Skandynawowie nie spieszą się z przejściem na emeryturę

Szczęśliwa góra mięsa
Demografowie od lat ostrzegają przed fatalnymi skutkami starzenia się ludności w Europie. Kraje skandynawskie pokazują, że nie taki diabeł straszny.
W Szwecji odsetek ludzi starszych, którzy wymagają zorganizowanej opieki w rodzaju domów spokojnej starości, zmniejszył się w ostatnim ćwierćwieczu z 62 do 37 proc. Liczba samych tylko 80-latków w tym okresie się podwoiła.
Annakarin Drugge/SCANPIX/Forum

W Szwecji odsetek ludzi starszych, którzy wymagają zorganizowanej opieki w rodzaju domów spokojnej starości, zmniejszył się w ostatnim ćwierćwieczu z 62 do 37 proc. Liczba samych tylko 80-latków w tym okresie się podwoiła.

Tak zwany realny przeciętny wiek przechodzenia na emeryturę wynosi w Szwecji 63 lata i podniósł się ostatnio o ponad rok.
WomEOS/Flickr CC by SA

Tak zwany realny przeciętny wiek przechodzenia na emeryturę wynosi w Szwecji 63 lata i podniósł się ostatnio o ponad rok.

Konsumpcja tłustej wieprzowiny, tłuszczy i słodyczy stawia Duńczyków w czołówce światowej.
Kim Bach/Flickr CC by SA

Konsumpcja tłustej wieprzowiny, tłuszczy i słodyczy stawia Duńczyków w czołówce światowej.

W Szwecji przechodzą teraz na emeryturę bardzo liczne roczniki ludzi urodzonych po wojnie. Miało to spowodować ogromne obciążenie dla budżetu państwa, dalsze podnoszenie podatków, spowolnienie wzrostu gospodarczego i pogorszenie jakości usług. I chociaż ponad połowa demograficznego wyżu lat 40. przestała już pracować, szwedzka gospodarka na tle innych krajów Europy ma się całkiem nieźle, a szwedzka korona nigdy nie była tak silna jak obecnie. Powojenna „góra mięsa”, jak nazwał tę grupę kilka lat temu były socjaldemokratyczny minister finansów Pär Nuder, nie tylko nie stała się ciężarem dla pokolenia lat 60., ale wciąż wykazuje aktywność, która wcześniej przyczyniała się do budowy szwedzkiego państwa dobrobytu.

Odsetek ludzi starszych, którzy wymagają zorganizowanej opieki w rodzaju domów spokojnej starości, zmniejszył się w ostatnim ćwierćwieczu z 62 do 37 proc., chociaż liczba samych tylko 80-latków podwoiła się w tym okresie. Wiele osób po osiągnięciu 65 roku życia wcale nie chce rezygnować z pracy. Liczba pracujących po nabyciu praw emerytalnych podwoiła się w latach dwutysięcznych do około 120 tys. Stało się tak mimo kryzysu finansowego na świecie i stosunkowo wysokiego bezrobocia dotykającego nawet Szwecję (obecnie 8 proc.).

Minister zdrowia i opieki społecznej Maria Larsson, reprezentująca w rządzie partię chrześcijańską, uważa, że należy podnieść wiek, w którym obligatoryjnie należałoby wysyłać ludzi na emeryturę – z obecnych 67 do 72 lat. Jej koleżanka w rządzie Birgitta Ohlsson z partii liberalnej postuluje, żeby w ogóle zrezygnować z ustalania jakichkolwiek limitów i zlikwidować pojęcie wieku emerytalnego. Niech każdy kończy pracę, kiedy chce, nawet wcześniej, jeśli pieniądze z emerytury wystarczą mu na życie – przekonuje Ohlsson.

Skandynawskie emerytury

Limit wieku jest już zresztą i dziś umowny. Tak zwany realny przeciętny wiek przechodzenia na emeryturę wynosi w Szwecji 63 lata i podniósł się ostatnio o ponad rok (w Polsce nie sięga nawet 60). Reforma emerytur, którą przeprowadzono w 1999 r., zakładała zresztą z góry, że wiek emerytalny będzie podnoszony w miarę wydłużania się przeciętnego okresu życia ludzi. Toteż konieczność ta nie wywołuje tu aż takich emocji jak w południowej Europie czy nawet w sąsiedniej Danii, w której rząd przedstawił ostatnio w parlamencie bardzo ostrożny plan podniesienia limitu wiekowego z 65 do 67 lat i ograniczenia możliwości wcześniejszego przechodzenia na emeryturę. Dania boryka się z brakiem siły roboczej. Aktywność zawodowa starszych ma łagodzić ten problem i przy okazji dawać spore oszczędności budżetowe. Nie możemy sobie pozwolić na to, mówił w parlamencie duński premier Lars Lökke Rasmussen, żeby płacić zdrowym ludziom za to, żeby przestawali pracować. Podobne argumenty podnosi się także w dyskusji szwedzkiej.

Skandynawski system emerytalny zbudowany jest na podobnych zasadach jak w Polsce. Składka emerytalna w Szwecji jest nieco niższa – 18,5 proc. zarobków, z czego tylko 2,5 proc. przeznacza się na tzw. drugi filar, czyli otwarte fundusze inwestycyjne (w Polsce, na razie, 7,3 proc.). Szwedzi mają znacznie szersze możliwości wyboru funduszy kapitałowych (jest ich kilkaset), ale korzystają z tego przywileju bardzo niechętnie, zmuszając często instytucje ubezpieczeniowe do podejmowania za nich decyzji, zresztą, jak się okazuje, korzystniejszych, niż gdyby mieli wybierać sami. Wielu Szwedów, zwłaszcza tych lepiej zarabiających, ma jeszcze możliwość zapewnienia sobie emerytur poprzez indywidualną umowę o pracę z pracodawcą lub w ramach umów zbiorowych negocjowanych przez związki zawodowe. Istnieje też coś w rodzaju kolejnego filaru, czyli indywidualnego dodatkowego oszczędzania na starość, wspieranego przez państwo odpisami podatkowymi.

Ta wielofilarowość, niekontrolowane drogi transferów pieniężnych oraz kumulacja oszczędności sprawiają, że trudno ocenić, jak mają się emeryci w Szwecji. Potężny i prowadzący agresywny lobbing Krajowy Związek Emerytów twierdzi oczywiście, że źle, i dba o to, żeby wzrostowi płac towarzyszył odpowiadający mu wzrost emerytur i rent. Rząd szwedzki, zachęcając do większej aktywności zawodowej, obniżał ostatnio podatki pracującym, co denerwowało emerytów pozbawionych tego typu ulg. Często dochodzi na tym tle do demonstracji.

Szwedzka Floryda

Z obserwacji wynika jednak, że ludzie w tzw. wieku emerytalnym należą w Szwecji do uprzywilejowanej warstwy społecznej. Wielu z nich aktywnie wykorzystuje czas wolny. Od 10 lat na zachodnim wybrzeżu – od granicy z Norwegią aż po znany Polakom Ystad – powstaje coś w rodzaju szwedzkiej Florydy. Sprzyja temu również zmiana klimatu. Szwecja nie jest już tak mroźna jak wcześniej, więc nad bałtyckimi cieśninami ludzie zaczęli kupować domy. Przeprowadzają się najczęściej 55–70-latkowie, którzy nie muszą codziennie chodzić do pracy albo są już na emeryturze. Ich decyzja oznacza też silny zastrzyk finansowy dla podupadających wcześniej nadmorskich gmin.

Ściągnięcie do gminy zdrowego emeryta to bingo dla lokalnych budżetów – przekonuje Björn Sundström, główny ekonomista szwedzkiego Związku Gmin. Nawet 85-latek, jeśli jest zdrowy (a ludzie dożywający takiego wieku przeważnie są zdrowi), przynosi swej nowej gminie, w formie inwestycji, podatków i opłat, średnio 160 tys. koron (około 60 tys. zł) rocznie. Tymczasem 30-letni milioner, którego opodatkowuje państwo, zostawia tylko 30 tys. koron. Wielu ludzi starszych przenosi się na szwedzką Florydę wraz ze swoimi interesami, co ma też pozytywny wpływ na zatrudnienie w gminie. Według wyliczeń Sundströma, wydatki na opiekę socjalną nad starszymi są w lokalnych budżetach tych gmin znacznie niższe niż wpływy, jakie wnoszą ci nowi mieszkańcy.

Bomba demograficzna, która miała właśnie wybuchnąć, została rozbrojona. Lars Tornstam, profesor socjologii na uniwersytecie w Uppsali, twierdzi nawet, że nigdy nie było takiego niebezpieczeństwa. – Bomba była mitem – mówi. – Odsetek ludności czynnej zawodowo pozostaje w Szwecji prawie niezmienny od połowy XVIII w. (około 60 proc.). Ponadto trzeba też wziąć pod uwagę, że ludzie pracujący są obecnie znacznie bardziej produktywni niż kiedyś i mogą udźwignąć większe ciężary społeczne. Straszenie przyszłością należy do zwyczajów polityków i mediów – uważa szwedzki profesor.

Jako dowód, że prognozy były od początku nietrafione lub fałszywe, Tornstam przytacza dane statystyczne związane z obecnym odchodzeniem z rynku pracy najliczniejszych powojennych roczników. Według prognoz miało to prowadzić do ostrego deficytu rąk do pracy. Tymczasem bezrobocie utrzymuje się na prawie niezmienionym poziomie i dotyka w pierwszej kolejności ludzi młodych. Minister finansów Anders Borg obiecywał ostatnio, że dopiero w 2014 r. uda się Szwecji obniżyć poziom bezrobocia do 5 proc.

Ekonomiści szwedzcy uważają obecnie, że sytuacja ludzi starszych w społeczeństwie nie zależy w pierwszej kolejności od tego, w jakim wieku zaczną otrzymywać emerytury i jaka będzie ich formalna wysokość. O tym ludzie powinni sami rozstrzygać, planując lepiej swoje życie zawodowe i gromadząc oszczędności. Pokolenie lat 40. związane z budową powojennego dobrobytu już to zrobiło, o czym świadczy ich stosunkowo dobra sytuacja materialna i zdrowotna. Mówi się o nich żartem, że jest to jedyne pokolenie w historii Szwecji, które miało lepiej niż rodzice i lepiej niż obecnie mają ich dzieci.

Jeśli już o kogoś się martwić, to raczej o ludzi młodych, wśród których odsetek bezrobotnych jest kilkukrotnie wyższy niż przeciętnie. Liczba osób niezdolnych do pracy i otrzymujących z tego tytuły renty zdrowotne znacznie spadła w tym 10-leciu w Szwecji. Jedynie w grupie wiekowej do lat 30 liczba tego typu rencistów zwiększyła się z 4441 osób w 2004 r. do 6163 obecnie. Związane jest to w pewnym stopniu z bezrobociem eliminującym z rynku pracy osoby najsłabsze. Ludzie młodzi, zwłaszcza tuż przed trzydziestką, w większym też stopniu niż seniorzy cierpią na samotność i związane z tym depresje.

Aktywne starzenie

Szwedzka służba zdrowia i opieka socjalna kładą nacisk na wczesne przygotowanie pracujących do życia na emeryturze. Zachęca się ich do podtrzymywania aktywności zawodowej jak najdłużej i nieprzerywania pracy, nawet jeśli będzie się już miało rentę na koncie. Lansuje się m.in. amerykańskie wzorce pracy dorywczej w szczytowych okresach zapotrzebowania na siłę roboczą.

Wspierane jest także tzw. aktywne starzenie się (active aging), pozwalające dożyć późnego wieku w stosunkowo dobrym zdrowiu bez nadmiernej opieki i wydawania oszczędności na wizyty u lekarza i leki. Skandynawskie badania wykazują, że największą przeszkodą w osiągnięciu tego celu jest palenie papierosów. Osoby niepalące mają trzykrotnie większe szanse dożycia dziewięćdziesiątki w zdrowiu niż palacze. Dlatego kraje skandynawskie podjęły ostatnio bardzo ostre kroki antynikotynowe. Finlandia zapowiada, że do 2040 r. będzie krajem bez dymka.

Rząd duński przyjął ostatnio program obiecujący obywatelom przedłużenie ich przeciętnego wieku życia o trzy lata, czyli o tyle, ile ich dzieli od czołówki europejskiej, której przewodzą Szwedzi (81 lat). W Polsce żyje się, niestety, jeszcze krócej.

Duńczycy będą musieli w tym celu znacznie ograniczyć palenie, które ma szerszy zasięg niż w sąsiednich krajach skandynawskich. Słyną oni ponadto z dość luźnego stylu życia, który zapewnia im pozycję najszczęśliwszego narodu w światowym rankingu (World Happiness Index). W ramach tego stylu pije się jednak nadmierne ilości nie tylko Carlsberga i Tuborga, ale i mocniejszych trunków. Widok starszych pań zamawiających do śniadania po kieliszku likieru Gammel Dansk (38 proc.) wcale nie jest czymś niezwykłym. Również konsumpcja tłustej wieprzowiny, tłuszczy i słodyczy stawia Dunów w czołówce światowej. Ciekawe, czy zechcą z tego zrezygnować?

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną