RAPORT: Na Białorusi bez zmian

Białoruś: jeszcze nie teraz
Aleksandr Łukaszenka panuje już 16 lat i nic nie wskazuje, by myślał o emeryturze. Nie musi. Właśnie szykuje się na kolejną kadencję.
Prezydent Łukaszenko i towarzysze.
Maxim Guchek/AP/BEW

Prezydent Łukaszenko i towarzysze.

Sześcioletni syn to ulubieniec 56-letniego ojca.
ANDREI STASEVICH/AFP

Sześcioletni syn to ulubieniec 56-letniego ojca.

Łukaszenka wciąż cieszy się dużym poparciem, zwłaszcza na prowincji.
Vasily Fedosenko/Reuters/Forum

Łukaszenka wciąż cieszy się dużym poparciem, zwłaszcza na prowincji.

Przed wyborami prezydenckimi 19 grudnia Mińsk żartuje, że Adam i Ewa też byli Białorusinami: oboje goli, bosi i mieli jedno jabłko na dwoje. Białorusini goli nie chodzą. Nie ma szpanu jak w Kijowie czy Doniecku, bo tu na szpan nie ma ani mody, ani przyzwolenia. Tylu Porsche, Ferrari czy Bentleyów co w Kijowie się nie zobaczy, choć aut znacznie przybyło, są już nawet korki. – To się Łukaszence udało, poziom życia się podniósł – przyznaje Aleksandr Milinkiewicz, jeden z najbardziej znanych i rozpoznawalnych na Zachodzie białoruskich opozycjonistów. Pensja nauczyciela wynosi 420 dol., jest obietnica prezydenta, że do końca roku średnie wynagrodzenie wzrośnie do pół tysiąca. Przybywa nowych mieszkań, rodzina z pięciorgiem dzieci dostaje je za darmo. System ekonomiczny nazywa się oficjalnie: gospodarka rynkowa zorientowana socjalnie.

Tyle że żyje się w strachu. Wszyscy są zatrudnieni w systemie rocznych kontraktów, których władza może nie odnowić. Bo większość firm jest państwowa, a prywatne tylko niektóre usługi i żywienie zbiorowe, restauracje. – Kto nie miesza się do polityki, nie myśli o wolności i swobodach obywatelskich, żyje wygodnie – mówi Milinkiewicz. Andrej Chadanowicz, szef białoruskiego Pen Clubu, mówi, że pojawiła się równoległa Białoruś, trwa wojna kulturowa między reżimową rosyjskojęzyczną i niezależną białoruskojęzyczną. Liczenie zwolenników odbywa się na ulicy. – Zwracasz się do kogoś po białorusku, otrzymujesz odpowiedź po białorusku i wiesz – wyjaśnia Chadanowicz. Przybywa inteligencji, dostęp do Internetu ma co trzeci Białorusin, w Mińsku może nawet wszyscy. Wędrują na strony opozycyjnej organizacji Karta 97, społecznego ruchu Mów Prawdę, Wolna Białoruś, Europejska Białoruś; oni nie będą wybierać Łukaszenki. Opozycję wspiera jakieś 30 proc., głównie inteligencja i studenci. Wzrosły też nastroje proeuropejskie, badania pokazują, że do Unii chciałoby 40 proc. obywateli, już tylko 10 proc. odczuwa nostalgię za ZSRR, nie ma też partii prorosyjskiej.

Elektorat mniej wyrobiony politycznie, gdy jedzie do Rosji i na Ukrainę, nie do stolicy, lecz na prowincję, stwierdza, że w Białorusi żyje się lepiej. – Może nie ma wolności, ale jest spokój. Nikt nie kradnie samochodów, ludzie nie giną w zamachach terrorystycznych, nasi synowie nie są zabijani na wojnach – tłumaczy ten punkt widzenia Milinkiewicz. Prezydent rozprawił się z mafią, kary są drakońskie, z karą śmierci włącznie. To się przeciętnemu obywatelowi podoba.

Krzykacz w sandałach

Łukaszenka ma intuicję, nie opuszcza go ona od lat. Nazywany jest ostatnim dyktatorem nowoczesnej Europy lub – jak kto woli – pierwszym dyktatorem XXI w., ale mało kto pamięta, że latem 1994 r. został wybrany w demokratycznych wyborach. Przeciwników miał tęgich – Stanisława Szuszkiewicza, popieranego przez Zachód wybitnego fizyka, przewodniczącego Rady Najwyższej Białorusi, oraz Wiaczesława Kiebicza, ówczesnego premiera, relikt komunistycznej nomenklatury, z którym wygrał w drugiej turze, zdobywając 80,35 proc. głosów. Były to ostatnie wybory, kiedy stawał do dogrywki.

Gwiazda Łukaszenki rozbłysła w momencie, kiedy Białorusini zatęsknili za silnym człowiekiem. Niepodległa Białoruś istniała nieco ponad dwa lata, powstała w wyniku porozumienia rozwiązującego ZSRR, podpisanego w białoruskiej części Puszczy Białowieskiej. Darowana niepodległość przerosła rządzących i rządzonych: fabryki padały, sklepy pustoszały, brakowało paliwa dla wsi i chleba w miastach, kwitła korupcja, ubogi biznes nie radził sobie z budową kapitalizmu bez kapitału, więc prywatyzacja szła wolno, a jeszcze oszczędności obywateli przepadły w rosyjskich bankach. Pierwsze białoruskie pieniądze, zajcziki, wyglądały jak nalepki na oranżadę, płaca nauczyciela wynosiła 15 dol., jeśli ją wypłacano na czas, emerytur nie wypłacano w ogóle, często wypłatę dawano w naturze.

Zaskoczeni niepodległością Białorusini nie podołali trudom transformacji. Nie było ani rewolucji, ani silnej opozycji, która dobijałaby się o niezależność, o historyczne godło Pogoń i biało-czerwono-białą flagę. Wyżej stawiali spokój, chleb powszedni i organizację zapasów ziemniaków na zimę. Zatęsknili za radzieckimi czasami i uwierzyli, że stabilność zapewni Łukaszenka, dyrektor sowchozu Gorodiec w Szkłowie, z dyplomem nauczyciela historii i wiedzy o społeczeństwie z akademii pedagogicznej z Mohylewa, jednocześnie krzykliwy szef parlamentarnej komisji do walki z korupcją. Nosił sandały do wizytowego garnituru, maskował łysinę blond-priczoską. Obietnica rozprawienia się ze złodziejstwem zaprowadziła go do pałacu prezydenckiego.

Dla wielu białoruskich kobiet niezmiennie jest symbolem seksu, przyznają, że chciałyby mieć z prezydentem dziecko. Uładzimir Niaklajeu, dziś lider opozycyjnego ruchu Mów Prawdę i jeden z kandydatów na prezydenta w nadchodzących wyborach, przyznaje, że Łukaszenka budził wówczas nadzieję także u niego. Ten stan oczarowania minął Niaklajeu w 1996 r. – prezydent rozpoczął wojnę z parlamentem, chciał, by zapatrzeni w niego obywatele dali w referendum konstytucyjnym zgodę na rozwiązanie Rady Najwyższej, integrację z Rosją i przywrócenie zielono-czerwonych, sowieckich, barw flagi państwowej. Uznał, że język białoruski warto zamienić na rosyjski.

Łukaszenka przekonał Białorusinów i dostał władzę absolutną. Zaraz z niej skorzystał. Rozpędził deputowanych, teraz dwuizbowy parlament tworzą wyłącznie bezpartyjni zwolennicy Łukaszenki, nie ma tam opozycji, frakcji, walki o mandaty, uczciwego głosowania. Kraj nie zna normalnego życia politycznego. – Początkowo to była tylko władza autorytarna, ale dziś mamy już dyktaturę. Prezydent wziął władzę bezprawnie – mówi Niaklajeu. Brutalnie pozbył się przeciwników: opozycyjny wiceprzewodniczący parlamentu zmarł w niejasnych okolicznościach, szef komisji wyborczej, minister spraw wewnętrznych i dziennikarz rosyjskiej telewizji przepadli bez śladu. Były premier trafił do więzienia, za granicę, głównie do Rosji, uciekli najbliżsi współpracownicy prezydenta. Na Białorusi nie ma niezawisłego trybunału konstytucyjnego ani obiektywnej komisji wyborczej.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną