Dlaczego jeszcze długo nie rozwiążemy problemu bicia dzieci?

Trudno przestać
Nawet jeśli przepis zakazujący fizycznego karcenia dzieci wejdzie w życie, może być pusty i szkodliwy. Ale wcale nie dlatego, że dzieci należy bić.


Ustępujący minister sprawiedliwości po cichu wycofał wątpliwości, które wcześniej zgłaszał wobec zaostrzenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, a zwłaszcza wobec przepisu, który zakazywałby fizycznego i psychicznego karcenia dzieci. Projekt latami przygotowywało Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Teraz posłanka Magdalena Kochan z PO pilnie śledzi losy projektu w sejmowych komisjach i zapewnia, że głosowanie nad nim odbędzie się już w pierwszym kwartale tego roku. – Mamy nadzieję, że w ustawie znajdzie się nowatorski nakaz natychmiastowego usunięcia sprawcy z miejsca przestępstwa i zakaz zbliżania się do rodziny, którą skrzywdził.

Trzeba tylko przewalczyć wątpliwości urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości, którzy są przywiązani do świętego prawa własności, także w odniesieniu do sprawców przemocy.

Plany są ambitne: – Chcemy też głosować ustawę o pieczy zastępczej, która będzie kompatybilna i rozwinie system rodzicielstwa zastępczego – wymienia posłanka. Prace nad tymi ustawami trwały aż sześć lat.

Złośliwi mówią, że obecne przyspieszenie to populistyczny gest rządu wobec organizacji pozarządowych (takich jak Fundacja Dzieci Niczyje czy Fundacja Przyjaciółka), które po latach głuchego wołania o poszanowanie godności dzieci poczują się wreszcie skutecznym uczestnikiem dialogu społecznego i będą mogły odetchnąć z ulgą. Ale czy na pewno?

Nie można się bowiem oprzeć wrażeniu, że powyższe plany idą wbrew woli i przyzwyczajeniom Polaków. Z badań OBOP sprzed 5 miesięcy wynika, że aż 78 proc. Polaków dopuszcza wychowawczego klapsa, ponad połowa (51 proc.) jest przeciwna wprowadzeniu ustawowej ochrony nietykalności cielesnej dziecka.

Dane te mogą irytować także dlatego, że przepis gwarantujący nietykalność fizyczną dzieci już istnieje. Jest nim art. 217 kodeksu karnego. Jest oczywiście nieskuteczny, bo zakłada konsekwencje karne z powództwa prywatnego, co wyklucza katowane dziecko jako powoda. Opiekun, który zwykle dopuszcza się przemocy, raczej nie donosi sam na siebie. W każdym razie wygląda na to, że połowa Polaków zgadza się na łamanie prawa. Odsetek obywateli dopuszczających klapsy rośnie z roku na rok.

Wydaje się, że trudno będzie przestać bić dzieci i stan taki potrwa jeszcze lata. Jest ku temu co najmniej sześć powodów:

1. Media, dla ułatwienia dyskusji publicznej, utrwalają fałszywą alternatywę między wychowawczym klapsem a wychowaniem bezstresowym.
A przecież wiadomo, że i bicie „porządkowe”, i pozwalanie na wszystko powodują podobne szkody w psychice dziecka. Biciem (klapsem) uzyskuje się posłuszeństwo tylko dlatego, że dziecko zaczyna się rodzica bać. Strach nie jest dobrym fundamentem bezpiecznej relacji, podobnie jak brak wychowawczych granic. Obie opcje są szkodliwe. Obie utrudniają małemu człowiekowi radzenie sobie z problemami. Dyżurni rzecznicy bicia „porządkowego” poseł Tadeusz Cymański i rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski nie mówią, rzecz jasna, że bali się swoich rodziców. Twierdzą, że dzięki klapsom czują się dobrze wychowani. Czy czuliby się gorzej, gdyby nie byli bici?

2. Brak wiedzy o obowiązujących przepisach.

Prof. Jarosław Warylewski, ekspert Rady Legislacyjnej przy Kancelarii Premiera, miażdżąc projekt dowodzi, że brak możliwości karcenia uniemożliwi „zapewnienie elementarnego bezpieczeństwa małemu dziecku”, a w przypadku dzieci starszych znacznie utrudni wychowanie, w tym realizację obowiązku szkolnego. Mówiąc wprost, profesor ma wątpliwości, czy gdyby np. szarpnął dziecko włażące pod samochód, to wedle nowego prawa poszedłby pod sąd, czy nie. Bo przecież naruszy jego nietykalność osobistą. Można, oczywiście, rozwiać zastrzeżenia profesora. Kodeks karny przewiduje działanie w stanie wyższej konieczności. Jeśli zagrożone jest zdrowie lub życie dziecka, naruszenie nietykalności osobistej nie wiąże się z sankcjami. Co do realizacji obowiązku szkolnego: Szwecja zakazała kar cielesnych już 30 lat temu. Nie ma dowodów, by poziom edukacji, wychowania czy bezpieczeństwa spadł tam dramatycznie, tak jak nie spadł w 18 europejskich krajach, które respektują prawa dzieci.

3. Problem bicia dzieci został upolityczniony.

W wywiadzie dla jednego z dzienników Joanna Kluzik-Rostkowska, była minister pracy i polityki społecznej, a obecnie posłanka PiS, pyta dramatycznie, ile dzieci zginie jeszcze z rąk opiekunów, zanim rządząca PO weźmie się do roboty i uchwali zakaz. Oznacza to, że problem przemocy w rodzinie traci ważnego sojusznika na rzecz populistycznej partyjnej przepychanki. Pani poseł traci zaś pamięć osobistą i polityczną.

4. Brak profilaktyki.

Jałowe dyskusje nad definicją klapsa i wartością „czułego bicia” zastąpiły nieatrakcyjną medialnie rozmowę o kompleksowym systemie przeciwdziałania przemocy w rodzinie. A bez takiego systemu żaden zakaz nie ma sensu. Projekt ustawy zakłada, że obowiązek ten będą sprawowały gminne i powiatowe ośrodki pomocy społecznej. Wzorem anglosaskim mają stworzyć interdyscyplinarne zespoły, w których pracować będą lekarze, policjanci, pedagodzy i gminni lub powiatowi pracownicy społeczni. Zespół interdyscyplinarny zbierałby informacje o przypadkach zagrożenia przemocą i rozwiązywał je kompleksowo. Dziś wiedza o problemach w rodzinie jest rozproszona w różnych instytucjach i, można powiedzieć, nieprzetwarzana. – O takie rozwiązanie apelowaliśmy od lat – mówi Maria Keller-Hamela, szefowa Fundacji Dzieci Niczyje. Wystarczy jednak zajrzeć do dowolnego gminnego ośrodka pomocy społecznej w jakiejkolwiek miejscowości, żeby wiedzieć, iż tylko nadprzyrodzone moce mogłyby doprowadzić do powstania jakiegokolwiek funkcjonującego zespołu, w tym interdyscyplinarnego. Urzędnicy śmieją się w twarz, bo albo nie mają wyszkolonej kadry, która mogłaby prowadzić powyższą działalność, a jeśli kadra jest, to nie ma systemowej mocy, by zmusić lekarza, policjanta czy pedagoga, by prócz swojego pensum wyrabiał dodatkowe godziny.

5. Nie ma gdzie interweniować, widząc, że dziecko cierpi.

Grzegorz Wrona, prawnik, obecnie w Niebieskiej Linii, przedtem w MPiPS, zwraca uwagę, że nawet czujni obywatele nie wiedzą, jak zareagować, gdy są świadkami przemocy. Większość ludzi nie garnie się do wizyt w komisariacie. Łatwiej byłoby złożyć doniesienie w formie elektronicznej lub telefonicznej. Powiedzieć: mnie się wydaje, że sąsiad bije dziecko, może pracownik socjalny by z sąsiadem porozmawiał. – Obecnie zdarza się tak, że dziecko podejrzane o bycie ofiarą przemocy domowej trafia pod skrzydła kuratora sądowego, który przychodzi do szkoły, prowadzi dziecko do kantorka i przesłuchuje dwie godziny w taki sposób, że jeszcze rok trzeba będzie wyciągać to dziecko z traumy.

6. Nie wiadomo, jak karać rodziców.

Grzegorz Wrona, prawnik, uczula, by nie wylewać dziecka z kąpielą. Jeśli ktoś katuje dziecko, należy go odizolować i bezwzględnie ukarać. Ale jeśli ktoś wywiązuje się z obowiązku rodzicielskiego, ale popełnił błąd, to nie powinien być uznany za przestępcę, a zwłaszcza dziecko nie może tracić rodzica. Dlatego ważne jest, by pracownik socjalny, który według nowego projektu ustawy będzie miał prawo zabrać zagrożone dziecko z rodziny bez udziału sądu rodzinnego (decyzja sądu musi zapaść w ciągu 24 godzin), nie podejmował tej decyzji sam, tylko np. z lekarzem pogotowia lub policjantem. – Jeśli zagrożone jest życie dziecka, i obecne przepisy nakazują jego ratowanie – dodaje Wrona. Ważna jest sprawiedliwość naprawcza, niemal nieobecna w polskim systemie prawnym. Karanie grzywną jest więc absurdem, nagana nieskuteczna, wyrok w zawieszeniu zbyt surowy. Grzegorz Wrona proponowałby więc wprowadzenie środka karnego. Mogłaby to być forma terapii, na którą rodzic stawiałby się co dwa tygodnie. Tam o skutkach bicia, o dobrym wychowywaniu dzieci mówiliby specjaliści. Grzegorz Wrona zapewnia, że centrum terapii dla niewydolnych rodziców uruchomiono właśnie w Zachodniopomorskiem. Wysyła się tam rodziców ze środowisk zagrożonych przemocą domową. System zaczyna działać. Najważniejsze, by człowiek zrozumiał, co złego zrobił.

Świadomość zmienia się powoli, ale Maria Keller-Hamela, której Fundacja Dzieci Niczyje przygotowuje kolejne kampanie reklamowe (pod hasłem „Kocham – reaguję”) i warsztaty uświadamiające rodziców (Co zamiast klapsa?), zapewnia, że widać postępy. Już publicznie nie można powiedzieć, że bicie żony lub konkubiny jest zgodne z tradycją i służy zachowaniu porządku. 20 lat temu nie było to w Polsce takie oczywiste. Dzieci na swoją kolej muszą jeszcze poczekać

 

Kampania przeciw biciu

Ogólnopolska kampania społeczna „Świat bez klapsa" ruszy w kwietniu tego roku. Ma uwrażliwić rodziców i opiekunów na problem stosowania kar fizycznych wobec dzieci oraz promowanie alternatywnych metod wychowania. Głównymi organizatorami kampanii medialnej są Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej oraz Fundacja Dzieci Niczyje. W ramach działań edukacyjnych do rodziców w całej Polsce trafią broszury i ulotki z argumentami przeciwko biciu dzieci i informacjami, co „zamiast klapsa". Organizowane będą również spotkania edukacyjne z rodzicami, a nauczyciele, wychowawcy, psycholodzy będą mogli poszerzać swoje kompetencje w zakresie pracy z rodzicami potrzebującymi wsparcia w wychowaniu dzieci.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj