poszła na studia, ksiądz przesyłał jej tysiąc złotych miesięcznie, gdy ich relacje układały się dobrze. Jeśli się pokłócili, przekazu nie było. Dziś dziewczyna wspomina to jako absurd. „To tak, jakbym pokłóciła się z mamą, a ta za karę nie dałaby mi obiadu”.

Po każdym spotkaniu czy przekazaniu drobnej kwoty ojciec Marty oczekiwał wdzięczności. Ona czuła się jednak coraz gorzej. Zaczęła chorować na depresję i rozpoczęła terapię. Ojciec nigdy nie zapytał dlaczego. Po wielu latach przyznała się terapeutce, jaką tajemnicę dźwiga od dziecka. Brak zdrowej relacji z biologicznym ojcem bardzo wpłynął na jej życie. Długo nie wierzyła, że ktoś może ją kochać.

Polityka 44.2026 (3588) z dnia 27.10.2026; Społeczeństwo; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Tata odszedł w sutannie"
Reklama