Kanadyjczycy nie cieszą się z igrzysk

Deszcz uczy cierpliwości
Im bliżej olimpiady, tym łagodniał opór jej przeciwników. Ale też gasł entuzjazm zwolenników.
Dzień protestów
Yeshe/Flickr CC by SA

Dzień protestów

W Vancouver ludzie cenią sobie spokój i porządek, są przyjaźni, ale trochę spowolnieni w tempie życia; na przystankach autobusowych ustawiają się w karne ogonki, idąc ulicą uśmiechają się i pozdrawiają nawet nieznajomych. Zbiorowe ożywienie (ale nie przesadne) widoczne jest właściwie tylko na hokejowych meczach miejscowej drużyny NHL. Rzecz jasna, cechy te odnieść można do ogółu Kanadyjczyków, jednak niechęć do jakichkolwiek zakłóceń panującego porządku wydaje się tu silniejsza niż gdzie indziej, co być może wiąże się w jakiś sposób z geograficznym ulokowaniem pomiędzy oceanem i górami, bliskim obcowaniem z naturą, a także z wielodniowym, padającym przez wszystkie pory roku deszczem, który uczy cierpliwości i akceptowania niedoskonałości świata.

Dlatego manifestacja radości z powodu zimowej olimpiady nigdy nie była tu zbyt ognista, tak samo zresztą jak związane z nią wybuchy niechęci.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną