Straszni młodzi Francuzi

Witajcie w piekle
Elegancki mikrokosmos samotności, pustki i destrukcji, którym rządzi pieniądz, narkotyki, alkohol i przypadkowy seks. To francuska młodzież?
Naixn/Flickr CC by SA

@rgs/Flickr CC by SA

Sacha Sperling ma 18 lat i jest sławny, ale nie dlatego, że jego rodzicami są realizatorzy filmowi Diane Kurys i Alexandre Arcady. Sacha jest autorem powieści „Mes illusions donnent sur la cour” (Moje złudzenia z oknem na podwórze), jednej z najgłośniejszych pozycji sezonu. Wrzawa wokół Sperlinga przypominała debatę, wywołaną kilka lat temu przez 19-letnią Lolitę Pille, autorkę powieści „Hell” (Piekło). Zarówno Sperling, jak Pille wyszli w swych dziełach poza konwencjonalne ramy fikcji opisując egzystencję francuskiej młodzieży z tzw. dobrych domów i obnażyli szokującą rzeczywistość.

W dobie ekonomicznego kryzysu, kiedy ponad milion francuskich dzieci żyje poniżej progu ubóstwa, obrazki z życia pozbawionych wartości nastolatków z pięknych dzielnic mogą szokować, szczególnie w przypadku Sperlinga. Podczas gdy Lolita Pille atakuje przede wszystkim nowobogacki jet-set (śmietankę towarzyską, która ze względu na swoje interesy często podróżuje), młody autor wprowadza na scenę wrażliwego 14-latka, ewoluującego w środowisku francuskiej inteligencji.

Dzieje jego erotycznej fascynacji kolegą staną się zarazem historią jego życiowej inicjacji, odbywającą się pod znakiem homo- i heteroseksualnym, narkotyków i alkoholu. Jeden z najbardziej wstrząsających rozdziałów książki to opis orgii w domu jego szalenie „normalnej” koleżanki. „Czy rzeczywiście stworzyliśmy naszym dzieciom takie piekło?” – pytają przerażeni francuscy rodzice.

Chorzy na duszę

Powieść Sperlinga posłużyła za pretekst do debaty o sytuacji nadsekwańskich nastolatków. Autor nie ukrywał, że oparł się na autentycznych zdarzeniach. „Mój bohater nie jest mną samym – mówił – ale byłem świadkiem opisanych przeze mnie sytuacji”. Pikanterii temu wyznaniu dodaje fakt, że jest uczniem Szkoły Alzackiej, jednej z najbardziej snobistycznych placówek w Paryżu. Na pierwszy rzut oka całe lata świetlne dzielą ją od społecznych gett, zamieszkiwanych przez młodych bez perspektyw, których prezydent Sarkozy określił kiedyś wdzięcznym słowem racaille (hołota).

Socjolog Stéphane Hugon uważa to za normalne: „Kiedy grupa społeczna jest bogata, nie musi walczyć o przeżycie. Pojawia się wtedy nuda. Pod jej wpływem jednostki wystawiają się na zagrożenie tylko po to, żeby znaleźć się w centrum wybranej dramaturgii”. Oczywiście młodzi z biednych środowisk mają inne problemy. Przygląda się im nie tylko współczesna literatura: 15-letni Boris Bergman „Chodź tutaj, żebym cię zabił, moja piękna” i 18-letnia Ariane Fornia, córka ministra w rządzie Sarkozy’ego, „Poranne ukąszenie” i film: Rémi Besançon „Pierwszy dzień reszty twojego życia”, Riad Sattouf „Piękne dzieciaki”, Claude i Nathan Millerowie „Jestem szczęśliwy, że moja matka nie żyje” czy wstrząsająca analiza matkobójstwa „Zabiłem moją matkę” Xaviera Dolana z Nathalie Baye w roli głównej. (Wszystkie tytuły są tłumaczeniem polskim na potrzeby artykułu. Żaden z nich nie był wydany ani pokazywany w Polsce).

Psychiatra Borys Cyrulnik podkreśla winę rodziców: „Wychowując dzieci według bezstresowych metod osławionego doktora Spocka wyprodukowali pokolenie młodych tyranów, nieznoszących słowa odmowy. Zastanawiając się, jakie błędy wychowawcze popełnili, zapominają, że nastolatki szukają u nich przede wszystkim wyraźnego zakreślenia granic, nawet jeśli twierdzą coś zupełnie przeciwnego. Młodzi są pozostawieni samym sobie”.

Niełatwo jest być dziś rodzicem nad Sekwaną, ale czy łatwo jest być młodym? W 2007 r. Dominique Versini, obrończyni praw dziecka (urząd niespodziewanie zlikwidowany przez Sarkozy’ego w 2009 r.), podała w swoim raporcie, że 900 tys. młodych w wieku 11–18 lat (15 proc. ogółu) przeżywa stan realnego cierpienia. 40 tys. dokonuje co roku prób samobójczych, z których, na szczęście, tylko 621 kończy się śmiercią (dane z 2006 r.). Samobójstwo stanowi jednak drugą, po wypadkach drogowych, przyczynę zgonów w grupie 15–24 lat.

Nastolatki chore na duszę przekazują otoczeniu ostrzegawcze sygnały: jest mi niedobrze, staję się więc agresywny, piję, palę, zażywam, co mi wpadnie w ręce, okaleczam się sam albo stosuję przemoc wobec innych, zamykam się we własnym świecie, nie jem albo jem za dużo, nie śpię, przestaję chodzić do szkoły, spędzam życie przed komputerem albo wpadam w złe towarzystwo. Mogę też być nienormalnie układny i grzeczny, zupełnie bezproblemowy. Przejawy cierpienia i bólu są stare jak świat, dzisiejsze nastolatki dysponują jednak, i to nie tylko nad Sekwaną, imponującym wachlarzem środków autodestrukcji.

Do upadłego

Francja sytuuje się w czołówce krajów europejskich w konsumpcji wszelkiego rodzaju używek. Konsumpcja alkoholu, papierosów i marihuany wśród młodzieży wzrosła tu w ciągu ostatnich 10 lat o 100 proc.! Alkoholizacja nastolatków przybiera niepokojące proporcje – szpitale przyjmują coraz częściej 12–13-latki w stanie śpiączki etylowej, a prawie 28 proc. młodych przyznaje się do upijania częściej niż raz na kwartał. Panująca moda na binge drinking – picia do upadłego – przyszła wprawdzie z Anglii, ale nadsekwańskie nastolatki uważają ją za coś całkiem naturalnego.

Alkohol sprzyja ryzykownym zachowaniom. Francuscy socjologowie twierdzą, że pod jego wpływem ma miejsce jedna trzecia inicjacji seksualnych, podobnie jest z zażywaniem narkotyków i zachowaniami agresywnymi. Osoby niepełnoletnie nie mogą co prawda kupować legalnie alkoholu, można go jednak zamówić bez problemów w Internecie.

Kiedy mój 16-letni syn powiedział, że jedzie na spotkanie powakacyjne i będzie spał u koleżanki, zadzwoniłam do jej rodziców. Potwierdzili – mówi Jeanne, dziennikarka, matka Sebastiena. – Nad ranem złożyli nam wizytę żandarmi. Okazało się, że młodzież udała się na alkoholowy nocny spacer po Paryżu. Mój syn zachował się na tyle przytomnie, że wezwał pomoc do swojego towarzysza, którego odwieziono do szpitala z ponad dwoma promilami alkoholu we krwi. Rodziców koleżanki nie było przez całą noc.

17-letni syn Catherine, attaché w koncernie medialnym, regularnie wychodzi na całe noce. – Mój mąż chciał go kiedyś zatrzymać, ale Hugo uciekł przez okno. Pali też regularnie marihuanę, a na moje uwagi odpowiada, że wszyscy palą – wzdycha Catherine. Nie chodzi już nawet o banalne palenie papierosów – pod wpływem antynikotynowych kampanii regularnie pali zresztą tylko 18 proc. nastolatków. Gwiazdą wieczorów stała się marihuana. Dzisiejsze francuskie nastolatki to dzieci pokoleń wchodzących w życie po studenckiej rewolucji 1968 r. Jak rodzice sami palący skręty mają zabronić ich palenia dorastającemu potomstwu? Najczęściej więc nie zabraniają. – Kiedy znalazłam w pokoju Guillaume’a saszetki z marihuaną i butelkę Smirnoffa, zadzwoniłam do pani psycholog. Była oburzona, że szperam w jego rzeczach – mówi Elisabeth, matka trzech chłopców.

Palenie marihuany we Francji jest całkowicie zbanalizowane – ot, czynność jak wszystkie inne. W wieku 15–16 lat 38 proc. uczniów pali pierwsze skręty, w wieku 18 lat jest ich już 50 proc. Nastolatki robią to najczęściej okazjonalnie, na towarzyskich spotkaniach. Francuskie raporty medyczne twierdzą, że jeśli w ciągu pięciu lat młody człowiek pali co najmniej raz w tygodniu, ryzyko jego zachorowania na schizofrenię wzrasta o 6 proc. Co zrobić jednak, jeśli 11 proc. siedemnastolatków przyznaje się do regularnego palenia marihuany? We Francji istnieją wprawdzie przychodnie dla uzależnionych nastolatków, ale to kropla w morzu potrzeb. Marihuana jest złem oswojonym, podobnie jak alkohol. Prawdziwe niebezpieczeństwo czyha ze strony amfetaminy, ecstasy, kokainy i innych substancji psychodelicznych.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną