Pod dyktatem hormonów
Dojrzewanie uchodzi za okres burzy hormonalnej, wyskoków i wojny nerwów. Jednak neurolodzy i pedagodzy rzucają teraz nowe światło na cielęce lata. Młodzież jest zdolna do zadziwiających osiągnięć, jeśli może się zmierzyć z poważnymi zadaniami. Rozkwita w działaniu.
Młodzież rozkwita w działaniu.
Andres Rodriguez/PantherMedia

Młodzież rozkwita w działaniu.

Spożycie alkoholu spada. Powód? Podatek.
Viola Böhme/PantherMedia

Spożycie alkoholu spada. Powód? Podatek.

Artykuł pochodzi z 21/22 numeru Tygodnika FORUM. W kioskach od poniedziałku 24 maja.
Tygodnik FORUM

Artykuł pochodzi z 21/22 numeru Tygodnika FORUM. W kioskach od poniedziałku 24 maja.

Był to obraz nędzy i rozpaczy. Piętnaścioro dzieci z Hamburga wspinało się po stromych, wysokogórskich szlakach. Sapały, narzekały i były kompletnie wyczerpane.

Nawet nauczyciel Holger Butt stracił nadzieję. Pierwszy etap okazał się skrajnie trudny. Wszyscy płakali – mówi.

W nieskończoność ciągnęła się „cholerna ścieżka” – osławione wejście znad Jeziora Królewskiego (Königssee) w rejonie Berchtesgaden na płaskowyż Morza Kamiennego (Steinernes Meer). Był 1 września – dzień podjęcia decyzji przez młodych wędrowców ze szkoły integracyjnej w hamburskiej dzielnicy Winterhude. Dopiero co wyruszyli, by przejść przez Alpy. Od Italii dzieliło ich 200 kilometrów. A już pierwszego dnia pojawiło się niebezpieczeństwo, że wszystko spali na panewce.

Rankiem drugiego dnia uczniowie stanęli przed swoim nauczycielem i powiedzieli: Damy radę, panie Butt.

Dzieci znad morza przez trzy tygodnie człapały nawet po dziesięć godzin dziennie w skwarze, po lodzie i w deszczu. Gotowali sobie makaron z mięsem na składanych kuchenkach polowych, spali w górskich szałasach lub – jeśli trafili do miejscowości w dolinie – w salach gimnastycznych. Tym sposobem oszczędzali pieniądze. Jakimś cudem dotarli do celu – do Bolzano w południowym Tyrolu.

Dzieci, zrobilibyście to jeszcze raz?

Taaak – odkrzykują chórem. Larisa, Dennis i Nora, a także Hanna i Juliana, która każdego dnia chciała wracać. Pauline i Mara, której dotychczasowy rekord wytrzymałości polegał – jak sama mówi – na ośmiogodzinnych zakupach. A także cierpiący na astmę Christoph, któremu niekiedy brakowało powietrza. Dwa razy miałem ataki paniki w nocy – mówi teraz z dumą rewolwerowca, który pokazuje blizny po ranach postrzałowych.

Czy to młodzież w wieku pokwitania, jaką znamy? Rozkapryszone, sterowane hormonami potwory, które potrafią tylko surfować w Internecie, a poza tym niczego porządnie nie zrobią? Jak takie typy w najtrudniejszym wieku 13-15 lat można skłonić, by pokonali w sumie 14 tysięcy metrów wysokości wspinając się i schodząc z gór?

Wszystkie dzieci zgłosiły się na ochotnika – mówi nauczyciel Butt.

W hamburskiej szkole integracyjnej Winterhude nie jest to nic nadzwyczajnego. Podobne przedsięwzięcia organizują tam każdego roku. Koncepcja „wyzwań” mieści się w programie nauczania. Dla uczniów klas 8-10 rok szkolny zaczyna się od trzytygodniowej przygody. A wszystko w myśl idei przewodniej: pokaż, co potrafisz.

Z górą trzystu uczniów krząta się wokół swoich zajęć. Jedni organizują wycieczkę kajakową z Poczdamu do Hamburga, inni budują według własnego planu zimowy ogródek dla szkolnej kafejki. Laila (14 lat) zorganizowała koncert muzyki pop, a także zajęła się public relations, logistyką i całym kramem związanym z ubezpieczeniem. Dochody przeznaczono na potrzeby dzieci prostytutek z Indii.

Trudne lata

Dojrzewająca młodzież jest zdolna do prawdziwych wyczynów – tak brzmi najnowsza diagnoza. A przecież według powszechnej opinii pokwitanie to okres przejściowego szaleństwa.

Temu stereotypowi hołdują zwłaszcza media. Kto wchodzi w cielęce lata musi chlać wódkę z proszkiem musującym, nacinać sobie ramiona oraz doprowadzać do rozpaczy rodziców i nauczycieli. Jedyna pociecha w tym, że to rozpasanie kiedyś się kończy.

Z pewnością są to trudne lata. Dzieci stają się nieznośne, uparte i nadwrażliwe, bo natura bierze je w swoje obroty i na nowo kształtuje. Podlegają dyktatowi hormonów, które robią z nich istoty płciowe, czy to się im podoba czy nie. Po trosze z dumą, a trochę z niechęcią rejestrują zmiany we własnym ciele. Przeciętnie dziewczęta osiągają dojrzałość płciową w wieku niespełna 13 lat, chłopcy pół roku później.

W okresie tym zachodzą zasadnicze przemiany w mózgu. Dzięki coraz bardziej dokładnym badaniom neurolodzy pokazują, jak powstają nowe połączenia w szarych komórkach. Ma to poważne konsekwencje: wyraźnie zwiększają się zdolności umysłowe, a dawne dziecięce radości stają się nudne. Budzi się za to nieokreślona tęsknota wielkiej przygody.

Okres próby

Nawet bezmyślność, która niekiedy naraża młodzież na niebezpieczeństwa, jest zgodna z planem ewolucji. Matka natura z impetem rzuca swe dzieci na głębokie wody, by poddać je życiowym próbom.

Krytyczny okres trwa dwa-trzy lata, a najbardziej zainteresowani często sami niezbyt dobrze wiedzą, co się z nimi dzieje. Pewne jest tylko, że nie są już dziećmi. Ale co dalej?

Wszystko się zmienia, tylko szkoła pozostaje niezmienna. Realizuje po prostu program. A więc lekcja chemii o utlenianiu, potem lekcja o polityce matrymonialnej Agilolfingów, a po przerwie – rozwinięcie dziesiętne liczb rzeczywistych. Cóż może być bardziej obojętne uczniowi przeżywającemu okres buntu?

Wiele dzieci w tym wieku uważa szkołę za instytucję upiornie nierzeczywistą. Znajdują schronienie w emigracji wewnętrznej, nad czym już się od dawna ubolewa.

Alpejska wyprawa widać bardziej odpowiada ich gustom. Dzieci wróciły z ekspedycji odmienione – relacjonuje nauczyciel Butt. Osiągnęły coś, czego nikt się po nich nie spodziewał. A co z lekcjami, które przepadły? W tym czasie tak wiele się nauczyły, że z powodzeniem zrekompensuje to ewentualne luki.

Szkoła integracyjna w hamburskiej dzielnicy Winterhude jest jedną z tych placówek, które próbują nowego podejścia do młodzieży w okresie dojrzewania. Traktują one pokwitanie jako etap rozwojowy, który ma własne prawa. Idea przewodnia zakłada, że dzięki temu wyjście z dzieciństwa przebiegnie nieco łagodniej, może zmaleje napięcie psychiczne, egzaltacja i wojna nerwów.

Państwowa szkoła średnia Montessori w Poczdamie szczególnie gorliwie realizuje nową metodę. Wysyła klasy siódme i ósme do roboty na zaniedbany teren byłego ośrodka wypoczynkowego STASI. W programie jest budowa stajni, warsztatów i kuchni. Z czasem dzieci mają tu mieszkać przez jeden tydzień każdego miesiąca, uczyć się i uprawiać rolę. Kierowniczka szkoły Ulrike Kegler opisuje to śmiałe przedsięwzięcie w niedawno wydanej książce.

Nawet w Szwabii, gdzie w oświacie wszystko toczy się „po bożemu”, realizowany jest projekt z młodzieżą w wieku dojrzewania. Siódma klasa szkoły zawodowej im. Thomasa Schweickera w Schwäbisch Hall pojechała ostatnio do pobliskiego skansenu w Hohenlohe. Przez trzy lata uczniowie będą tam spędzać dwa dni każdego tygodnia. Najpierw odnowią zrujnowany budynek szkolny. Kilka ścian już zburzyli; osiem metrów sześciennych kamieni i gruzu; prawdziwa harówka. Bardzo im się to podoba – mówi nauczyciel Martin Thomas. Poza tym młodzi ludzie zakładają ogrody historyczne i badają dzieje starych budowli, a wkrótce chcą oprowadzać zwiedzających.

Zbyt długie dzieciństwo

Impuls do nowego podejścia dał pedagog Hartmut von Hentig, który – abstrahując od jego bagatelizujących uwag w aktualnej debacie o molestowaniu dzieci – od kilkudziesięciu lat dostarczał oświacie reformatorskich idei. W książce „Bewährung” Hentig w pewnym sensie podsumowuje swoje teorie. Proponuje, żeby na próbę „odszkolić” edukację na poziomie klas 7-8. Uczniowie zamiast przymusowo zakuwać przez dwa lata poznawaliby świat. Wykonywaliby konkretne, rozwijające zadanie. Mogliby nakręcić film, zorganizować cyrkowy program akrobatyczny lub zbudować zdolne do jazdy auto z części zebranych na złomowisku.

Tradycyjna szkoła i tak bardzo mało daje uczniom w tym wieku, co wykazały dane zebrane przez analityków oświaty. W klasach 7-9 przyrost wiedzy jest żałośnie mały – wynika z długofalowego badania hamburskich władz oświatowych („LAU 9”). Właśnie najlepsi uczniowie wykazują najmniejsze postępy, a gorsi z wielkim trudem nadrabiają zaległości.

Zainteresowanie nauką zanika u uczniów często tak nagle, że sami są przerażeni. Julia (18 lat) gimnazjalistka z Monachium pamięta, jak w siódmej klasie ćwiczyła z matką dyktando z angielskiego. Była to wielka porażka, błąd za błędem. Potem przypadkowo okazało się, że Julia już rok wcześniej to samo dyktando napisała bezbłędnie.

Za drugim razem miałam po prostu inne sprawy w głowie. Na słówka nie było w ogóle miejsca – wyjaśnia Julia.

Wraz z pokwitaniem życie radykalnie się zmienia. Kto to ignoruje, marnuje w najgorszym wypadku cenne lata. Nauczanie trzeba w tym okresie organizować zupełnie inaczej – mówi terapeuta rodzinny Jan-Uwe Rogge, autor kilku bestsellerów na temat dojrzewania. Pokwitający młodzi ludzie są przecież współczesnymi bohaterami. Muszą wychodzić w świat, by zmierzyć się z życiem. Ale tego im się właśnie zabrania.

Rogge często konsultuje zrozpaczonych rodziców i ich dzieci. Na początek radzi im zazwyczaj, by przez tydzień w ogóle nie używali słowa „szkoła”. Ale nigdy im się to nie udaje. Szkoła dominuje nad wszystkim w okresie dojrzewania, zatruwa całą atmosferę rodzinną. PISA tylko zaostrzyła problemy.

U wielu uczniów w wieku 12 i 13 lat rodzi się sprzeczność, która długo determinuje ich życie. Burzliwy wybuch pokwitania inicjuje szalenie długi okres wyczekiwania.

Mamy o wiele za długie dzieciństwo – uważa Wolfgang Bergmann, który naukowo zajmuje się wychowaniem i publikuje książki. Ludzie w wieku 18-19 lat mają u nas jeszcze status dziecka. Mamunia podaje im pod nos sadzone jajko, sprząta po nich bieliznę i zawsze wie, kiedy będzie klasówka z matematyki.

Jednocześnie rośnie presja, by sprostać oderwanym od życia wymaganiom szkoły. Rozpieszczającej zależności, w której tkwi wielu nastolatków towarzyszą silne lęki związane z wynikami w nauce – mówi Bergmann. Coraz mniej przestrzeni pozostaje dla zbierania doświadczeń poza szkołą. Często młody człowiek dobiega już trzydziestki, gdy wreszcie konfrontuje się z prawdziwym życiem.

Problem jest obecnie dyskutowany też w USA. Psycholog Robert Epstein – wieloletni redaktor naczelny magazynu „Psychology Today” – wydał opasłą książką „A Case Against Adolescense”, w której krytykuje nonsensowną sytuację, gdy ponad 14-letnich ludzi nadal traktuje się jak małe dzieci i izoluje od świata dorosłych. Zdaniem Epsteina infantylizacja jest główną przyczyną anormalnych zachowań w kulturze młodzieżowej, jak kompulsywne telefonowanie, pogoń za modnymi ciuchami i uzależnienie od gier komputerowych.

Podobnie widzi to publicystka Barbara Sichtermann. Społeczeństwo spycha nastolatków „na swego rodzaju plac zabaw, gdzie wydają mnóstwo pieniędzy na głupstwa, ale nie wolno im wykonywać żadnych realnych zadań” – pisze w książce „Pokwitanie – konieczność i obietnica”. W efekcie młodzież „w tęsknocie za poważnym i prawdziwym życiem sięga po takie namiastki, jak broń i narkotyki lub ordynuje sobie odlot na dyskotekach i koncertach”.

Prawdziwe życie

Tymczasem w przeszłości młodzież w żadnym wypadku nie była oderwana od życia. Dopiero w epoce industrialnej narodziła się faza młodości poświęcona bez reszty edukacji. Aż do XIX w. młodzi ludzie wcześnie zaczynali samodzielny byt. Nie było żadnych wątpliwości co do ich przydatności, bo w miarę możliwości partycypowali w dochodach rodziny.

Etnolodzy dostarczają analogicznych dowodów z kultur plemiennych w Afryce i Azji. Dojrzałość płciową wita się radośnie w rytuałach inicjacyjnych, a następnie od razu zaczyna się prawdziwe życie. W minionych tysiącach lat młodzi ludzie w ogóle nie wpadliby na pomysł, by się odgradzać od świata. Raczej starali się możliwie jak najszybciej dorosnąć – mówi Uwe Krebs, etnolog z uniwersytetu w Erlangen. Dopiero w naszej cywilizacji młodzież tkwi w tak długim stanie zawieszenia.

Powstaje pytanie, czego można oczekiwać od młodych ludzi, którzy zaczynają życie od swego rodzaju wieloletniego bezrobocia? Jakie skutki ma fakt, że są wyłączeni ze wszystkiego, co ważne w życiu? Może społeczeństwo industrialne po prostu marnuje najbardziej ekscytujący okres życia swoich dzieci?

Nowe spojrzenie na pokwitanie nie pojawia się bez przyczyny. Prowadzone w ostatnich latach badania nad mózgiem zasadniczo przyczyniły się do zmiany perspektywy.

Jeszcze w połowie lat 90 XX w. specjaliści wierzyli, jakoby mózg był w spełni dojrzały najpóźniej w wieku 12 lat. Zawirowania, które pojawiają się w tym okresie, przypisywano wyłącznie działaniu hormonów. Pokwitanie uchodziło za negatywne zjawisko uboczne na drodze ku dojrzałości płciowej.

Źródłem tej wiedzy były oczywiście głównie obdukcje. Odkąd jednak badacze są w stanie uzyskać wgląd w żyjący centralny układ nerwowy, sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. Zwłaszcza zdjęcia wykonane przez amerykańskiego neurologa Jay Giedda za pomocą rezonansu magnetycznego ujawniły coś zadziwiającego.

Tajemnice mózgu

Skaner mózgowy Giedda w National Institute of Mental Health pod Waszyngtonem pracuje niemal bez przerwy. Uczony przebadał około dwa tysiące dzieci i nastolatków, niektórych z nich wielokrotnie w ciągu kilku lat.

Zdjęcia pokazują, że w wieku 11-12 lat zaczyna się generalny remont połączeń nerwowych w mózgu. Nie można jednak mówić o chaosie, bo wszystko przebiega zgodnie z planem. Mózg jest przygotowywany do samodzielnego życia.

Pod koniec dzieciństwa ponownie przyrasta substancja szara w mózgu, natura hojnie obdarowuje nowymi komórkami. Z początkiem pokwitania następuje jednak odwrót i substancja szara znowu się kurczy. W każdej sekundzie zamiera aż do 30 tysięcy połączeń nerwowych, zapewne głównie tych rzadko używanych. Mózg prowadzi więc proces selekcji, koncentruje siły, na nowo się kształtuje i staje się znacznie szybszy.

Równocześnie przyrasta bowiem substancja biała, która od wewnątrz wyściela szarą substancję mózgową. W jej fałdach i rysach przebiegają solidnie osłonięte kable nerwowe, izolowane warstwą lipidową, czyli otoczką mielinową. Kable przewodzą impulsy neuronów o wiele sprawniej niż wypustki bez otoczki. Szybkość przekazu wzrasta z pięciu do stu metrów na sekundę. Również neurony pracują szybciej, bo zmniejsza się czas odpoczynku między impulsami.

Jay Giedd ocenia, że przepustowość na niektórych nerwowych autostradach może wzrastać nawet 300 razy.

Inaczej mówiąc mózg stawia wszystko w służbie wydajności i staje się organem celowego działania.

Przemiana dokonuje się pod batutą podwzgórza – ośrodka ukrytego głęboko w międzymózgowiu, który reguluje wiele nieświadomych procesów. Renowacja mózgu odbywa się według określonego rytmu: dojrzewanie postępuje od tyłu do przodu i od prostszych funkcji do bardziej złożonych.

Na pierwszy ogień idzie aparat zmysłowy. Maksymalną ostrość osiąga wzrok, potem zmysł słuchu i dotyku. Następnie przychodzi kolej na złożone funkcje umysłowe, jak orientacja w przestrzeni. Także ośrodki mowy – znajdujące się w obu półkulach mózgu – korzystają z nowych i szybkich długodystansowych kabli. Ich układy scalone znacznie zyskują na sprawności – często ku zmartwieniu rodziców, których nastoletnie potomstwo znajduje nagle diabelską satysfakcję w złośliwych potyczkach słownych.

Na koniec brakuje jeszcze tylko najwyższej instancji – kory przedczołowej tuż za mózgiem. Tutaj mieści się główny ośrodek refleksji i namysłu. Płaty skroniowe miarkują emocje, tłumią bodźce z bardziej pierwotnych części mózgu i pozwalają przewidzieć konsekwencje działania. To właśnie te dziedziny, w których nastolatki wypadają najgorzej. Wiele problemów okresu pokwitania można wyjaśnić tym, że właśnie ten obszar mózgu dojrzewa ostatni.

Zanim to nastąpi małolaty są łatwym łupem dla wszelkich podniet. Wystarczy pomysł, by wyjść z kolegami i już mózg uwalnia pokaźną dawkę hormonów szczęścia. W dojrzalszym wieku włączyłaby się kora przedczołowa przypominając o nie odrobionych pracach domowych. Dopóki jednak jest ona słaba, układ nagrody może sobie pohulać.

Jego ośrodek znajduje się za skroniami w jądrze półleżącym, które steruje pragnieniem przyjemności. Różne studia dowodzą, że układ nagrody jest w okresie pokwitania wyjątkowo przebojowy – mówi Kerstin Krauel, psycholog wieku dojrzewania z uniwersytetu w Magdeburgu. Z punktu widzenia ewolucji ma to z pewnością sens.

Kora przedczołowa wprowadza nie tylko spokój i ład, ale jest centrum ostrożności. Dlatego że w okresie pokwitania ten antagonista jest tak słaby, pragnienie szczęścia tak często zyskuje przewagę. Matka natura z impetem wyrzuca dzieci ze stanu błogiej samowystarczalności. Jeszcze niedawno byli przeszczęśliwi bawiąc się godzinami klockami lego - teraz budzą się z mózgiem bojowego awanturnika, który nie może już wytrzymać w domowych pieleszach.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną