Pustelnik z Kadiszy

Kadisza: Dolina pustelników
Ksiądz profesor Dario Escobar po latach aktywnego życia został eremitą. Osiadł w pustelni w dolinie Kadisza - jednym z najpiękniejszych regionów Bliskiego Wschodu.
Ojciec Dario
Marzena Zielińska-Schemaly/Polityka.pl

Ojciec Dario

Kadisza to malownicza dolina na północy Libanu, po drodze do rezerwatu biblijnych cedrów. Cisza i niezwykła panorama powodują, że jest to miejsce idealne do medytacji i refleksji. Dlatego od wieków ten obszar stanowi schronienie dla klasztorów i pustelni. W języku syriackim Kadisza oznacza Świętą Dolinę.

Z Hawki, maleńkiej wioski pomiędzy Ehden i Bszarre (rodzinnej miejscowości Chalila Dżubrana, słynnego libańskiego poety i filozofa), trzeba zejść setki stopni skalnymi schodami. Dotrzemy wtedy do kościoła Najświętszej Marii Panny z XIII wieku i ruin XVII-wiecznej, maronickiej szkoły, w której kiedyś m.in. nauczano sześciu języków. Uczniowie przybywali tu z całego Lewantu, krajów położonych przy azjatyckim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Jej konstrukcja częściowo wykorzystuje groty, naturalnie wyżłobione w zboczu góry. Dziewięć lat temu stała się również azylem dla Kolumbijczyka, ojca Dario Escobara. Utworzył w niej pustelnię.

Memento mori

Miejsce znaczące. Ojciec Dario jest byłym profesorem teologii i psychologiem, specjalistą terapii małżeńskiej. Zna dziewięć języków obcych, w tym dialekt Indian Guajiro, starożytną grekę, łacinę i syriacki. Nauczył się też niemieckiego - tylko po to, aby studiować teologiczne pisma kardynała Ratzingera.

Ubrany w czarny habit maronickich mnichów, z długą, siwą brodą, robi ponure wrażenie. Osoba nie uprzedzona o jego istnieniu może się nawet przestraszyć. Pojawia się niespodziewanie. Jednakże jego radosne usposobienie i uśmiech natychmiast powodują, że goście czują się swobodnie. Energiczny, prężny, wielbiciel piłki nożnej. Nie wygląda na swoje 75 lat. Zatrzymujemy się w cieniu rozłożystego orzechowca, w samym środku ruin. Miejsce, w którym znajduje się pustelnia, jest bardzo malownicze, pełne zieleni. Przepiękny widok na dolinę.

Na górze, obok groty, w której znajduje się kościół i kaplica, ojciec Escobar urządził kuchnię oraz małe biuro, pełne książek religijnych i słowników. Od progu widać bibliotekę zwieńczoną czaszką. - Memento mori. Ma mi przypominać o śmierci - mówi. W oknie flaga miejscowej partii politycznej. Służy jako zasłona. Na drzwiach biura napis, że fotografowanie jest zabronione. - Przyjaciel ostatnio powiedział mi, że ktoś stworzył mój profil na Facebooku. Postanowiłem ograniczyć kontakty z ludźmi odwiedzającymi ruiny, a szczególnie nie chcę, żeby mi robiono zdjęcia - opowiada ojciec Dario. Śpi w grocie, na słomianej macie, a za poduszkę służy mu duży kamień. Umartwia się - na skalnej półce leży włosiennica. W ciągu roku przestrzega sześcu postów.

Dzień współczesnego eremity niewiele różni się od rytmu życia mieszkańców tych pustelni przed wiekami. Rozpoczyna się o północy. 14 godzin zajmuje modlitwa, trzy godziny praca w ogrodzie. Ojciec Dario dwie godziny poświęca nauce. Pięć godzin pozostaje na sen. W międzyczasie przygotowuje sobie jeden wegetariański posiłek. - W zasadzie wystarcza mi to, co uprawiam w ogródku. Czasami muszę konkurować z wiewiórkami i dzikami. Nawet z turystami odwiedzającymi ruiny...

Obiecująca przyszłość

Kto by pomyślał, że ten syn zamożnej rodziny z Medellin, dużego miasta w północno-zachodniej Kolumbii mógł robić karierę w interesach. - Mój ojciec był właścicielem fabryki lodów. Żyliśmy wygodnie. Mama nie pracowała i zajmowała się siódemką rodzeństwa – mówi Ojciec Dario. W wieku 11 lat wstępuje w Medellin do Seminarium mniejszego Zgromadzenia Jezusa i Maryi, założonego przez Św. Jana Eudes. Chce dalej się uczyć. Studiuje w Bogocie, potem w Stanach Zjednoczonych i w Europie. W miedzyczasie przyjmuje święcenia kapłańskie. W końcu dociera do Miami, gdzie chce zajmować się terapią małżeństw i grupami modlitewnymi. Ale biskup rzymsko-katolicki mu odmawia. - To był znak od Boga, ponieważ znajomy ksiądz maronicki zaproponował mi wtedy pracę w swojej parafii. Zaś papież Paweł VI wyraził zgodę, żebym celebrował mszę w rycie maronickim - opowiada Escobar.

- Pewnego dnia byłem bardzo zajęty i zmęczony. Nagle wewnętrzny głos mi powiedział, żebym porzucił życie aktywne. Tak rozpoczął nowe życie kontemplacyjne w zakonie. Potem przyjechał do Libanu, żeby poznać życie tutejszych mnichów. Zafascynował się. Uzyskał zgodę papieża Jana Pawła II, wstąpił do Zakonu Mnichów Maronickich. Tak ksiądz profesor Escobar został zakonnikiem.

Ojciec Dario szybko zdecydował się na kolejny krok – życie w samotności. Wcześniej kilka razy podróżował do Stanów Zjednoczonych i Kolumbii.. W tym okresie mafia z Medellin Pablo Escobara nadała temu kolumbijskiemu miastu ponurą sławę stolicy narkotyków, a walka z ich przemytem osiągnęła apogeum. - Pieczątki w paszporcie z Medellin, Miami i Bejrutu oraz nazwisko poszukiwanego przestępcy kosztowały mnie godziny przesłuchań na lotniskach, chociaż nie mam z nim żadnych powiązań rodzinnych – dziś się śmieje. – Naprawdę miałem dosyć –wspomina. Chciał się poświecić modlitwie i nawet namowy przełożonych do podjęcia wykładów na uniwersytecie prowadzonym przez zakon nie przekonały go do zmiany zdania. W 2000 r. zamieszkał w dolinie Kadisza.

Pustelnik XXI w.

Eremitów zawsze otaczano ogromym szacunkiem, a do niektórych pustelni odbywano pielgrzymki. Podobnie stało się z o. Dario, który spowiada i doradza. Szczególnie małżeństwom: - Ludzie w ogóle się nie komunikują, a dialog polega na akceptacji woli drugiej osoby zwraca uwagę - W małżeństwie należy unikać trzech słów: „nigdy”(np. nigdy cię nie ma), „zawsze” (np. zawsze, jesteś ...) i „dlaczego” (dlaczego znowu ...).

Ojciec Dario ma także prawo odprawiać egzorcyzmy, do czego bardzo mu się przydaje wiedza z psychologii. W wielu przypadkach, osoby, które otoczenie uważa za opętane, potrzebuja tylko pomocy psychologa lub psychiatry. Jest dobrze znany w regionie. -
To święty człowiek - mówią mieszkańcy, którzy pomagają mu w miarę możliwości. Przynoszą gaz – pierwsza butla wystarczyła przez sześć lat. Z wiosek dostaje też żywność, ich mieszkańcy doprowadzili nawet prąd. Dzięki temu śladowi nowoczesności pustelnik może przygotowywać tłumaczenia dla swojego zakonu. Po południu zasiada przy lampie i pracuje nad hiszpańską wersją żywota św. Charbela, XIX wiecznego maronickiego mnicha, pustelnika, uzdrowiciela i cudotwórcy, kanonizowanego w 1977r. Św. Charbel należał do tego samego zakonu co o. Dario.

Goście, którzy odwiedzają kościół oraz współbracia z klasztoru Św. Antoniego w Qouzhaya, oddalonego od pustelni o 1,5 godziny spaceru przez dolinę lub 15 minut jazdy samochodem to jego jedyny kontakt ze światem zewnętrznym. Za pośrednictwem znajomego wysyła e-maile do rodziny z Kolumbii. - Moi siostrzeńcy chcieli mnie odwiedzić w Libanie, ale ja porzuciłem rodzinę, ojczyznę i życie wśród ludzi. Moje zdrowie jest w rękach Boga - tłumaczy.

W dolinie Kadisza mieszka jeszcze dwóch pustelników i jedna pustelnica, ale tylko ojciec Dario jest otwarty i zgadza się na spotkania z ludźmi. Może dlatego stał się trochę lokalnym celebrytą. Coraz częściej odwiedzają go dziennikarze z całego świata, a nawet stacje telewizyjne. Jednak kontakt z ludźmi i ślady nowoczesności nic nie zmieniają w filozofii życia pustelnika - Tutaj osiągnąłem pokój i równowagę wewnętrzną. Ktokolwiek raz zasmakował takiego życia już go nie zmieni – kończy o. Dario.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną