Brytyjczyków pułapka na papieża

Ojciec Święty ujęty?
Krytycy Benedykta XVI chcą storpedować wizytę papieża w Wielkiej Brytanii.
Benedykt XVI podczas mszy na Malcie.
DARRIN ZAMMIT LUPI/Reuters/Forum

Benedykt XVI podczas mszy na Malcie.

Papieża Benedykta zaprosił na Wyspy premier Gordon Brown. Wizyta jest planowana na połowę września, a więc długo po majowych wyborach parlamentarnych, które prawdopodobnie odsuną od władzy laburzystów Browna. Ktokolwiek będzie nowym premierem, charakter wizyty się nie zmieni. Papież będzie witany w Londynie jako głowa Państwa Miasta Watykańskiego. Religijnym celem wizyty ma być beatyfikacja kardynała Newmana, XIX-wiecznego duchownego, myśliciela i poety, konwertyty z anglikanizmu na katolicyzm.

Te plany rządu i Kościoła chcą pokrzyżować zwolennicy pomysłu, by aresztować papieża, jak tylko wyląduje na ziemi brytyjskiej. Szykowaną kampanię firmują bardzo znani i opiniotwórczy biolog i pisarz Richard Dawkins i dziennikarz Christopher Hitchens. Współpracują z nimi renomowani prawnicy Geoffrey Robertson i Mark Stephens. Obaj znają się nie tylko na prawie międzynarodowym i prawach człowieka, ale i na mediach. Taka czwórka to poważny przeciwnik. Dawkins od lat zwalcza religię jako siłę szkodliwą dla jednostki i społeczeństwa. Zwalcza nie tylko słowem. Udziela się w kampaniach ruchu ateistów. Hitchens jest mistrzem polemiki; obaj prawnicy mają wysoką pozycję zawodową.

Grzechy duchownych

Robertson i Stephens podjęli się przygotować prawną zasadzkę na papieża Ratzingera w kontekście kryzysu pedofilskiego wstrząsającego Kościołem rzymskokatolickim w USA i Europie Zachodniej. Nie ma ostatnio miesiąca, by do mediów nie przeniknęły kolejne wiadomości na ten temat. Ostatnia dotyczy księdza Stephena Kiesle’a z Kalifornii. Że molestował dzieci, nikt dziś nie przeczy. Nowością miałby być dowód, że Joseph Ratzinger, jeszcze jako szef watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, wiedział o grzechach duchownego, a mimo to nie wydalił go ze stanu kapłańskiego. Ów dowód to podpis kardynała na liście z Watykanu, niewyrażającym zgody na tak zwaną laicyzację, czyli powrót do laikatu. Ale to chyba nieporozumienie. Z tej odmowy nie wynika, że kardynał wiedział o pedofilskich przestępstwach ks. Kiesle’a, a zatem że jest współodpowiedzialny za ukrywanie przestępcy.

Podobnych nieporozumień interpretacyjnych i medialnych wypaczeń może być więcej, ale kościelny kryzys pedofilski nie słabnie, choć Kościół stara się nim nowocześnie zarządzać. Tuż przed niedawną pielgrzymką Benedykta XVI na Maltę media podały, że od 1999 r., kiedy tamtejszy Kościół utworzył komisję do spraw księży pedofilów, postawiła ona zarzuty 45 duchownym, ale o żadnej sprawie nie powiadomiła policji. A więc i w tym kraju, o podobnym do polskiego typie katolicyzmu, powielono schemat prania kościelnych brudów w domu, w tajemnicy przed świeckim wymiarem sprawiedliwości.

Takie informacje osłabiają starania Watykanu o poprawę wizerunku Kościoła rzymskiego. Prokurator Kongregacji Nauki Wiary ks. Charles Scicluna, z pochodzenia Maltańczyk, przyznał w wywiadzie w katolickim dzienniku włoskim „Avvenire”, że w przeszłości niektórzy biskupi byli zbyt pobłażliwi wobec nadużyć seksualnych w Kościele, ale odrzucił zarzuty, że Watykan kiedykolwiek nakazywał komukolwiek milczenie albo zakazywał powiadamiania władz cywilnych. Scicluna podał, że w latach 2001–10 jego urząd rozpatrzył zarzuty przeciwko trzem tysiącom księży dotyczące okresu minionych 50 lat. Ale spraw pedofilskich miało dotrzeć do watykańskiego prokuratora tylko 300, większość, 60 proc., to przypadki homoseksualizmu, reszta to sprawy heteroseksualne.

A ile z tych wszystkich zbadanych przez Watykan spraw trafiło pod sąd kościelny i zakończyło się wyrokiem skazującym? W 60 proc. przypadków Watykan procesu nie wytoczył, poprzestając na karach kościelnych takich jak zakaz sprawowania mszy, 10 proc. zakończyło się wydaleniem ze stanu kapłańskiego, 10 proc. zezwoleniem na opuszczenie Kościoła, co oznaczało, że oskarżony nie stanął już przed sądem kościelnym. Dobrze, że Scicluna w ogóle ujawnia te liczby, ale wynika z nich jasno, że pełnym procesem kościelnym zakończyło się dotąd 20 proc. spraw, czyli zdecydowana mniejszość, a prałat nie podaje już, ile z tych 20 proc. to były procesy księży pedofilów.

Bardzo gorąca linia

Młyny kościelne mielą powoli, tymczasem rośnie liczba nowych ujawnionych nadużyć zgłaszanych pod specjalne numery dla poszkodowanych. W Holandii od marca liczba zgłoszeń skoczyła do 1300, wcześniej wynosiła przeciętnie dziesięć na rok. Episkopat niemiecki uruchomił gorącą linię 30 marca, w ciągu trzech pierwszych dni zadzwoniło 2700 osób. W Austrii od stycznia do marca wiedeński kościelny diecezjalny ośrodek pomocy dla pokrzywdzonych, jeden z dziewięciu na terenie kraju, odebrał 566 telefonów i e-maili.

Na Malcie Benedykt XVI ponoć zapłakał podczas spotkania z miejscowymi ofiarami księży pedofilów. Takie newsy jeszcze bardziej irytują krytyków seksualnej polityki Kościoła. Uważają oni, że to odwracanie uwagi od niewygodnych pytań. Na przykład o to, jaki jest związek pedofilskiego kryzysu w Kościele z jego naturą jako instytucji, a także z tradycyjnie niechętną postawą wobec seksu, z kształceniem księży, przymusowym celibatem, z odmową wyświęcania kobiet (ciekawe, że nie słychać o pedofilskim problemie w Kościołach protestanckich, dopuszczających małżeństwo duchownych i ordynację kobiet).

Prawo jest tu słowem kluczowym – twierdzi Hitchens na łamach popularnego internetowego magazynu „Slate”. W artykule: „Dlaczego nie możemy pozwalać papieżowi, by decydował, kto jest przestępcą”, Hitchens przypomina, że Państwo Miasto Watykańskie jest owocem traktatu laterańskiego z 1929 r. pomiędzy ówczesnym faszystowskim rządem Mussoliniego a Stolicą Świętą za pontyfikatu Piusa XI. Według Hitchensa, traktat wykreował niby-państwo i obdarzył je takimi prawami i przywilejami jak państwa we właściwym znaczeniu tego określenia. „Gdzie jest powiedziane, że Kościół rzymskokatolicki jest sędzią we własnej sprawie – ciągnie dziennikarz. – Że jest poza lub ponad prawem? Że może korzystać z prywatnego sądownictwa? Że wolno mu opłacać z funduszy wiernych milczenie ofiar lub ich rodzin?”.

Z kolei wspomniany wyżej prawnik Geoffrey Robertson podkreśla w londyńskim liberalno-lewicowym dzienniku „Guardian”, że Watykan musi poczuć ciężar prawa międzynarodowego i nie może korzystać z jego ochrony, powołując się na zasadę suwerenności, a papież nie może korzystać z nietykalności prawnej przysługującej głowom państw. Nawiązując do porozumienia Mussoliniego z Watykanem, Robertson uznaje, że to niepoważne, by państewko watykańskie stworzone przez faszystowskie wówczas Włochy uważać za normalne państwo. I żeby chronić Benedykta XVI przed odpowiedzialnością za to, że instytucja, którą papież kieruje, czyli Kościół powszechny, ma na sumieniu przestępstwo kryminalne, jakim jest pomoc w uprawianiu seksu z nieletnimi.

Na dodatek postępowanie Kościoła doprowadziło na skraj bankructwa niektóre diecezje kościelne w USA (kalifornijska wypłaciła 660 mln dol. odszkodowań, bostońska – 100 mln). Te dwa powody – bezkarność molestowania oraz działanie na finansową szkodę instytucji – wystarczą, zdaniem Robertsona, by podać papieża Benedykta do sądu, oczywiście cywilnego. Tym sądem mógłby być Międzynarodowy Trybunał Karny (ICC), przekonuje Brytyjczyk. Mamy już precedens: w marcu 2009 r. Trybunał postawił (zaocznie), w związku z eksterminacją ludności Darfuru, w stan oskarżenia o zbrodnię przeciw ludzkości urzędującego prezydenta Sudanu Omara al-Baszira, chronionego immunitetem głowy państwa. A zbrodnia przeciw ludzkości obejmuje w rozumieniu Trybunału również gwałty i zniewalanie do seksu.

Areszt dla papieża

Domagać się zatrzymania papieża pod powyższymi zarzutami można by także na terenie Wielkiej Brytanii. I tu są precedensy: w 1998 r. umieszczono w areszcie domowym byłego szefa państwa chilijskiego gen. Pinocheta, który przybył do Londynu prywatnie, a na którego wydano międzynarodowy nakaz aresztowania pod zarzutem ciężkich naruszeń praw człowieka; prawnicza walka o zwolnienie generała trwała kilkanaście miesięcy. Z kolei w zeszłym roku sąd londyński wydał, na wniosek działacza propalestyńskiego, nakaz aresztowania Cipi Liwni, byłej izraelskiej minister spraw zagranicznych, a potem lidera opozycji. Kiedy okazało się, że Liwni nie znajduje się na terytorium Zjednoczonego Królestwa, nakaz uchylono.

W tle tych precedensów są spory o zakres jurysdykcji międzynarodowej. Z tego, że są spory, a wiele państw, w tym USA, nie uznaje MTK, nie wynika jednak, że ktoś nie będzie próbował przygotować akcji prawnej przeciwko papieżowi podczas jego wizyty na Wyspach. Nie przekreśla tej możliwości także dość powszechna i surowa krytyka pomysłu aresztowania papieża jako całkowitego nonsensu prawnego. Bo zapewne w akcji przeciw Benedyktowi chodzi tak naprawdę nie o to, by go aresztować, lecz by postawić prawne pytania o status Kościoła i odpowiedzialność papieża, a także stworzyć presję na Watykan, by odwołał wizytę Benedykta. Byłoby to wielkim upokorzeniem dla papieża.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną