Ameryka i jej miłość do strzelb i pistoletów

Sprezentuj broń!
W Ameryce każda branża wychodzi z kryzysu na swój sposób. Samochodowa poszła w mniejsze auta. Producenci broni w większe kalibry i inwestycję w dzieci. Klienta wychowuje się od małego.
Karabiny z celownikami optycznymi. Spod ich lufy nic nie ucieknie.
Juliusz Ćwieluch/Polityka

Karabiny z celownikami optycznymi. Spod ich lufy nic nie ucieknie.

Jerome Lieberman sprzedaje stroje dla mysliwych, choc sam nie poluje. Gdyby zechciał, na targach mógłby wybrac sposród kilku tysiecy oferowanych modeli, łacznie z bronia snajperską.
Juliusz Ćwieluch/Polityka

Jerome Lieberman sprzedaje stroje dla mysliwych, choc sam nie poluje. Gdyby zechciał, na targach mógłby wybrac sposród kilku tysiecy oferowanych modeli, łacznie z bronia snajperską.

Na tarczy cel numer jeden Ameryki  - Osama Ben Laden.
Juliusz Ćwieluch/Polityka

Na tarczy cel numer jeden Ameryki - Osama Ben Laden.

Na różowej walizeczce leży różowy iPhone, który Lissa podnosi palcami z różowymi paznokciami i szepcze do niego czule ustami w kolorze różowej pomadki. Obok leży różowa trzydziestka ósemka, która komponuje się z Lissą i jej otoczeniem. Pomysł na produkcję popularnego rewolweru w mało popularnym dla rewolwerów kolorze narodził się w 2008 r. Firma Charter Arms, w której Lissa C. McCarthy jest menedżerem, zaczęła gwałtownie tracić grunt pod nogami i potrzebowała czegoś, żeby ten grunt złapać. Tradycyjne budowanie sprzedaży na poczuciu zagrożenia napadem przestało być wystarczającym hasłem marketingowym. Potencjalni klienci czuli się bardziej zagrożeni zwolnieniami. Zaczęli liczyć każdego dolara i nawet te 450, które musieliby wydać na trzydziestkę ósemkę, zaczęły mieć znaczenie. Firma zrozumiała, że nie może popełnić błędu Forda, który sprzedawał swoje samochody w każdym wybranym kolorze, pod warunkiem, że będzie to czarny.

Różowy rewolwer otworzył Charter Arms na nowego, bardzo obiecującego klienta – kobietę, która nie boi się dbać o swoją niezależność. Lissa też się nie boi, bo oprócz dwóch różowych trzydziestek ósemek w swoim prywatnym arsenale ma jeszcze dwa pistolety półautomatyczne. Dzięki temu bez przeładowywania może wystrzelić 48 naboi. Te dwa półautomaty nie są, niestety, różowe, ale inni producenci również odkryli potencjał kobiecego rynku. Dlatego Lissa zastrzega, żeby nie nazywać jej pink lady, bo to nazwa pistoletu zastrzeżona przez innego producenta. Od prawie dwóch lat firma Lissy tydzień w tydzień sprzedaje średnio 250 sztuk rewolwerów w kolorze różowym. Dla 23-osobowej fabryki to bardzo dużo.

Lady Smith 38 all steal

Nie jest prawdą, że każdy Amerykanin nosi broń. Ma ją 80 mln z 310 mln obywateli USA. Za to statystycznie na każdego posiadacza oficjalnie przypadają trzy i pół sztuki. Dane bowiem mówią, że w amerykańskich domach jest 280 mln egzemplarzy broni. Ale to tylko szacunki, gdyż Amerykanie broń mają od zawsze. A liczbę sprzedanych sztuk dokładnie ewidencjonuje się dopiero od lat 60. XX w. Dzięki temu widać również, kiedy sprzedaż szła dobrze, a kiedy branża wpadała w panikę.

Słupki ze sprzedażą zaczęły lecieć w dół na fali kryzysu w 2008 r. Jak udaje się sprzedać 4 mln sztuk rocznie, branża jest w dobrym humorze. Pół miliona mniej i zaczyna się panika. Z paniką w branży jest jak z wojną. Są ofiary w ludziach – zwolnienia. I ofiary w firmach – bankructwa. Jednak osobnicy przyciśnięci do muru zaczynają być kreatywni i tracą zahamowania. Okazuje się, że pistolet wcale nie musi być czarny. Albo że karabin snajperski kaliber 50, którym robi się dziury wielkości piłki tenisowej, nie musi być dostępny tylko dla profesjonalistów. No i zawsze warto odświeżyć jakiś stary, wypróbowany produkt.

To nie przypadek, że na styczniowych targach broni Shot Show w Las Vegas pojawił się kadr z filmu „Brudny Harry”. Magnum 44 wraca w wielkim stylu i nowym wydaniu – Judge 3 Magnum. Do zwykłego rewolweru dostosowano naboje od strzelby śrutowej. Gdyby ktoś miał wątpliwości, jak to działa, producent nakręcił reklamówkę. W roli głowy występują arbuzy. Eksplozje owoców trafionych z magnum nakręcono w zwolnionym tempie. Widać, jak pęka ich skorupa, a czerwony miąższ leci daleko na wszystkie strony.

53-letnia Susan Carrincher, ufarbowana na siwo w odcieniu stalowym, stawia na mniejszy, ale pewniejszy kaliber: trzydzieści osiem. Paznokcie ma niepomalowane i krótko obcięte. Dzięki temu nie łamią się w czasie przeładowywania broni. O rewolwerze mówi rzeczowo i precyzyjnie jak instruktor strzelecki, którym zresztą jest. Ma być odpowiednio mały, żeby zmieścił się do torebki albo kieszeni. Jednocześnie kaliber nie może być za mały. Gdy trafisz bandytę z małego kalibru, to tylko go bardziej wkurzysz. A przecież nie o to ci chodzi. Zbyt duży kaliber też jest zły, bo mocno kopie i trudniej trafić. Broń musi być też zawsze gotowa do strzału. Trzydziestka ósemka jest idealna, bo po prostu naciskasz na spust. Można z niej strzelać nawet z torebki, żeby było szybciej. Susan wie, o czym mówi, bo ze swojego rewolweru wystrzeliła już 25 tys. naboi w różnych sytuacjach. Całkiem sporo jak na kobietę, która jeszcze 19 lat temu nie umiała strzelać.

Susan sporo przeszła, co wyraźnie zostawiło ślad na jej życiu i umyśle. W 1992 r. wróciła z obiadu w mieście, zaparkowała swoje sportowe auto w garażu i zamknęła drzwi. O tym, co wydarzyło się później, można było usłyszeć w kilku programach TV, przeczytać w broszurze albo na stronie stowarzyszenia Shooting for Women Alliance, którego Susan została filarem. Jej były chłopak przetrzymywał ją przez 5,5 godz., na przemian znęcając się nad nią i grożąc śmiercią. Od tamtej pory Susan powierzyła swoje życie pięciostrzałowej Lady Smith 38 all steal.

Założyła też stowarzyszenie, które propaguje zbrojenie się kobiet. Ich mężom powtarza: Jeśli kochasz swoją kobietę, uzbrój ją, a my nauczymy ją strzelać. Pierwsze spotkanie z kursantkami tradycyjnie zaczyna od skróconej wersji swojej opowieści. Kończy jej alternatywną wersją, w której okazuje się, że ma jednak broń. Czy zawahałaby się przed zabiciem swojego oprawcy? Lepiej być sądzoną przez dwunastu (ławników) niż niesioną przez sześciu (grabarzy) – to jej nowa życiowa sentencja. Stowarzyszenie, w którym działa, zostało gościnnie zaproszone na Shot Show. Żadna kampania branży producentów broni nie da tyle co Susan. Z jej namowy uzbroiło się już kilka tysięcy kobiet i liczba ta cały czas rośnie, bo Susan jest przekonana, że ma misję. I w jej wypełnianiu nie powstrzymał Susan nawet rak. A więc z pewnością wspiera ją Bóg. God Bless Susan.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną