Jak będzie wyglądać Europa po Lizbonie

Obietnica królowej
Wielkie kraje przypominają kobiety: wszystkie są zazdrosne. Czy ten dyplomatyczny bon mot się sprawdzi, kiedy Unia wdroży traktat lizboński?
BEW

Ostatni hamulcowy, ekscentryczny prezydent Klaus, powiedział, że nie zatrzyma przecież jadącego pociągu, zatem pewnie podpisze traktat, który wkrótce wejdzie w życie. Unia Europejska pozyska dzięki temu nowe reguły i mechanizmy działania. Problemy instytucjonalne może mniej interesują publiczność, za to na pewno obchodzą nas symbolika i poczucie wspólnoty. Będziemy więc mieli nie tylko prezydenta kraju, ale i prezydenta Europy, a także „ministra spraw zagranicznych” Unii.

Oba te ważne stanowiska mają być jednym głosem Europy. To jeszcze pomysł głównego autora traktatu Valéry’ego Giscarda d’Estaing, który uparcie podkreślał, że zmiany prezydencji co pół roku nie pozwalają na żadne perspektywiczne działanie, a dwa i pół roku to już coś znaczy na scenie międzynarodowej. „Europa powinna szukać i wynaleźć swego George’a Washingtona” – apelował były francuski prezydent.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną