Haiti: państwo, które prawie istnieje

Wyspa nieszczęść
Trzęsienie ziemi na wyspie Hispaniola, podzielonej między Haiti i Dominikanę dotknęło tylko jedno z tych państw. Historia także była mniej łaskawa dla Haiti.
Port-au-Prince, miasto w gruzach
BEW

Port-au-Prince, miasto w gruzach

Haiti, życie przed kataklizmem
David Zentz/AdventurePictures

Haiti, życie przed kataklizmem

Kraj odwiecznego nieszczęścia przeżył jeszcze jedno – gigantyczną katastrofę naturalną. Haiti to była kolonia francuska, gdzie buntowników murzyńskich poparli w XIX wieku polscy żołnierze napoleońskiego korpusu ekspedycyjnego. Odłączyli się z przyczyn romantycznych, a w istocie – po prostu ludzkich - od dowództwa francuskiego i stanęli po stronie Czarnych. Była to najbogatsza kolonia francuska i stała się pierwszym niepodległym państwem w Ameryce Łacińskiej.

Na Karaibach, gdzie mieszkałem dwa lata, obawialiśmy się zawsze cyklonów. Ale nie trzęsień ziemi. Jako geofizyk z wykształcenia pamiętam o trzech strefach sejsmicznych: około śródziemnomorskiej, około atlantyckiej i około pacyficznej. Antyle są około atlantyckie, ale trzęsienia ziemi niszczyły raczej Lizbonę niż Nowy Jork czy Hawanę. To, co się stało na Haiti jest aberracją sejsmiczną. Wyspę nawiedziło „terremoto”, ale tylko zachodnią jej część. Wschodnia – Dominikana wyszła z katastrofy bez szwanku.

Jedna wyspa, dwa kraje

Jak to się dzieje, że wyspa Hispaniola wielkości trzeciej części Polski, podzielona na dwa państwa, jest dotknięta trzęsieniem ziemi o sile 7,2 stopni w skali Richtera, ale tylko na zachodzie wyspy, czyli w Haiti rozgrywają się sceny z Apokalipsy Św. Jana, a w Dominikanie panuje spokój, a pisząc to, patrzę na spikera telewizji dominikańskiej (w Internecie), który bez emocji informuje, dokąd i o której godzinie może dotrzeć fala tsunami. Spiker ostrzega także Kubę, a zwłaszcza mieszkańców Barracoa, bowiem na Karaibach obowiązuje solidarność antyżywiołowa.

Różnice w podatności na „terremoto” wyjaśni może skrócona analiza porównawcza. Haiti należała do Francji. Dominikana była częścią imperium hiszpańskiego. Na Haiti do dziś ponad 90 procent ludności to Murzyni, którzy jako niewolnicy bronili się kultem woodoo (czym fascynował się Jerzy Grotowski). Kult woodoo symbolizuje ceremonia, na której początku jej mistrz przed widownią-„uczestniczarnią” nasyconą płynami halucynogennymi, odgryza łeb żywego koguta i prowadzi wszystkich w trans, gdzie dzieją się cuda.

Dominikana, kraj Kreoli, czyli urodzonych w koloniach Hiszpanów, jest światem na swój sposób europejskim. Haiti wywalczyła niepodległość na polu bitwy. I od razu napadła na Dominikanę. Obydwa kraje żyją jak pies z kotem. Dominikańczycy usamodzielnili się po powstaniu, ale w obronie przed Haiti wrócili pod ochronę Hiszpanii, przywracając sobie status kolonii, po czym wyzwalali się jeszcze raz. Po latach nie mających znaczenia dla tej opowieści władzę nad Haiti zaczął sprawować biały, francuski lekarz, Francois Duvalier, o którym mówiono Papa Doc i który, jak najokrutniejszy tyran, rządził krajem przez ponad 30 lat.

Jedna wyspa, dwa reżimy

Dominikana też miała nielekko, bo wzięła ją za gardło rodzina Trujillo. Leonidas Trujillo to archetyp dyktatorów latynoamerykańskich. Znakomita powieść „La fiesta del chivo” („Święto kozła”) Vargasa Llosy mówi o mechanice i psychologii dyktatury więcej, niż cała biblioteka dzieł naukowych na ten temat. W Dominikanie, jak wszędzie w Ameryce Łacińskiej, wierzy się w Boga rzymsko-katolickiego (a po cichu trochę w czary, ale to nie woodo). Haitańczycy zresztą też nominalnie są katolikami. Latynamerykanie francuskiego pochodzenia nie mają pisarza tego kalibru, co Vargas. Ich przedstawicielem na Haiti był Papa Doc. Dominikana była koszarami. Haiti – obozem koncentracyjnym. W Dominikanie dochodziło do przewrotów, a nawet rewolucji demokratycznych (pułkownika Juana Boscha). W Haiti nie było żadnych przemian. Amerykanie bardziej interesowali się Dominikaną, dlatego zbrojnie obalili Boscha. Do Haiti nie zaglądali, Papa Doc mógł tam robić, co chciał.

Za jego czasów pojechał na Haiti polski profesor historii, Tadeusz Łepkowski. Mimo że obywatel PRL wjechał bez wizy. Powieść „Flibustierowie” Władysława Umińskiego wyjaśnia, dlaczego. Pozwolono mu pracowac nad monografią Haiti. Wyszła po hiszpańsku w Casa de las Americas w Hawanie, w Polsce dużo później, „bo nie jeździ się do barbarzyńców spod ciemnej gwiazdy”. Dominikana, po latach turbulencji, stała się krajem semidemokratycznym, podczas gdy Haiti po rządach Papy Doca, wpadła w łapy jego syna psychopaty, uwielbiającego płyny halucynogenne, panienki i pieniądze oraz obgryzanie łba koguta. W 1984 uciekł z kochanką do Szwajcarii, która traktuje przybyszów z różnym stopniem szacunku dla prawa. A uciekł, bo na Haiti pojawił się ksiądz Aristide, praktyk teologii wyzwolenia, który został prezydentem z wyboru i zaczął przekształcać się w Duvaliera. Tu Amerykanie nie wytrzymali i posłali na Haiti jednostkę GROM. Okazało się na miejscu, że ma ona kierować… ruchem ulicznym.

Dyktatorzy, potem prezydenci Dominikany, budowali zgodnie z zasadami architektury hiszpańskiej. Musiało to być solidne i obliczone na wieki. Każda dyktatura buduje potężnie i pompatycznie. Wyjątkiem była dyktatura Duvalierów. W Haiti budowano przede wszystkim autorytet doktora (stąd „doc”) Duvaliera, który kradł wszystko i wysyłał do Szwajcarii. Dlatego trzęsienie ziemi zniszczyło byle jakie budowle w Haiti, a w Dominikanie wszystko stoi jak stało.

W Haiti zawsze panowała nędza. Laureat Nagrody Nobla z zakresu ekonomii Amartya Sen, dowodzi tezy, że w kraju, gdzie jest wolne słowo, nie ma głodu. W Haiti nie można było wyrażać żadnych poglądów. Zdemoralizowana władza demoralizuje społeczeństwo prawie tak samo, jak wojna. Haiti to straszny pod tym względem kraj. Świat może by i posłał pomoc, ale nie ma kto jej przyjąć. W USA po katastrofie naturalnej, jak trzęsienie ziemi w Los Angeles, wprowadza się stan wyjątkowy, którego strażnikiem jest strzelająca bez ostrzeżenia policja. Żeby nikt nie rabował. W Haiti na rabunek, jako pierwsza, rzuciła się policja. Amerykanie mówią „almost country – prawie kraj”. Jest telefon i on prawie działa. Jest państwo Haiti i ono prawie istnieje.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj