Węgrzy (się) wyprzedają

Węgierskie cięcie
ELADÓ! Na sprzedaż! Takie tablice wiszą na domach w całych Węgrzech. Dlaczego Madziarzy się wyprzedają?
Parlament w Budapeszcie. Fidesz po raz pierwszy ma bezwzględną większość. I masę kłopotów na głowie.
ringt/Flickr CC by SA

Parlament w Budapeszcie. Fidesz po raz pierwszy ma bezwzględną większość. I masę kłopotów na głowie.

Na średniowiecznej uliczce Almagyar na Podzamczu – w słynącym z kąpielisk i dobrych win mieście Eger – aż na trzech domach znajdują się napisy „Eladó”.

Na sprzedaż jest również XVIII-wieczna kamienica i mieszczący się w niej pensjonat Virag. Istne cudo, w którym jeszcze rok temu trudno było znaleźć wolny pokój. W Budapeszcie napis „Eladó” można zobaczyć nawet na murach kilku najbardziej znanych restauracji. Na przykład na pięknej willi, przy reprezentacyjnej alei Andrassy, gdzie mieściła się także siedziba stowarzyszenia dziennikarzy. Podobnie jak na Wzgórzu Róż, miejscu pochówku tureckiego derwisza Gule Baby, gdzie na kupców czekają olbrzymie wille z basenami, a tuż obok straszą pozamykane na głucho winiarnie.

Ewa Lepresne, właścicielka egerskiego pensjonatu Tuzmadar, bezradnie rozkłada ręce: – Kryzys, kryzys i jeszcze raz kryzys! Ci, co brali kredyty, zwłaszcza we frankach szwajcarskich, odczuli go najmocniej. Kilka lat temu szwajcarska waluta miała bardzo korzystny kurs. Za jednego franka płaciło się 110 forintów, obecnie 200! – tłumaczy pani Ewa. Sama też wzięła kredyt.

Na szczęście niewielki – dodaje. Zadłużenie Węgrów przybrało gigantyczne rozmiary: 70 proc. wszystkich kredytów, z których korzystają osoby prywatne i firmy, zaciągnięto w walutach obcych, głównie właśnie we frankach szwajcarskich. Skusiło się na to 1,7 mln Węgrów, czyli jedna piąta wszystkich mieszkańców. Samo załamanie forinta, jak wyliczają specjaliści, kosztowało około 2,5 proc. wzrostu PKB.

Bez biletu

Węgrom przychodzi płacić nie tylko za dwie ostatnie kadencje socjalistów, a zwłaszcza trzy lata rządów premiera Ferenca Gyurcsányia, ale i za cztery poprzednie kampanie wyborcze, od 1995 r. poczynając. Partia Socjalistyczna i prawicowy Fidesz ścigały się bowiem w obietnicach trzynastych i czternastych pensji, emerytur i różnych ulg, które coraz bardziej obciążały budżet. Polak, który ukończył 65 lat, zdziwi się zapewne, że wsiadając do węgierskich dalekobieżnych autobusów nie będzie musiał płacić za bilet! Zafundowany węgierskim emerytom darmowy przejazd siłą przepisów unijnych objął też wszystkich obywateli UE. Czegoś podobnego nie ma w całej Europie!

Fatalną ocenę gospodarki i kolejne osłabienie forinta pogłębiły dodatkowo powyborcze wystąpienia dwóch czołowych polityków ze zwycięskiej partii Fidesz. Najbliżsi współpracownicy premiera Viktora Orbana, rzecznik rządu Peter Szijjártó i wiceprezes partii Lajos Kósa, oskarżyli poprzedni rząd o fałszowanie statystyk. Stwierdzili, że sytuacja gospodarcza jest tragiczna i Węgry mogą podzielić los Grecji. Atakowali premiera Gyurcsányia i jego socjalistyczny rząd i straszyli, że postawią go przed Trybunałem Stanu.

Na konsekwencje tych słów nie trzeba było czekać. W ciągu kilku godzin indeks budapeszteńskiej giełdy spadł prawie o 5 proc., a kurs forinta do euro o 3 proc. Fidesz postanowił więc zmienić taktykę. Zaczął rozliczać socjalistów etapami. Codziennie przedstawia kolejną aferę albo kłopot, jaki zostawiła po sobie poprzednia ekipa. Ostatnio głośno zrobiło się o burmistrzu Budapesztu Gaborze Demszkym, który z ramienia koalicjanta socjalistów, Wolnych Demokratów, rządził stolicą przez 20 lat i dorobił się w Chorwacji willi nad Adriatykiem.

W liczącym 386 mandatów parlamencie Fidesz ma 263 posłów. Po raz pierwszy po transformacji jedna partia zdobyła przewagę pozwalającą nie tylko na samodzielne rządzenie, ale i zmianę konstytucji. Obdarzony wodzowskim instynktem lider tej formacji Viktor Orban ma więc pełnię władzy. Socjalistyczna opozycja już nazywa go konstytucyjnym dyktatorem. Pytanie, na ile Orban, jako premier, wyciągnie wnioski ze swojej poprzedniej, nieudanej kadencji w latach 1998–2002? Jak wyjdzie z gospodarczej opresji w sytuacji, kiedy zadłużenie państwa sięga blisko 80 proc. PKB?

W pierwszej kolejności Orban postanowił całkowicie obsadzić aparat państwowy swoimi ludźmi. Parlament przyjął ustawę, która umożliwia zwalnianie urzędników państwowych bez podania przyczyny i z dwumiesięcznym wypowiedzeniem. W sprytny sposób ograniczono wysokość odpraw, nakładając na nie 98-proc. podatek, jeśli przekroczyłyby 2 mln forintów (100 forintów to ok. 1,40 zł) albo wysokość dwumiesięcznego uposażenia. Ustawa obejmuje urzędników państwowych i samorządowych, nauczycieli, policjantów, kolejarzy, lekarzy, sędziów i prokuratorów. W sumie ponad 600 tys. pracowników. Czystki nie będą więc kosztowne i budżet sporo zaoszczędzi. W ślad za ustawą poszły zmiany na wszystkich najważniejszych stanowiskach, od prezesa NIK i szefa policji poczynając, na wicedyrektorach i kierownikach wydziałów kończąc. Wszystkie stanowiska obejmuje partyjny aktyw. I nie ma dnia bez nowych nominacji.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną