McChrystal Stanley

Kabulski łowczy
Twierdzi, że wie, jak pokonać talibów, i że do końca roku zmieni oblicze afgańskiej wojny.
Twierdzi, że wie, jak pokonać talibów, i że do końca roku zmieni oblicze afgańskiej wojny.
BEW

Twierdzi, że wie, jak pokonać talibów, i że do końca roku zmieni oblicze afgańskiej wojny.

Kiedyś chciałby mieć antykwariat, ale na razie dowodzi wojskami koalicji w Afganistanie, w tym i polskim kontyngentem. 55-letni komandos znany jest z zamiłowania do książek (nie tylko ze swojej branży), a także z mnisiej wręcz ascezy. Wieczorem jada jedyny posiłek w ciągu dnia, jego sypialnia w kwaterze w Kabulu jest niewiele większa od łóżka i przypomina bardziej klasztorną celę niż mieszkanie generała dowodzącego kampanią wojenną. Zrywa się o świcie i ze słuchawkami w uszach przez godzinę biega wokół budynków dowództwa – na swoim iPodzie ma oczywiście audiobooki. Ubolewa, że z braku czasu nie może biegać więcej. Bo generał od zawsze szlifował formę, truchtał codziennie nawet podczas stypendium w nowojorskiej Radzie Stosunków Międzynarodowych, kiedy z południowego Brooklynu, gdzie mieszkał, do biura na Manhattanie miał prawie 20 km. W obie strony to maraton.

Komandos wychodzi z cienia

Jak wielu amerykańskich generałów pochodzi z rodziny wojskowych. Jego ojciec także był generałem, weteranem walk z Niemcami. Również całe rodzeństwo Stanleya związało się z tradycją mundurową: siostra wyszła za wojskowego, trzech braci wstąpiło do armii, jeden z nich jako duchowny został kapelanem elitarnej akademii West Point.

W Afganistanie McChrystal zastąpił Davida D. McKiernana, specjalistę od tradycyjnych metod walki. Jednak w ściganiu partyzantów po afgańskich górach gen. McKiernan, mistrz formowania zagonów pancernych, okazał się bezradny. W maju 2009 r. Robert Gates, minister obrony USA, przyleciał do Kabulu i przy kolacji zdymisjonował McKiernana. Rzecz to od dawna niepraktykowana, poprzednim głównodowodzącym pozbawionym stanowiska był w 1951 r. Douglas MacArthur, ale on akurat miał własną koncepcję na prowadzenie wojny w Korei i puszczał mimo uszu rozkazy Harry’ego Trumana. Tym razem niecierpliwa sukcesów ekipa Baracka Obamy postanowiła wymienić utalentowanego pancerniaka na komandosa, równie zdolnego specjalistę, tyle że od walk przeciwpartyzanckich.

Oczekiwania prezydenta Obamy wobec McChrystala są wysokie: ma wreszcie wygrać trwającą dziewiąty rok wojnę, której amerykańscy wyborcy mają już serdecznie dość. Generał obiecuje, że sytuacja w Afganistanie poprawi się jeszcze przed końcem roku i że już latem będą pierwsze efekty strategii jego autorstwa. Jej najważniejsze założenie: ograniczyć liczbę ofiar cywilnych.

Kiedy ogłoszono nominację McChrystala, waszyngtońska prasa zorientowała się, że prawie nic o nim nie wie. Generał bowiem przez lata stał w cieniu, był szefem operacji specjalnych, przedsięwzięć, po których z definicji nie organizowano konferencji prasowych. Do jego codziennych obowiązków należało m.in. organizowanie polowań na terrorystów w Iraku i Afganistanie. Wydawał rozkazy najlepiej wyszkolonym żołnierzom armii amerykańskiej, to jego ludzie wytropili przydomowy ogródek z ziemianką Saddama Husajna oraz ukrywającego się w Iraku jordańskiego terrorystę Abu Musaba Al Zarkawiego. Obławę na Al Zarkawiego generał zaplanował osobiście, pojechał nawet do jego kryjówki, by zidentyfikować zwłoki.

Uprzejmość przede wszystkim

Zwykł dowodzić wojskiem jak dziedzic folwarkiem. Generał pamięta imiona podwładnych, klepie po ramieniu, pyta, jak leci. Choć ma do dyspozycji bezzałogowe samoloty zwiadowcze, zapis rozmów radiowych przeciwnika, naszpikowany elektroniką sztab i relacje sieci informatorów, i tak co kilka dni wskakuje do helikoptera, by samemu przyglądać się polu walki, bo – jak twierdzi – dobry dowódca musi słyszeć świst pocisków.

McChrystal przypomina, że to Afgańczycy zdecydują, kto wygra wojnę, stąd koalicja musi przestać zrażać do siebie miejscowych. Da się to osiągnąć prostymi środkami, choćby ograniczając arogancję koalicyjnych kierowców. Przykład daje też sam generał, który rozmawia z przechodniami, chodzi po ulicach bez kamizelki kuloodpornej i afiszującej się ochrony. Twierdzi, że gdy uprzejmościami zyska się zaufanie Afgańczyków, lokalne wspólnoty rządzące prowincją łatwiej dojdą do wniosku, że bardziej im po drodze z rządem w Kabulu, wspieranym przez koalicjantów, niż z talibami. Bez przychylności miejscowych i bez sformowania 400-tysięcznej afgańskiej armii z prawdziwego zdarzenia, która stanie do walki z talibami, można do Afganistanu posłać dowolną liczbę żołnierzy i dalej nic się nie zmieni. W kwestii liczebności wojsk McChrystal pozwolił sobie na niesubordynację, stwierdził publicznie, że przechylenie szali zwycięstwa wymaga kilkudziesięciu tysięcy dodatkowych żołnierzy. Mimo niezadowolenia prezydent częściowo uległ żądaniom generała. Do Afganistanu jedzie więc 30 tys. żołnierzy US Army, o 10 tys. mniej, niż zażyczył sobie McChrystal, dodatkowo kilka tysięcy obiecali sojusznicy z Europy, sześciuset dorzuci także Polska.

Ostatnia szansa

Czas nagli i wygląda na to, że strategia McChrystala może być ostatnią, którą Amerykanie zastosują w Afganistanie. Sięgnęli po sprawdzone rozwiązania, pomysły generała to wypisz, wymaluj powtórka zakończonego sukcesem scenariusza irackiego z lat 2007–2008, zrealizowanego przez gen. Davida Petraeusa, obecnego przełożonego i przyjaciela dowódcy z Afganistanu. Ten pomysł w Iraku zadziałał, ale są i tacy, którzy twierdzą, że tam tajemnicą sukcesu nie było wcale dosyłanie kolejnych żołnierzy i zmiana wydawanych im rozkazów, ale ukrócenie działalności brutalnych podwładnych McChrystala. Mówią, że w Iraku to ludzie z operacji specjalnych pracowali na czarną legendę Amerykanów, nagminnie łamali prawo międzynarodowe, torturowali przesłuchiwanych i podczas akcji zabijali postronnych.

Krytycy nie wierzą w pojednawczą retorykę McChrystala. Ich zdaniem trudno oczekiwać, by zaprawiony w akcjach bojowych komandos zamienił się nagle w sztabowca o gołębim sercu. Uważają, że optymizm generała jest mocno na wyrost i że przez półtora roku afgańscy cywile nie zapomną starych grzechów koalicji i nadal będą do niej zrażeni.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną