Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

Polacy wygrali Ligę Narodów. I to w jakim stylu! Znokautowali mistrzów świata

Polscy siatkarze zwyciężyli w Lidze Narodów 2025. Polscy siatkarze zwyciężyli w Lidze Narodów 2025. Polska siatkówka / mat. pr.
Nie mamy drugiej takiej drużyny jak polska reprezentacja siatkarzy. Tym razem bezapelacyjnie sięgnęli po złoto Ligi Narodów. W chińskim Ningbo pokonali Włochów 3:0 (25:22, 25:19, 25:14).

Wiadomo, że drużyna Polski zawsze walczy o najwyższe cele. Chyba jednak mało kto spodziewał się zwycięstwa tak miażdżącego. Bez straty seta. Najpierw z Japonią, później z Brazylią i na koniec w finale z Włochami. Sukces jest wielki, tak samo jak styl jego osiągnięcia.

Pokaz mocy naszych siatkarzy

Niedzielne spotkanie chwilami przypominało lata 70., gdy to Polacy uczyli Włochów siatkówki na najwyższym poziomie. W miarę wyrównany był tylko pierwszy set, ale i tak inicjatywa należała do ludzi Grbicia. Od początku po naszej stronie siatki nie było słabych punktów. Od sensacji ostatnich miesięcy, 20-latka Jakuba Nowaka, po mocarnego Wilfredo Leona. Komentatorzy chwalili kolejno wszystkich zawodników i każdy element gry.

Drugi set rozpoczął się od kuriozalnych, na tym poziomie, kłopotów naszych przeciwników z ustawieniem na boisku. Przez dłuższą chwilę trwało spore zamieszanie. To świadczyło o zaskoczeniu postawą Polaków, którzy świetnie przyjmowali nawet najsilniejsze zagrywki, a sami sprawiali serwami mnóstwo zamieszania. Ataki kończył nie tylko Leon, ale także Kamil Semeniuk i często Kewin Sasak. Trener dość rzadko korzystał z możliwości zmian, choć zmiennicy też mieli spory wkład w zwycięstwo, np. nowicjusz Szymon Jakubiszak.

Trzecia i, jak się wkrótce okazało, ostatnia partia to prawdziwy pokaz mocy naszych mistrzów. Wychodziło im prawie wszystko, a do tego dopisywało szczęście. Większość spornych sytuacji kończyło się punktami wyświetlanymi po polskiej stronie. 11 pkt różnicy w wyniku seta to nokaut, zwłaszcza gdy grają ze sobą ekipy z najściślejszej czołówki. Włosi i ich trener od pewnego momentu liczyli tylko na trochę niższy wyrok. Tak rozpędzonych Polaków w tym dniu chyba nikt nie byłby w stanie zatrzymać.

Reprezentacja Polski sięgnęła po złote medale i puchar po raz drugi. Poprzednim trofeum cieszyli się dwa lata temu. Rozgrywki Ligi Narodów w tym kształcie są rozgrywane od 2018 r.

Silna ekipa Grbicia

Przed obecnym sezonem trener Nicola Grbić miał sporo problemów do rozwiązania. Po ubiegłorocznym wicemistrzostwie olimpijskim kilku medalistów poprosiło o przerwę w występach. Wśród nich był kapitan Bartosz Kurek. Uprawianie siatkówki na najwyższym poziomie wiąże się niestety z urazami, których często nie ma czasu wyleczyć, bo impreza goni imprezę. Rok poolimpijski jest chyba najlepszym czasem na wzięcie chwilowego rozbratu z kadrą, jeśli się myśli… o mistrzostwie na kolejnych igrzyskach w Los Angeles. Ten czas to także okazja do bliższego przyjrzenia się tym, którzy do tej pory mieli niewiele szans na założenie koszulek z orłem na piersiach.

Planowa absencja kilku zawodników to jedno, a kontuzje już w trakcie zawodów to drugie. Jeszcze podczas rozgrywek ostatniego turnieju fazy zasadniczej w Gdańsku kontuzji nabawił się jeden z filarów – Aleksander Śliwka. Już w Chinach podczas półfinału skręcił kostkę inny lider – Tomasz Fornal. Jeszcze raz okazało się, że w Polsce jest wielu zawodników, którzy są w stanie zastąpić mistrzów, i wcale nie jest powiedziane, że chętnie oddadzą miejsce na boisku.

Nicola Grbić nie jest człowiekiem wpadającym w panikę w trudniejszych momentach, a takie były (nie tylko z powodu kłopotów personalnych) podczas wspomnianych zawodów w Gdańsku. Wydawało się, że niełatwo będzie posklejać wszystkie elementy na finały w Chinach. A jednak udało się znakomicie. Wilfredo Leon, Kamil Semeniuk, Jakub Kochanowski i jeszcze kilka nazwisk znają nawet ci, którzy nie pasjonują się na co dzień piłką siatkową. Teraz kibice poznali kolejne, które trzeba będzie zapamiętać. To właśnie wymienieni wcześniej Kewin Sasak, Szymon Jakubiszak i rewelacyjny środkowy Jakub Nowak, który nie zdążył jeszcze wystąpić w Pluslidze, a już może paradować ze złotym medalem Ligi Narodów.

Oni i ich bardziej doświadczeni koledzy mają przed sobą najważniejszą imprezę sezonu. Miesiąc po zakończeniu Ligi Narodów zaczynają się przecież mistrzostwa świata na Filipinach. Nawet nie trzeba zgadywać, z jakim nastawieniem tam pojadą.

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Lęk przed drugą Jałtą. Trzech drapieżców gra już nowy koncert mocarstw? Trudny czas dla Europy i Polski

Amerykańska interwencja w Wenezueli i zapowiedzi Donalda Trumpa o zagarnięciu Grenlandii zapowiadają inny porządek świata. Fatalny dla takich krajów jak Polska.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
13.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną