Inter Mediolan w finale Ligii Mistrzów

Poskromienie Barcelony
Gra w tysiąc podań nie zaprowadziła Barcelony do finału Ligi Mistrzów.

W dwumeczu o finał Ligi Mistrzów Inter Mediolan okazał się lepszy od Barcelony o jedną bramką, ale wybrzydzaniu nad grą mistrzów Włoch w rewanżu pewnie nie będzie końca. Padną oskarżenia o antyfutbol. Bo przecież pika nożna polega na atakowaniu, strzelaniu goli. Ma porywać i czarować. Ale czyż nie polega też na obronie? Na przeszkadzaniu, wytrącaniu z rytmu, rozbijaniu akcji, zmuszaniu do ich budowania wciąż i wciąż od nowa? Tak też można dojść do celu.

Inter wygrał przed tygodniem pierwszy mecz 3:1 i było jasne, że trener zespołu, Jose Mourinho w rewanżu wyda swoim zawodnikom kategoryczny zakaz szarżowania. Byłby szaleńcem, gdyby podjął z Barceloną otwartą walkę na jej terenie. Bo niby po co? Żeby udowodnić, że zwycięstwo sprzed tygodnia nie było przypadkiem? Gdyby naczelną ambicją Mourinho było przekonywanie niedowiarków, nie byłby jednym z najbardziej poważanych trenerów na świecie. W Mediolanie płacą mu grube miliony, żeby rozłożył rywala na czynniki pierwsze, a następnie, mając do dyspozycji dwa razy po półtorej godziny gry, go ograł. Może być po porywającej grze, jak przed tygodniem, może być po murowaniu bramki, jak we wczorajszym rewanżu. Cel uświęca środki. Gdzie jak gdzie, ale we włoskim futbolu wyrachowanie ma długie tradycje.

Barcelona dostała zaproszenie do ataku - po niespełna półgodzinie gry miała na boisku jednego piłkarza więcej (po tym jak Motta zarobił czerwoną kartkę). Mimo to, udało jej się przebić mediolański mur tylko raz. I to z pomocą sędziów, którzy nie zauważyli, że strzelec gola Gerard Pique był w chwili podania na spalonym. To było pod koniec meczu, wcześniej piłkarze Pepa Guardioli jak zwykle grali między sobą w tysiąc podań, czasem niepotrzebnych, bo do tyłu i w poprzek boiska, gdy aż prosiło się o prostsze rozwiązanie. Tyle razy udawało im się zahipnotyzować rywali niekończącą się wymianą piłek, więc byli pewni, że i w tym meczu to tylko kwestia czasu.

Ale zawodnicy Interu okazali się wyjątkowo odporni na czary. Artyści ataku zostali tym razem pokonani przez artystów obrony. Bo bronić się tak, jak wczoraj Inter na Camp Nou, to w końcu też sztuka. I to właśnie piłkarze z Mediolanu awansowali do finału Ligii Mistrzów.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj