Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Sześć kucharek

Czy unijne prezydencje są potrzebne

Bilans hiszpańskiej prezydencji, pierwszej po wejściu w życie traktatu z Lizbony, nie prezentuje się okazale.

Premier Jose Zapatero, przez całą sześciomiesięczną prezydencję, stał w drugim rzędzie, daleko za unijnym prezydentem Hermanem von Rompuy'em i szefową unijnej dyplomacji, Catherine Ashton. Nie był już, jak jego poprzednicy, gospodarzem posiedzeń Rady Europejskiej, ani twarzą Wspólnoty. Postronny obserwator mógł odnieść wrażenie, że wszyscy mają te same zadania i wzajemnie wchodzą sobie w drogę. A czasami nawet mogło się wydawać, że gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść. Tak jak np. podczas pierwszego, po wejściu w życie traktatu, spotkania ministrów obrony NATO, na którym nie pojawił się ani Van Rompuy, ani pani Ashton.

Po co więc te prezydencje? I czy przywódca kraju przewodzącego rotacyjnie Unii ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Wbrew pozorom tak. Bo mimo słabej prezydencji Hiszpanii i niewiele lepiej zapowiadającej się prezydencji Belgii, to unijny ambasador kraju, który sprawuje akurat przewodnictwo wciąż jest mistrzem ceremonii i gospodarzem spotkań ambasadorów (COREPER). A warto pamiętać, że jest to robocze i bardzo ważne forum Unii, na którym toczą się bieżące negocjacje, wszystkie które nie wymagają przeniesienia na szczebel ministerialny. Poza tym czas prezydencji to przedłużenie więzi z Unią; doskonała okazja dla przywódcy kraju przewodzącego żeby wytłumaczyć społeczeństwu, że również dany kraj ma konkretną rolę do odegrania w Unii. Kraje mają też okazję pokazywać swoich polityków, zaprezentować jak prowadzą spotkania i posiedzenia, jak przedstawiają inicjatywy i czy nie są tylko biernymi uczestnikami wielkiej polityki.

Każda zmiana jest trudna, tym bardziej w tak różnorodnym organizmie jak UE, a Hiszpania trafiła na sam początek tej zmiany i dlatego każde zdarzenie powodowało precedens. Niekoniecznie dobry, bo pozorna prezydencja niczego nie wnosi. Także mimo zmian i reflektorów skierowanych na Van Rompuy’a i panią Ashton nie warto dobrowolnie oddawać sceny. Lepiej szukać kompromisu, który pogodziłby wizje prezydenta Unii, szefowej dyplomacji i wkład kraju przewodzącego. To czas, kiedy kraj przewodzący ma okazję wydać wystawną kolację, wyciągnąć srebrną zastawę i przedstawić pozostałym pomysł na wsparcie Unii, a nie chwila kłótni o gotowanie.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną