Świat

Śmierć, siostra moja

Samobójczynie z Czeczenii

Ingram Vitantonio Cicorella / PantherMedia
Szachida ubrana w chidżab i przepasana ładunkiem wybuchowym wdarła się w rosyjską teraźniejszość gwałtownie. Jej wizerunek, w zależności od tego, kto i dla kogo go tworzy, przypomina albo świętą zdjętą z ikony, albo naćpane zombi. Prawdziwego nikt nie chce kreślić ani też oglądać.

Reportaż powstał w 2004 roku.

Nazwano je narzeczonymi Allaha, czarnymi wdowami albo smiertnicami, czyli skazanymi na śmierć. I Kreml, i czeczeńscy radykałowie tracili tytuł do dalszego rozgrywania konfliktu za pomocą karabinów. Od jednych i drugich odwracał się świat i własne społeczeństwa. Spod zużytych masek jęła wyzierać prawda – zajadła, bezsensowna i zapomniana wojna. Możliwość nawiązania dialogu z umiarkowanym skrzydłem separatystów prezydenta Asłana Maschadowa stawała się coraz bardziej realna. I wtedy, 23 października 2002 r., telewizje całego świata pokazały, jak komando kobiet w czarnych muzułmańskich zawojach grozi wysadzeniem się razem z tysiącem zakładników. To była Moskwa – teatr na Dubrowce.

Liderzy wojny zdefiniowali siebie na nowo. Kreml ogłosił się uczestnikiem ogólnoświatowej krucjaty przeciw terroryzmowi spod znaku Al-Kaidy, a radykalni komendanci czeczeńscy – wojownikami dżihadu.

Rajskie bomby

Rijadus-Salihin po arabsku znaczy rajskie namioty. To nazwa oddziału samobójczyń. Jego powstanie ogłosił czeczeński komendant polowy Szamil Basajew w specjalnym oświadczeniu wydanym po ataku na Dubrowce. Grozę budzi w Rosji już sama nazwa – obca, arabska. Ale przede wszystkim to, że Rijadus-Salihin to organizm, który nie ginie wraz z wybuchem kolejnej kobiety, ale może się regenerować, rozrastać, produkować wciąż nowe żywe bomby.

Basajew zapowiedział: „Gdy nasze szachidy przybędą ponownie, ich jedynym celem będzie zadanie wrogowi maksymalnych strat. Zachwycamy się ich męstwem i zdecydowaniem. Oby Allah pozwolił nam równie dostojnie zakończyć swoje życie na Jego szlaku i w imię Jego. Allah Akbar!”.

Oświadczenie podpisał: „Amir batalionu Rijadus-Salihin-Abdullach Szamil Abu-Idrys”. To Szamil Basajew – jego nowe arabskie nazwisko, nowa twarz.

Widok z Łubianki

Na Łubiance, w centrali rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa ruch jak w ulu. Faks, telefon, pukanie do drzwi, popielniczki pełne, krawaty zluzowane, mundurowe kurtki na oparciach krzeseł. Zamiana wojny kolonialnej w międzynarodową operację antyterrorystyczną wpłynęła tu dobrze na morale.

Szef służby informacyjnej FSB pułkownik Siergiej Ignaczenko ma wszystkie sprawy poukładane od A do Z. – Szachidy, które wysadzają się w Rosji, przygotowywane są w międzynarodowych obozach szkoleniowych. Zajmują się tym arabscy specjaliści – najemnicy. W warstwie ideologicznej podstawę stanowi fundamentalistyczny odłam islamu – wahabizm. Takie są efekty przejęcia przez ośrodki ekstremistów z Bliskiego Wschodu kontroli nad uzależnionymi od ich pomocy finansowej czeczeńskimi separatystami i wykorzystania ich jako narzędzia realizacji własnej szeroko zakrojonej strategii terrorystycznej.

To nagranie na Łubiance pokazują chętnie. Mówią: idealny materiał poglądowy o taktyce islamskich fundamentalistów. Ałchan-Jurt, Czeczenia, 7 czerwca 2000 r. Zamach pierwszej smiertnicy na posterunek OMON. Pięciu zabitych i siedemnastu rannych. Pucołowata dziewczyna w chidżabie stoi na tle kabiny wielkiej ciężarówki Kamaz. Mówi prosto w obiektyw: „Siostry, nadszedł czas, kiedy przyjdzie nam sięgnąć po oręż, by bronić swojego domu, swojej ziemi przed tymi, którzy przynieśli tu śmierć. I jeżeli, w imię tego, przyjdzie nam zostać szachidem na szlaku Allaha, nie zatrzymamy się. Allah Akbar”. Potem dziewczyna siada za kierownicą i ciężarówka taranuje wojskowy posterunek. Wybuch, pył, żelastwo i ludzkie mięso.

Imię uwiecznionej na wideo dziewczyny zna dziś każde czeczeńskie dziecko. Chawa Barajewa, pierwsza szachida. Napisano o niej wiersze i pieśni. Wszystkie dalekie od rzeczywistości.

Pierwsza miłość

Chawę wysłał na śmierć brat cioteczny, znany czeczeński komendant polowy Abri Barajew – Tarzan. Walczył nieprzerwanie od 1995 r., brał udział w rajdzie Szamila Basajewa na Budionowsk, sformował i dowodził jedną z najskuteczniejszych czeczeńskich jednostek – Islamskim Pułkiem Specjalnego Przeznaczenia, a podczas drugiej wojny oddziałem dywersyjnym Dżihad-3. Był człowiekiem brutalnym i niezdyscyplinowanym, skłóconym z prezydentem Maschadowem i sporą grupą dowódców polowych; nie słuchał rozkazów, łamał umowy, porywał ludzi.

Chawę, półsierotę, wychowywał ojciec. Człowiek raczej sowiecki, inżynier kombinatu drzewnego. Lubił wypić. Kiedy Chawa skończyła 14 lat, Abri zabrał ją na wychowanie do siebie. W jego domu spędziła ostatnie dwa lata życia.

Okres ten dobrze pamięta jeden z członków oddziału Barajewa. Pokłócił się z nim o pieniądze, Abri wydał na niego wyrok. Człowiek ten od dłuższego czasu przebywa w Polsce. Wspomina Abriego jako bożyszcze kobiet. – Miał w sobie jakiś magnetyzm i umiał stworzyć wokół siebie pociągającą aurę świętości. Abri, samotny wojownik Allaha. Każdy swój krok tłumaczył Allahem. Chawa przyjechała do niego w dżinsach i T-shircie, a po dwóch miesiącach ubierała się już tylko w chidżab i Boga przywoływała co drugie zdanie. W jego rękach była jak wosk. Kochała go ślepą i bezkrytyczną miłością nastolatki.

Ostatni raz widziano Chawę godzinę przed zamachem, kupowała banany na bazarze. Sąsiadom rzuciła na pożegnanie: Wybieram się na gazawat (świętą wojnę). Wkrótce o mnie usłyszycie.

Barajew zginął dokładnie rok później, zastrzelony przez komandosów specnazu w swoim domu rodzinnym w Ałchan-Kale. Do dziś pozostaje tajemnicą, skąd miał dokumenty oficera w służbie rosyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych. Dzięki nim swobodnie poruszał się po całej najeżonej punktami kontrolnymi Czeczenii.

Tajemnica rządowych przepustek Barajewa powróci w listopadzie 2002 r. jako część wielkiej zagadki zamachu w teatrze na Dubrowce, w którym kluczowe role odegrają siostrzeniec Abriego – Mowsar, i wdowa po Abrim, jego czwarta żona Miriam.

Niewygodny portret

Major FSB chce, by go nazywać Jakow. O sobie krótko: piętnaście lat w mundurze, jedenaście w firmie, cztery w Czeczenii. Ta wojna nie ma już jednej prawdy. Nie daje się definiować, katalogować, objaśniać. Tak jak zjawisko smiertnic. Wystarczą dwa przykłady, z którymi Jakow zetknął się w pracy: – Elza i Zareta. Historia Elzy psuje zamówiony na Kremlu, a lansowany na Łubiance portret smiertnicy, bojowniczki Al-Kaidy; prawda o Zarecie podważa mit siostry-mścicielki Szamila Basajewa.

Elzy nie trzeba było ani werbować, ani szkolić, ani też wyposażać. Nie czytała godzinami Koranu, nie modliła się. Nawet głowę rzadko zakrywała. Rozerwała się wiązką ręcznych granatów, dwieście metrów od rodzinnego domu. Miała wtedy 20 lat. Osiem miesięcy po ślubie żołnierze zabrali z domu jej męża, Alichana. Nie był w podziemiu, trzymał się z dala od wojny. Pomyłka, jakich wiele w Czeczenii. Elza koczowała pod komendanturą w Urus-Martan, by choć widzenie wybłagać. Zgodzili się. Tak skatowanego człowieka jeszcze nie widziała. Kiedy osunęła się na kolana, komendant Gajdar Gadżyjew chwycił ją za włosy, bagnetem rozpruł Alichanowi brzuch i wepchnął jej głowę we wnętrzności.

Elza próbowała jeszcze żyć – dopóki żył jej brat. Chłopak wszedł na minę i stracił nogi. Tamtego dnia, kiedy dwie przecznice od domu zobaczyli go pijani żołnierze, dopiero uczył się chodzić o kulach. Żarty sobie zaczęli robić: pokraka, na patykach podskakuje. I zastrzelili. Sześć miesięcy później, 22 listopada 2001 r., pod komendanturą w Urus-Martan Elza rozerwała siebie i Gadżyjewa.

Oficjalny komunikat FSB mówił o zamachu wahabickiej fanatyczki na zasłużonego organizatora pokojowego życia Czeczenii. Generał major Gajdar Gadżyjew pośmiertnie otrzymał tytuł bohatera Rosji.

Bohaterka drugiej historii, Zareta, przeżyła zamach. W 17-kilogramowej bombie, którą wniosła w torbie do budynku milicji w jednej z dzielnic Groznego, wybuchł tylko zapalnik. Jakow nie wie, co dziś dzieje się z Zaretą. – Jedni mówią, że zaszyła się u kuzynki na Syberii, inni, że się stoczyła i jest prostytutką w Dagestanie. Jej sprawę prowadził osobiście pułkownik Sułtan Satujew, dziś wiceminister spraw wewnętrznych Czeczenii, wówczas zastępca naczelnika milicji w Groznym. Uwierzył jej i ją uratował.

Zareta zeznała, że trzy miesiące przed zamachem uprowadził ją Szamil Garibekow, członek zbrojnego podziemia w Groznym. Nic nadzwyczajnego, normalny w Czeczenii sposób zawarcia małżeństwa. Panna po spędzeniu nocy pod dachem mężczyzny jest zhańbiona, więc rodzice przyjmują podarki i wszyscy spotykają się w meczecie. Zareta trafiła do zakonspirowanego mieszkania, gdzie stale mieszkało trzech bojowników, gotowała, prała, sprzątała. Szamil mówił, że tak być musi, bo oni wszyscy są wspólnotą. W końcu w ramach braterstwa podarował ją swojemu dowódcy Asłanowi. Asłan niby nikomu jej nie oddał, ale i tak każdy sobie ją brał, kiedy chciał.

Tamtego dnia obudzili ją o świcie. Zawieźli pod komendę, dali torbę i kazali zanieść do gabinetu naczelnika. Nie mogła nie wejść. Zauważyła, że ją filmowali. Wewnątrz błądziła, pytała o drogę. Kiedy próbowała zostawić torbę w jakimś kącie, eksplodował zapalnik. Uruchomił go zdalnie Szamil z samochodu pod komendą.

Pułkownik Satujew wspomina: – Po tym, jak wydała bandę Szamila, przez pół roku nie mogła wyściubić nosa poza komendę. Dostała pokoik i łóżko polowe. W mieszkaniu Szamila milicja znalazła taśmę z Zaretą. Niezbyt zręcznie zmontowane dwa ujęcia. Pierwsze w domu – Zareta modli się, drugie – Zareta wnosi torbę na milicję.

Przerwany spektakl

23 listopada 2002 r. cała Rosja dyżurowała przed telewizorami. Szok: czterdziestoosobowy uzbrojony oddział czeczeński w Moskwie! Potem osłupienie: połowa to kobiety – żywe bomby. Czarne suknie, zasłonięte twarze, arabskie napisy. Wszystko dziwaczne, obce, ani rosyjskie, ani czeczeńskie.

Zamach na Dubrowce to jedna z największych zagadek współczesnej historii Rosji, chroniona ścisłą tajemnicą państwową. Do dziś nie jest pewne, ilu terrorystów tak naprawdę było w teatrze i ilu z nich zginęło. Oficjalnie przyjęta wersja to 40, wszyscy zabici.

Znane są nazwiska 18 kobiet, które były w teatrze. Historie niektórych z nich udało się częściowo odtworzyć, układając w całość często sprzeczne informacje – przecieki z oficjalnego śledztwa prokuratury FSB i wywiadu wojskowego – GRU, ustalenia niezależnej społecznej komisji i doniesienia mediów.

Organizatorzy akcji zbierali kobiety w całej Czeczenii, były w różnym wieku, różne były ich wcześniejsze losy. Niektóre kilka miesięcy przed atakiem przygarnęły wspólnoty islamskich fundamentalistów – wahabitów. Tam znalazły mężów i szacunek. Dla wspólnoty były gotowe na wszystko. Tak było z siostrami Chadżyjewymi; 26-letnią Koku i 28-letnią Ajman. Jedna w końcowym stadium gruźlicy, druga pogrążona w chronicznej depresji, po kilku samobójczych próbach. Tak też było z 38-letnią Rajman Kurbanową, którą pierwszy mąż wygnał z domu, bo nie mogła mieć dzieci, i z 29-letnią Ascet Giszłurkajewą, skazaną na życie z jałmużny, matką kilkuletniego dziecka, samotną wdową porzuconą przez krewnych.

Kilka kobiet zgodnie ze starym czeczeńskim zwyczajem po prostu porwano. Kilka przybyło po zemstę, jak siostry Ganijewy. Ich rodziny okaleczyła wojna, śmierć towarzyszyła im od najmłodszych lat, zabierając zbyt wielu bliskich. Ale były też takie, które nie wiedziały, na jaką akcję jadą.

Jedna z zakładniczek, Tatiana Popowa, wspomina: – Kiedy bojownicy wyłączyli wentylację, zrobiło się bardzo duszno i gorąco. Większość kobiet odsłoniła twarze i później zakrywały je tylko, gdy pracowała kamera. Ujrzeliśmy zwykłe młode dziewczęta, niektóre całkiem ładne i zadbane, umalowane oczy, manicure. Tylko dwie, sądząc po posturze i głosie, najstarsze, aż do końca ani na sekundę nie zdjęły zasłon. Te dwie gotowały się z nienawiści.

Te dwie kobiety to Luiza Bakujewa, około czterdziestki, niegdyś, jeszcze w czasie pierwszej wojny czeczeńskiej, kucharka w oddziale Basajewa, później jego wieloletnia towarzyszka broni, i Miriam Barajewa – wdowa po krwawym Abrim. Stanowiły twardy trzon komanda. Żadnej z nich nie znaleziono wśród zabitych. Nie znaleziono też ciała Rusłana Elmurzajewa – Abu Bakara, który najprawdopodobniej był faktycznym dowódcą komanda. Osobiście zwerbował, a raczej uprowadził trzy dziewczyny. Po Czeczenii poruszał się czarną Wołgą. Równie swobodnie co Abri Barajew, na równie mocnych papierach – współpracownika ministerstwa spraw wewnętrznych. Nie ma dziś wątpliwości, że ta trójka była wewnątrz.

Najbardziej tajemniczą rolę odegrał Arman Menkiejew, pół Kazach, pół Czeczen. Był współorganizatorem operacji. On przygotował wszystkie ładunki wybuchowe. Żaden z nich nie zadziałał prawidłowo – ani te na zewnątrz, w samochodach pułapkach, których wybuchy miały poprzedzić zajęcie teatru, ani te w samym teatrze na pasach szachid – te pasy w większości były atrapami. Menkiejew razem z kilkoma terrorystami, którzy mieli wspierać okupację teatru z zewnątrz, wpadł. Jako jedyny został zwolniony, a postępowanie prokuratorskie przeciw niemu umorzono. Wszyscy pozostali zostali skazani i odsiadują dziś wyroki od 15 do 25 lat. Menkiejew zniknął. W czasie krótkiego aresztu Menkiejewa do prasy wyciekła jego tożsamość: to były major wywiadu wojskowego, komandos elitarnej radzieckiej brygady przeznaczonej do niszczenia stanowisk taktycznej broni jądrowej NATO. Spec od materiałów wybuchowych. Ktoś taki partaczem?

A jeśli szachidy sądziły, że idą na śmierć, że mają na sobie prawdziwe bomby, to dlaczego przy niektórych znaleziono wykupione autobusowe bilety powrotne do Czeczenii? Dlaczego jedne podczas szturmu desperacko łączyły kable detonatorów, a inne tylko rozpaczliwie strzelały w powietrze? Bo jedne wiedziały więcej, a inne mniej? Czemu nie strzelały do zakładników? Samymi pistoletami i automatami, gdyby chciały, zdążyłyby zabić bardzo wielu. Gdyby chciały... No i gdzie podziali się Barajewa, Bakujewa i Abu Bakar?

Rodzinne domy smiertnic z Dubrowki zostały wysadzone przez rosyjskie wojsko, większość najbliższych krewnych w obawie przed odwetem uciekła z Czeczenii. Ciała terrorystek nie zostały wydane, miejsce i sposób pochówku nieznane. Siostry Chadżyjewy zginęły będąc w 2 i 3 miesiącu ciąży.

Hańba u Prady

Kiedy sędzia ogłosił wyrok – 20 lat karnej kolonii – Zarema Mużachojewa wpadła w histerię. – Uwierzyłam wam w wasz sąd. Myślałam, że jesteście dobrzy. Oszukaliście mnie, ale ja przeżyję i wrócę po was.

Mużachojewa poszła na pełną współpracę. Dzięki jej zeznaniom federalni zatrzymali zapowiedzianą przez Basajewa ofensywę Rijadus-Salihin.

Pierwszy atak miał miejsce 5 lipca 2003 r. w czasie festiwalu rockowego, na lotnisku Tuszyno pod Moskwą. Zulichan Elichadżyjewa i Miriam Szaripowa wysadziły się w kolejce do kas biletowych. Zabiły 16 osób, raniły 60.

Pięć dni później nadeszła kolej Zaremy. Chodziła po reprezentacyjnym bulwarze Moskwy, Twerskiej, prowadzona przez kolorowe wystawy sklepów: Gucci, Prada, Dolce and Gabbana, tam i z powrotem. Aż ją zaskoczyło, że nagle stanęła przed swoim celem – zawsze zatłoczoną Mon Café. Podeszła do ochroniarzy i oświadczyła: Jestem szachidą, w torbie mam bombę.

Wiele szczegółów objętego tajemnicą państwową procesu Zaremy ujawnia Natalia Ewłanowa, adwokatka Czeczenki. – Świat Zaremy zbudowany jest z nierealnie romantycznej mieszaniny brazylijskich seriali, teledysków i islamskich przypowieści. Wychowywali ją dziadkowie. Matka odeszła tak dawno, że jej nawet nie pamięta, ojciec Ingusz pracował na Syberii. Tam podczas pijackiej burdy zginął od noża. Zarema wyszła za mąż mając 19 lat. Była w trzecim miesiącu ciąży, kiedy jej męża zasztyletowali biznesowi konkurenci. Jego rodzina odebrała jej córkę. Po obejrzeniu jakiegoś serialu, w którym matka porywa swoje dziecko, Zarema postanowiła postąpić tak samo i uciekać do Moskwy. Rodzina złapała ją na lotnisku. Córeczkę odesłano z powrotem, Zaremę przeklęto.

Bez pracy i oszczędności, by sfinansować ucieczkę, sprzedała na bazarze biżuterię dziadków. Złodziejka – okryła się hańbą. Nie miała dokąd iść. Zwróciła się o pomoc do znajomej, Raisy Galijewej. Wiedziała, że Galijewowie są związani z bojownikami, że mają pieniądze. Liczyła, że pomogą jej spłacić dług i zmyć hańbę. Raisa poznała ją z bratem Rustanem. Ten zaś zabrał Zaremę do obozu w góry, gdzie przygotowywano szachidy. Tam poznała samego Szamila Basajewa, który tłumaczył, że ofiarę trzeba składać w imię wiary, nie pieniędzy. Było już jej wszystko jedno. Tydzień później była w Moskwie.

Dzięki zeznaniom Zaremy częściowo znana jest też historia jednej ze smiertnic z koncertu rockowego w Tuszynie – Zulichan Elichadżyjewej. Zarema poznała ją kilka dni przed zamachem w wynajętym pod Moskwą domu – bazie terrorystów. Agenci FSB odnaleźli go według wskazówek Zaremy. Został opuszczony w pośpiechu, porzucono w nim kilka sztuk broni, amunicję, granaty, siedem szachidzkich pasów i zeszyt Elichadżyjewej. Jej zapiski: ulubiony aktor – Brad Pitt, aktorka – Julia Roberts, język – rosyjski. Marzenie – chcę być taka jak prawdziwi muzułmanie. Kogo najbardziej szanujesz – samą siebie.

Zulichan prowadziła jeszcze pamiętnik. Miała go ze sobą w chwili wybuchu. Cały jest o miłości i o chłopaku imieniem Żara. „Kiedy wyjechał, przepłakałam całą noc. Tak mi go brakuje. Śnił mi się ślub, wiedziałam, że to z nim, ale jakoś dziwnie nikogo przy mnie nie było, sama przygotowywałam sobie suknię ślubną, sama się ubierałam. Niech go Allah chroni. Pluję na wszystko pozostałe, na to co ze mną będzie. Nie boję się śmierci, boję się wpaść w ręce rodziny. Najpierw boję się Allaha, a potem ich”.

Żara to Danilchan, przyrodni starszy brat Zulichan, towarzysz broni Rustana Ganijewa. Nienawidził ojca za to, że ten porzucił go z matką i założył nową rodzinę. Wielokrotnie groził mu śmiercią, w końcu porwał swoją przyrodnią siostrę Zulichan. Nie wiadomo, co chciał osiągnąć, ale skończyło się romansem. Teraz Zulichan miała tylko jego, czekała na niego w kolejnych konspiracyjnych mieszkaniach. Nocami pisała pamiętnik o miłości i przekleństwie, szczęściu i hańbie. Nie mogła udźwignąć samotności i brzemienia grzechu kazirodztwa. Była wyrzutkiem. Dla niej także los szachidy miał być odkupieniem.

Żara Danilchan został aresztowany jesienią 2003 r. Mimo że sam rekrutował i do samego końca pilotował kilka smiertnic, to o decyzji Zulichan nie wiedział. Wyjechała do Moskwy pod jego nieobecność. W liście pożegnalnym, który miała w pamiętniku, napisała: „Błagam cię, nie rób nic nikomu, sama tego chciałam, nikt mnie do niczego nie zmuszał”.

Wkrótce po nim został aresztowany Rustan Ganijew, człowiek, który zabrał Zaremę do górskiego obozu. Okazał się być rodzonym bratem Fatimy i Chaczat Ganijewych – smiertnic z Dubrowki. Osobiście namówił je do udziału w akcji, a nawet sam odprowadził na autobus do Moskwy. Tuż przed jego wpadką w ręce milicji w Groznym oddała się jego siostra Raisa. Prosiła o ochronę przed bratem, który chce ją zmusić do samobójczego zamachu. Wojna zabrała ośmioro z dziesięciorga rodzeństwa Ganijewych. Od lat żyli w rytmie śmierć, zemsta, śmierć. Zostali tylko ona i Rustan. Ale Rustan, jak zeznawała jego siostra, już nie jest sobą. Nie wiadomo, gdzie dziś jest Raisa, za cenę współpracy została ukryta przez FSB.

Pierwszą ofensywę Rijadus-Salihin udaremniono. Ogółem Zarema przyczyniła się do schwytania albo likwidacji 14 terrorystów – ludzi, którzy przygotowywali kobiety na śmierć. Pierwszy raz z podziemia wydobyty został nie pojedynczy trybik, ale spora część mechanizmu. Arabskich obozów szkoleniowych Al-Kaidy, o których tak chętnie mówi FSB, nie znaleziono, ale ukazująca się prozaiczna rzeczywistość jest równie przerażająca.

Zarema Mużachojewa się zatrzymała. Dlaczego ona, a nie Zulichan albo Chawa? Co zadecydowało? Odpowiedź jest w zeznaniach Zaremy: „Patrzyłam na te sklepy przy ulicy. Takie piękne! Oczu nie mogłam oderwać. Nigdy nie miałam takich rzeczy ani też żadna z dziewczyn w całej Czeczenii takich nie miała. Gdyby one zobaczyły, że takie sklepy są na świecie, to by się żadna nie wysadziła”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Gdy najbliżsi chorują psychicznie

Czy człowieka musi paraliżować strach i niemoc, gdy bliska mu osoba zaczyna cierpieć na zaburzenia psychiczne?

Anna Dobrowolska
27.05.2014
Reklama