Psia kupa jak leżała, tak leży

Obywatele, do łopatek!
Problem jest wstydliwy, ale tak powszechny, że pora o nim pomówić. Psie kupy.

Nie muszę chyba nikogo przekonywać o mojej sympatii do psiego rodu. Sama mam sześć psów i codziennie zbieram to, co zostawiają w ogrodzie. Jednak nie każdy jest w tak komfortowej sytuacji jak ja. Mam nie tylko „gówniane” wiaderko i łopatkę, ale i dół kompostowy, gdzie mogę składować to, co po dwunożnych domownikach wywozi szambiarka.

Psy miałam zawsze, ale nie zawsze mieszkałam na wsi. Wcześniej spacerowałam z nimi po miejskich skwerach, bo większość parków, łącznie z laskiem bielańskim, albo wprowadziła zakaz spaceru z psami, albo można je było prowadzić wyłącznie na smyczy. Mieszkałam na warszawskich Bielanach i moje psy właściwie nie znały smyczy. Teren osiedla był jednym wielkim skwerem oddalonym od ruchliwych ulic.

Duże osiedle mieszkaniowe, dużo ludzi i dużo psów. Każdy z czworonogów przynajmniej raz dziennie zostawiał po sobie efekt trawienia.

W różnych miastach wydaje się różne rozporządzenia, zakazy i nakazy, a kupa jak leżała, tak leży. W wielu innych krajach już dawno wdrożono zwyczaj zbierania psich odchodów. Tam nikt nie wstydzi się sprzątania po swoim pupilu.Kiedy przechadzałam się po Hyde Parku w Londynie, a było to dobrych dziesięć lat temu, nie zdarzyło mi się „wdepnąć”, choć kłębił się tam tłum psów i ludzi. Nie było zakazu deptania trawników ani nakazu prowadzenia psów na smyczy. Nie widziałam psów w kagańcach i nie widziałam psiej utarczki. Tak, ale poza tym co kilkanaście kroków stały żółte pojemniki na psie odchody. Przy każdym z pojemników wisiał pęk torebek – wtedy nie zastanawiałam się, czy są plastikowe, czy biodegradowalne. Dziś wiem, że do tego celu zawsze używa się ekologicznego tworzywa. Muszą o tym pamiętać ci, którzy chcą produkować plastikowe torebki na psi użytek. Plastikowej torebki nie zlikwiduje nic nawet przez tysiące lat.

Zanim więc podejmiemy noworoczne zobowiązanie oczyszczania miejskich trawników, zastanówmy się, co można zrobić od zaraz, bez specjalnych nakładów i konsekwencji. A gdyby tak każdy właściciel psa miał wiaderko i łopatkę wielorazowego użytku, a to, co zebrał, wyrzucał do własnej toalety. A może rozstawić w miejscach uczęszczanych przez psy pojemniki do palenia psich odchodów? A może służby oczyszczania miasta zajęłyby się nie tylko okazjonalnym koszeniem trawników? A może zróbmy to co Anglicy? Boję się tylko, że gdy rozstawimy pojemniki i rozwiesimy ekotorby, to następnego dnia w pojemnikach będą butelki po coli, a torby zawisną na drzewach albo komuś się przydadzą. Obym się myliła.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną