Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Zombie w Gstaad

Co dalej z ekstradycją Polańskiego?

BEW
Wiele europejskich mediów bierze w obronę Romana Polańskiego. Szwajcarska minister sprawiedliwości jednak nie odpuszcza.

Czas mija, Francja zapomniała o Polańskim – pisała niedawno, z wyraźna ulgą, szwajcarska prasa. Tabloid „Blick” zamieścił nawet serię zdjęć Polańskiego, wykonanych zapewne z użyciem teleobiektywu, w gronie kilku osób na werandzie jego domu w Gstaad. „W areszcie domowym można świetnie cieszyć się życiem” kpił tabloid. „Widać, że Polański gestykuluje, częstuje gości, rozmawia. Nie stracił apetytu”.

Ta cisza jednak trwała krótko. Przerwał ją wyrok amerykańskiego sądu apelacyjnego, który odrzucił możliwość osądzenia Polańskiego zaocznie. Odrzucono również apel samej Samanthy Geimer, owej ówczesnej trzynastolatki, proszącej amerykański sąd, by umorzył sprawę przeciw Polańskiemu: ta sprawa jej, ofierze, po tylu latach, rujnuje dziś życie zawodowe i rodzinne. „Polańskiemu zostaje coraz mniej opcji” – triumfował Steve Cooley, szef prokuratury w Los Angeles, domagającej się ekstradycji reżysera. Prokuratura w Los Angeles kilka miesięcy temu ujawniła szczegółowe zeznanie 13-letniej Samanthy sprzed 33 lat, co sprawiło, że oburzona opinia publiczna zwróciła się przeciw Polańskiemu. Tymczasem obecnie ta sama prokuratura odmówiła ujawienia innego dokumentu z tamtego śledztwa, o co proszą adwokaci Polańskiego: świadectwa ówczesnego prokuratora, Rogera Gunsona. Media donoszą o tym jako o kolejnej porażce Polańskiego. „Polański w obliczu deportacji” doniosła Süddeutsche Zeitung. „Upokorzony Roman Polański ma być wydany pod zbrojną eskortą Stanom Zjednoczonym” – zapowiadał brytyjski Daily Mail.

Polański przerywa milczenie

Reakcją Polańskiego był - po 7 miesiącach milczenia - list otwarty „Nie mogę dłużej milczeć”. W liście - opublikowanym jednocześnie w New York Timesie, Le Monde i szwajcarskiej Neue Zürcher Zeitung- najwyraźniej zdesperowany reżyser pisał, że żądanie ekstradycji jest oparte na kłamstwie. Nigdy nie miał on zostać skazany na więcej, niż kilkadziesiąt dni więzienia - takie były ustalenia z prokuratorem i sędzią. Na tych warunkach się przyznał, tamtą karę już odsiedział. Uciekł z USA dopiero, gdy sędzia podstępnie „podszedł” go i wycofał się z umowy. Także dziś Steve Cooley, szef prokuratury w Los Angeles, robi sobie jego kosztem kampanię wyborczą, tak samo jak, jak kiedyś tamten sędzia – tylko dlatego chce go rzucić światowym mediom na pożarcie.

O ciszy i zapomnieniu nie ma dziś mowy. Za Polańskim ujmują się francuskie władze. Sarkozy próbuje interweniować u Obamy. Minister spraw zagranicznych Bernard Kouchner, zaniepokojony o stan zdrowia 76-letniego reżysera, apeluje do władz szwajcarskich, by zaniechały ekstradycji. Kilkunastu filmowców przed festiwalem w Cannes wystosowuje petycję w obronie Polańskiego.

Dyskusja toczy się również w szwajcarskich mediach, i oczywiście w Internecie. „Gdyby prorok Mahomet przybył do Szwajcarii, trzeba by go zaraz wsadzić do więzienia, jak Polańskiego” – piszą internauci. Albo: „Polański nie zasłużył sobie na to. Zwłaszcza że tylu duchownych, pedofilów z internatów, którzy robili gorsze rzeczy, cieszy się wolnością".

Groteskowa nadgorliwość

Tygodnik „Weltwoche” już jesienią, po aresztowaniu Polańskiego, domagał się wypowiedzenia zawartej z USA umowy o ekstradycji. „Aresztowanie polskiego reżysera było zgodne z prawem, ale nie było w porządku” pisał redaktor naczelny tygodnika, Roger Köppel. „Państwa pomagają sobie nawzajem w ściganiu przestępców, ale nikt z tego powodu nie staje na głowie. Postępowanie Szwajcarii – w sytuacji, gdy Polański nie niepokojony przez nikogo mógł latami jeździć do swojej posiadłości w Gstaad – sprawia wrażenie groteskowej nadgorliwości.”

W podobnym tonie wypowiedziała się ostatnio w najważniejszym szwajcarskim dzienniku Neue Zürcher Zeitung znana prawniczka Elisabeth Kopp, była szwajcarska minister sprawiedliwości.

Aresztowanie Polańskiego było zgodne z prawem – pisze Kopp. Poruszana przez Polańskiego kwestia umowy, zawartej swego czasu między sędzią, prokuraturą i obrońcami reżysera w Los Angeles, nie dotyczy Szwajcarii. Te zarzuty muszą wyjaśnić sami Amerykanie. Można tu tylko dodać, że czyn Polańskiego uległby już przedawnieniu nawet w większości stanów USA.W dziejach amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości nierzadkie były przypadki, gdy sędzia troszczył się o zgodność z prawem mniej, niż o własną publicity. Fakt, że chodzi tu o reżysera światowej sławy, również wobec prawa jest bez znaczenia.

Czy jednak oznacza to, że zawarta z USA umowa o ekstradycji wiąże Szwajcarom ręce? Nic podobnego – pisze była minister.”Deportacja jest suwerennym aktem, w którym decyzja należy do władz danego kraju. Mają one więc pole manewru”.

 

 

Wszystko w porządku (publicznym)

Podejmując suwerenną decyzje, rząd bierze pod uwagę nie tylko paragrafy, lecz również względy natury politycznej, jak również – nie mniej ważny – porządek publiczny w kraju (ordre public). Źle by się to odbiło na reputacji Szwajcarii, gdyby chciała wydać Polańskiego Stanom Zjednoczonym z uwagi na obecny konflikt wokół szwajcarskiej tajemnicy bankowej. „Takie postępowanie byłoby słusznie postrzegane jako lizusostwo i osłabiłoby jeszcze bardziej szacunek Amerykanów dla Szwajcarii”.

„Do szwajcarskiego ordre public należą m.in. ewidentna niezgodność miedzy podstawowymi zasadami państwa, ubiegającego się o ekstradycję, i zasadami obowiązującymi w Szwajcarii – a także niestosowność ekstradycji w konkretnym przypadku. Moim zdaniem, można tu mówić o obu obiekcjach. Po tak długim czasie sprawiedliwe osądzenie nie jest możliwe. Każdy, kto wie, jak różnią się zeznania świadków bezpośrednio po przestępstwie, może sobie wyobrazić, jak by to wyglądało po 33 latach”.

Rzecz jasna: czyn, popełniony przez Polańskiego, z pewnością nie był błahostką. Jaki mógłby być jednak interes we wszczynani u tego postępowania na nowo, skoro sama ofiara tego nie chce? Czy ma ona jeszcze raz przeżywać wszystko od nowa, chociaż wybaczyła sprawcy i otrzymała odszkodowanie? Czy ekstradycja jest dopuszczalna z uwagi na czas jaki upłynął, wiek i stan zdrowia sprawcy? Jak wreszcie Szwajcaria miałaby wiarygodnie tłumaczyć, ze areszt i wydanie sprawcy były niezbędnie konieczne, skoro Polański od lat bywał w naszym kraju, a nawet posiada własny dom w Gstaad?”

Minister sprawiedliwości, pani Eveline Widmer-Schlumpf, uparcie odrzuca argumenty swojej poprzedniczki. Tak samo, jak w swoim czasie „nie miała nic do powiedzenia”, gdy w przeddzień aresztowania reżysera dyrektor generalny resortu sprawiedliwości uprzedzał ją, o jak drażliwą sprawę tu chodzi.

Nie ulega jednak wątpliwości, że sprawa Polańskiego nie zwiększyła prestiżu pani minister. Zarzucano jej brak porozumienia się z – zaskoczonym całą sprawą - resortem spraw zagranicznych. Publicysta Bodenmann pisał w „Weltwoche”: „Każde jako tako funkcjonujące państwo umiałoby dyskretnie rozwiązać ten problem bez hałasu. Szef szwajcarskiego wywiadu spotkałby się w ktorejś z berneńskich kawiarń z szefem francuskiego wywiadu. Przedstawiłby mu – nie wymieniając żadnych nazwisk – temat ekstradycji w dawnych sprawach, z prośbą o przekazanie serdecznych pozdrowień francuskiemu ministrowi kultury. Kilka godzin później Polański odwołałby z powodu grypy przyjazd do Zurychu, a Szwajcarii oszczędzono by całej awantury”.

Pani minister i tak znalazła się ostatnio na cenzurowanym: jak się okazuje, zwalnia kolejno wysokich urzędników, którzy stracili jej zaufanie – odprawy kosztują już podatnika majątek. Ostatnio właśnie chce zwolnić kolejnego, już jedenastego podwładnego: Leupolda, dyrektora generalnego resortu. Bo podobno – jak mówią zaufani pani minister - umyślnie powiadomił ją o sprawie Polańskiego zbyt późno i w ten sposób zgotował jej pułapkę.

W razie, jeśli resort sprawiedliwości uzna, że trzeba Polańskiego wysłać w kajdankach za ocean, pozostaje mu jeszcze odwołanie się do Sadu Najwyższego w Lozannie. Ten sąd jednak rozpatruje tylko sprawy, które uzna za wystarczająco doniosłe. Fakt, że oskarżony jest prominentem, nie ma tu ponoć nic do rzeczy.

Tymczasem niemiecka opiniotwórcza Frankfurter Allgemeine Zeitung bierze ostatnio w obronę „Zombiego z Gstaad”. Tylko pozornie można odnieść wrażenie – pisze dziennik – że elity chcą , by Polański - jako sławny reżyser – był potraktowany łagodniej od innych. Prawda jest taka, że inni, przeciętni sprawcy, sądzeni przed nim za taki sam czyn, otrzymywali wyroki w zawieszeniu. „Wiemy, że takie procesy w Kalifornii, gdy strony zawierają umowę, mogą kończyć się uniewinnieniem nawet, gdy w grę wchodzi podwójne morderstwo”.

Procesu nie chce też Samantha Geimer - – niegdyś młodziutka dziewczyna, która marzyła o karierze Nastassji Kinski czy Jodie Foster. Dziś 46-letnia ofiara błaga o umorzenie tej sprawy. W Internecie wciąż można znaleźć akta sprawy z marca 1977, z najintymniejszymi szczegółami.

„Gdzie znajdzie się ktoś dość rozumny i odważny, aby położyć kres tej sprawie?” - pyta FAZ. Ten proces nie leży w interesie ogółu. Możliwość recydywy została wykluczona już przed laty – jak dziś wiadomo, słusznie. Szwajcarski rząd ma wkrótce zadecydować w sprawie amerykańskiego wniosku o ekstradycję. Powinien zrobić światu niespodziankę i wysłać tego człowieka do domu, do żony i dzieci w Paryżu”.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną