Gwiazda polarna
Jak Erling Haaland został nową gwiazdą futbolu. Gdy błyśnie, nie ma czego zbierać
Norwegowie zostawili po sobie wrażenie najlepszego zespołu, jaki odpadł w ćwierćfinałach. Wytrzymali napór Brazylii, a potem ją zdominowali i napędzili stracha Anglikom, przegrywając dość pechowo po dogrywce. Na dobre zerwali ze stylistyką topornej drużyny piłkarzy. Status nowej siły – po raz ostatni grali w mistrzostwach świata w 1998 r. – zdolnej namieszać w mundialowym garnku przyciągał uwagę i zjednywał im sympatię.
Celebrowali zwycięstwa z kibicami, którzy imitowali na trybunach wioślarzy. Rytm nadawał uderzeniami w bęben jeden z piłkarzy, koledzy z zespołu i cały norweski sztab też łapali za wyimaginowane wiosła, nad stadionem niosło się miarowe i gromkie Ro! Fenomen zaraził całą Norwegię: wspólnie wiosłowali ludzie na ulicach, parlamentarzyści, przedszkolaki, wspinacze na półkach skalnych i piloci F-35. Kiedyś meksykańską falę na trybunach podchwycili wszyscy kibice, ale wiosłowanie stało się zastrzeżone.
Gole dla Norwegów strzelał głównie 26-letni Erling Haaland, w pięciu meczach uzbierał ich siedem. O takim typie napastnika futbolowi komentatorzy mawiają: bezlitosny egzekutor. Przez większość meczu może być niewidoczny, ale gdy błyśnie, nie ma czego zbierać. Pierwsze sześć bramek zdobył uderzeniami bez przyjęcia, z pierwszej piłki. Gdy obrońcy zastanawiali się, co Haaland zamierza zrobić, piłka już była w siatce. Futbol to prosta gra, a Haaland jej nie komplikuje. Mówi: nie przeszkadza mi, jeśli w trakcie meczu dotknę piłkę siedem, osiem razy, właściwie moim marzeniem jest dotknąć ją pięć razy i strzelić pięć goli.
Czytaj też: Mundial 2026. Argentyna w półfinale, Anglia wyszarpała awans.