Gaza: co z tą blokadą?

Kurs Izraela
Izraelski minister spraw zagranicznych nie wyklucza zniesienia blokady Strefy Gazy. Nie bez kozery.

Avigdor Lieberman postawił warunek ewentualnego odblokowania Gazy: niech palestyńscy porywacze kaprala Szalita dopuszczą do żołnierza przedstawicieli Czerwonego Krzyża. To wypowiedź nieco zaskakująca z dwóch powodów. Po pierwsze, że powszechnie uważany za jastrzębia członek prawicowego rządu Izraela wysyła sygnał pojednawczy, choć jeszcze całkiem niedawno ten sam rząd bronił twardo swej polityki wobec Gazy. Jest to polityka duszenia radykalnie antyizraelskiego Hamasu kontrolującego dziś Strefę.

Duszenie polega na odcięciu dostępu Hamasu do środków prowadzenia wojny podjazdowej z Izraelem. Blokada Gazy to zasadnicze narzędzie tej polityki mającej według polityków izraelskich bronić Izraelczyków przed atakami nieprzejednanych wrogów żydowskiego państwa na Bliskim Wschodzie. Takie argumenty słyszał świat w obronie niedawnej akcji izraelskiej przeciwko tak zwanej Flotylli Wolności.

Teraz okazuje się jednak, że blokada może być złagodzona, a nawet zniesiona. I to w zamian nawet nie za uwolnienie jeńca Szalita, lecz za umożliwienie dotarcia do niego osób z zewnątrz. Przyznajmy, że nie jest to cena wygórowana. I to jest to drugie ewentualne zaskoczenie.

Dla mnie zaskoczenie pozytywne. Państwo, które zgłasza gotowość do ustępstw dla dobra jednego swego żołnierza i jego rodziny, czekającej od czterech lat na powrót Szalita do domu z palestyńskiej niewoli, zasługuje na uznanie. Na Bliskim Wschodzie panują raczej inne standardy: jednostka nie ma większego znaczenia jako jednostka, lecz tylko jako trybik w machinie jakiejś gromady. Życiem ludzkim można szafować bez ceregieli w imię jakichś "wyższych" celów. Krzewi się kult śmierci i męczeństwa, a życiem, nie tylko wrogów, się gardzi. Niemal dzień w dzień od siedmiu lat w Iraku muzułmanie mordują głównie muzułmanów, Arabowie Arabów. Podobnie krwawo rozprawiono się przed laty z bojownikami Arafata.

Oczywiście nie tylko o lekcję etyki zachodniej tu chodzi. Rząd Izraela łagodzi, a ściślej obiecuje, że złagodzi, a to spora różnica, kurs wobec Gazy pod naciskiem Waszyngtonu i głównych stolic europejskich. Sprawa Flotylii wywołała w świecie islamskim erupcję ludowej nienawiści. Do tego Izrael jest przyzwyczajony. Gorzej, kiedy jego posunięcia prowokują ostrą krytykę w świecie zachodnim, a tak się właśnie stało zarówno w kołach rządowych, jak i demokratycznych zachodnich społeczeństwach. Jeszcze gorzej, kiedy wskutek swej polityki wobec Palestyńczyków Izrael psuje sobie stosunki z dotąd przyjazną mu polityczną Turcją. I dlatego kapral Szalit posłużył za szlachetny pretekst do – być może - wycofania się z blokady.

Moralnie, a więc i politycznie, blokada jest na dłuższą metę nie do utrzymania. Los większości mieszkańców Gazy jest opłakany. Są oni de facto ofiarami i zakładnikami hamasowskiej elity władzy i pieniądza. Część pozostaje wierna politykom Autonomii Palestyńskiej. Blokada uderza przede wszystkim w zwykłych ludzi i w tym sensie jest rodzajem zastosowania zasady zbiorowej odpowiedzialności. A to nie mieści się w kanonie wartości, jakich obrońcą chce być na Bliskim Wschodzie Izrael.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj