Ile zostało z NRD?

Sąsiedzi
Zjednoczenie Niemiec było jednym z największych współczesnych przedsięwzięć administracyjnych, gospodarczych i kulturowych. Po 20 latach wynik ciągle nie jest jednoznaczny.
Słynny mural
Daniel Kruczynski/Flickr CC by SA

Słynny mural

Ostalgia...
Matthew Black/Flickr CC by SA

Ostalgia...

JR/Polityka

JR/Polityka

Od 1989 r. wszystkie „bratnie kraje” bloku radzieckiego przechodziły transformację ustrojową, ale żaden – tak radykalnej jak NRD. Polacy, Węgrzy, Litwini przebudowywali swoje państwo od wewnątrz, wyłaniając nowe elity, na własny rachunek popełniając błędy i odnosząc sukcesy. Natomiast enerdowcy niemal z dnia na dzień otrzymali nie tylko gotowy ustrój Republiki Federalnej, ale i zachodnich opiekunów, którzy przejęli kluczowe stanowiska w administracji, gospodarce, sądownictwie i szkolnictwie wyższym.

Najszybszy wariant

Na Niemców z obu krajów zjednoczenie spadło jak grom z jasnego nieba. Choć w konstytucji Republiki Federalnej zapisany był nakaz jednoczenia, to jednak większość zachodnich Niemców pogodziła się z trwałym podziałem, licząc co najwyżej na jakąś liberalizację NRD. W najśmielszych marzeniach – na status podobny do Austrii. W Bonn było wprawdzie ministerstwo do spraw ogólnoniemieckich, ale gdy doszło co do czego, to okazało się, że szuflady są puste. Nie było żadnych planów jednoczenia dwóch organizmów państwowych. Z kolei na wschodzie marzeniem była najwyżej swoboda podróżowania, bo przecież „Moskwa nas nie wypuści…”.

Gdy jednak wypuściła, to nie było czasu na roztrząsanie różnych modeli, bo – jak zresztą pokazał pucz Janajewa w 1991 r. – konstelacja na Kremlu znów mogła się zmienić. Wybrano wariant najszybszy. Nie tyle zjednoczenia dwóch równorzędnych podmiotów, ile przystąpienia NRD do Republiki Federalnej na mocy artykułu 23, który później został zmieniony tak, by nie było wątpliwości, że nie dotyczy terenów za Odrą i Nysą.

Ten wariant pozwalał na natychmiastowe wprowadzenie zachodnich struktur administracyjnych i włączenie enerdowskich instytucji – jak choćby kolei – do zachodnioniemieckich. Połączono nawet obie armie, choć tylko śladowo. Z 36 tys. oficerów enerdowskiej NVA do Bundeswehry przyjęto 3200. Natomiast sprzęt złomowano, sprzedano bądź rozdano – trafił również do USA jako materiał ćwiczebny. Lepiej się upiekło enerdowskim policjantom: zatrzymano na służbie aż 60 proc. vopos.

Jeszcze wyższy był procent nauczycieli pozostawionych na stanowiskach. Komisje weryfikacyjne – składające się w dużej mierze z ludzi z zachodu – zwracały uwagę na akta Stasi, ale nie na przynależność do partii. Dwadzieścia lat później wciąż w prasie pojawiają się alarmistyczne teksty, że starsza kadra nauczycielska nadal nie wyzbyła się dawnych przyzwyczajeń. Z drugiej jednak strony na międzynarodowej skali umiejętności szkoły z byłej NRD są w czołówce. Na pierwszym miejscu Saksonia, na trzecim Turyngia, a pozostałe także w pierwszej lidze. W tamtejszych szkołach bardziej dba się o przedmioty ścisłe. A poza tym mają dużo mniejszy procent dzieci imigrantów i mniejsze klasy.

Po zjednoczeniu w byłej NRD nasilił się proces depopulacji: spadł i tak niski przyrost naturalny, a nie udało się zahamować migracji na zachód. Według najnowszych danych codziennie przenosi się na zachód, głównie do Bawarii i Hesji, 140 osób. Od zjednoczenia wschód stracił 1,5 mln ludzi, a od 1945 r. – bez mała 5 mln! I końca nie widać. W ciągu najbliższych dziesięciu lat Turyngia czy Saksonia-Anhalt mogą stracić do jednej trzeciej ludności, twierdzi dyrektor berlińskiego Instytutu Demografii i Rozwoju Rainer Klingholz. Ale, jego zdaniem, to nie katastrofa: „Niemcy potrzebują pustych przestrzeni, które ze względów klimatycznych należałoby zalesić”.

O ile łatwo można było narzucić zachodnie instytucje i – nie zawsze najlepszych – zachodnich ekspertów, o tyle trudniej było przeprowadzić zjednoczenie mentalne. Niemiecki pejzaż medialny najlepiej pokazuje dwie różne społeczności. Berlin jest wciąż podzielony na zachodnią strefę wpływów słabnącego „Tagesspiegla” i wschodnią domenę „Berliner Zeitung”. Renomowane zachodnie tytuły, jak „Frankfurter Allgemeine”, „Spiegel” czy „Zeit”, sprzedają się na wschodzie statystycznie do pięciu razy gorzej niż na zachodzie. Przyczyną jest podobno bardziej robotniczo-plebejski charakter byłej NRD, większe bezrobocie, brak nawyków obywatelskiego uczestnictwa w polityce i niechęć do debat uważanych za kłótnie lub gadanie po próżnicy. Również zachodni dziennikarze pracujący we wschodnich redakcjach muszą się do tego dostosować. Wschód czyta co innego niż zachód i inaczej ogląda telewizję. Nawet springerowska „Bild” ustępuje na wschodzie miejscowej – choć wydawanej przez zachodni koncern – „Superillu”. Z kolei w zachodnich redakcjach wypada mieć swoich pokazowych ossi, ludzi ze wschodu. Niektórzy – jak urocza Maybritt Illner, kiedyś dziennikarka telewizji NRD – są medialnymi gwiazdami.

Jak więc jest? Czy po 20 latach byli enerdowcy to w Republice Federalnej „Niemcy drugiej kategorii”, frustraci zainfekowani przez Stasi, tęskniący za NRD, głosujący na postkomunistów z PDS lub neonazistów z NPD? A może – jak chce socjolog Wolfgang Engler – to awangarda, bardziej przedsiębiorcza niż ociężali Niemcy z zachodu?

Jest na to kilka efektownych przykładów. Pierwszy to sama Angela Merkel. Córka enerdowskiego pastora i doktor fizyki. W NRD nie w partii, ale i nie w opozycji. Po zjednoczeniu wstąpiła do CDU; nazywana zgryźliwie „dziewczynką Kohla”. Ale w czasie afery chadeckich „czarnych kont” jako pierwsza zerwała ze swym preceptorem i skutecznie wymanewrowała konkurentów. Potem zręcznie wykorzystywała zmienne nastroje, raz była liberałem, kiedy indziej konserwatystką. By rządzić z socjaldemokratami, porzuciła głoszone wcześniej hasła liberalne. Teraz zobaczymy, na ile do nich wróci.

Drugi przykład wschodniej obrotności to Partia Lewicy. Powstała z postenerdowskiej PDS, której w latach 90. przepowiadano krótki żywot jako formie przetrwalnikowej bezdomnego już aparatu partyjnego, bezpieki i bezrobotnych urzędników. Dziś PDS – zjednoczona z zachodnimi dysydentami z SPD – żywotnie zagraża ponadstuletniej SPD.

Trzeci przykład dotyczy kultury – zarówno masowej, jak i tej wysokiej. Urodzony w Görlitz Michael Ballack jest od lat ulubieńcem nie tylko fanów monachijskiego FC Bayern. Zaś dwaj drezdeńczycy Ingo Schulze i Uwe Tellkamp są gwiazdami współczesnej literatury niemieckiej.

Wojny nie będzie

Mimo postawienia przed sądem Honeckera i innych władców NRD, temat Stasi wciąż budzi emocje. Niedawno wybuchła sprawa dziennikarza „Berliner Zeitung”, który był tajnym informatorem. Z drugiej strony Matthias Platzek – premier Brandenburgii, w NRD w opozycji i niepodejrzewany o konszachty z bezpieką – domaga się zakończenia rozliczeń. 20 lat wystarczy, mówi i zawiera kolejną czerwono-czerwoną koalicję. Byli opozycjoniści jak Wolfgang Templin są oburzeni i przewidują na wschodzie rychły wybuch rewolty młodzieżowej przeciwko rodzicom – podobnej do tej z 1968 r. na zachodzie. Odmiennego zdania jest Engler: kompleksy i poczucie krzywdy po zjednoczeniu spajają pokolenia. Medialna moda na wschód – ostalgia – i sukces dwóch głośnych filmów „Good bye Lenin” oraz „Życie na podsłuchu” zdawałyby się potwierdzać jego tezę. Choć istotnie nie brak też gwałtownych rozrachunków synów z ojcami-komunistami, jak choćby tysiącstronicowy atak Floriana Havemanna na swego ojca Roberta – sztandarową postać enerdowskiej opozycji, któremu syn zarzuca oportunizm. Ale równie ostra rozprawa Pierre’a Guileaume’a z ojcem, szpiegiem Stasi, który spowodował upadek Willy’ego Brandta, przeszła bez większego echa. Wygląda w sumie na to, że niezadowolenie Niemców wschodnich jest jedynie psychicznym dyskomfortem, a nie beczką prochu. Wojny pokoleniowej nie będzie ani teraz, ani za pięć lat, na ćwierćwiecze zjednoczenia.

Nie ma w Niemczech zgody co do tego, czy zjednoczenie gospodarcze jest sukcesem, czy porażką. Pięć lat temu były kanclerz Helmut Schmidt pogardliwie porównywał nowe landy z południem Włoch, „tyle że bez mafii”. Narzekanie jest modne, ale bezzasadne, dowodzi Karl-Heinz Paqué w „Bilansie”, wydanej właśnie analizie gospodarczej zjednoczenia. Odbudowa wschodu była nieuchronna i w gruncie rzeczy przebiegła tak, jak przewidywano. Po upadku muru szybko wprowadzono unię walutową, przeforsowano prywatyzację, ogromnymi zastrzykami finansowymi – ponad 1 bln marek zachodnich w ciągu 10 lat! – zmodernizowano infrastrukturę.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną