Świat

W rozkroku na barykadzie

Jak nas widza zza Buga

Pas graniczny z Ukrainą w Bieszczadach. Pas graniczny z Ukrainą w Bieszczadach. Marcin Łukaszewicz / Forum
Najkrótsza trasa z Warszawy do Kijowa to niecałe 800 km. Czy Polska jest dla Ukrainy bliskim czy dalekim sąsiadem i jaki jest tam wizerunek naszego kraju – zbadał ostatnio Instytut Spraw Publicznych.
Wspólne Euro 2012 nie jest wielką sprawą dla Ukraińców. W powszechnym odczuciu ukraiński futbol to domena oligarchów, nie ma się czym ekscytować.Damian Kramski/Agencja Gazeta Wspólne Euro 2012 nie jest wielką sprawą dla Ukraińców. W powszechnym odczuciu ukraiński futbol to domena oligarchów, nie ma się czym ekscytować.

Wnioski są zaskakujące. Aż 30 proc. Ukraińców nie orientuje się, że obie stolice dzieli tak mała odległość. Najbardziej ta informacja dziwi mieszkających na wschodzie kraju, 42 proc. pytanych sądziło, że nam do siebie dużo dalej. Wydawałoby się, że bliższej zagranicy Ukraina nie ma, że Polska, która przestawiła gospodarkę z głowy na nogi, znalazła się w Unii Europejskiej, jest inspirującym przykładem dla sąsiadów. Że ciekawość albo względy materialne to wystarczający powód do obejrzenia tego fenomenu z bliska. A tymczasem – jak wynika z raportu ISP – zaledwie co dziesiąty Ukrainiec był w Polsce po 1991 r. Ta liczba z każdym rokiem maleje: mniej Ukraińców przyjeżdża do nas po raz pierwszy, zwłaszcza młodych.

Obawy, że Ukraińcy zaleją Polskę, okazały się całkiem na wyrost. Ci, którzy przyjechali pierwszy raz w latach 90., wracają trzy lub więcej razy. To ludzie między czterdziestką a pięćdziesiątką. Jako 20-latkowie taszczyli kraciaste torby na stadion w Warszawie czy bazar w Przemyślu. Brali każdą pracę, na czarno. Opłacało się, przebicie było wtedy wyjątkowe. Miesięczny zarobek w Polsce starczał na przeżycie pół roku u siebie. Przekonali się przy okazji, że Polacy na ogół nie są do przybyszów ze wschodu nastawieni wrogo. Pozostały kontakty, bardziej czy mniej towarzyskie, znajomi i znajomi znajomych. Wracają do Polski, już nie na handel – to słowo nie pojawiło się ani razu w raporcie jako cel wyjazdu – lecz do pracy (29 proc.) lub turystycznie, co deklaruje aż 44 proc. badanych. Być może dlatego, że handlowanie już się nie opłaca, na Ukrainie zmieniła się struktura cen. A praca sezonowa wciąż tak, zwłaszcza że teraz można się zatrudnić legalnie, nawet na 6 miesięcy w roku.

Jednak dzisiejsi 20–30-latkowie – wynika z badań – do Polski nie jeżdżą i w ogóle nie są takimi wyjazdami zainteresowani. Jak mówi Joanna Konieczna-Sałamatin, współautorka raportu (wraz z Joanną Fominą i Natalią Rjabińską) – zasięg kontaktów z Polską zmalał w ciągu ostatnich 10 lat, zarówno relacji pośrednich, poprzez media, jak i bezpośrednich. Konieczna-Sałamatin uważa, że to wpływ umacniania się państwa ukraińskiego na arenie międzynarodowej. Ukraińcy pozbyli się obawy, że niepodległość to tylko chwilowy stan. Rozwój kontaktów i znaczenie relacji z Polską jest dziś mniejsze, bo powstała konkurencja w przestrzeni informacyjnej i Polska nie jest tak istotnym obiektem zainteresowania mediów. 10 lat temu dziennikarze czytali po polsku, interesowali się naszym krajem jako wzorcem, natomiast nowa generacja polskiego nie zna i informacje czerpie z drugiej ręki, najczęściej poprzez rosyjski czy angielski. Polska pozostaje dla nich drugorzędnym krajem zachodnim.

Mur schengeński

Wprowadzenie – w 2003 r. – wiz dla Ukraińców oraz przystąpienie Polski do strefy Schengen utrudniło z pewnością wyjazdy do Polski i zmieniło geografię zagranicznych eskapad. Wysiłek włożony w zdobycie polskiej wizy jest taki sam jak w uzyskanie przepustki na „prawdziwy” Zachód, do Niemiec czy Włoch. Wprawdzie nasze konsulaty na Ukrainie wydają najwięcej wiz ze wszystkich krajów strefy Schengen – aż 40 proc., ale część osób traktuje Polskę jak kraj tranzytowy. W starej Europie wciąż lepiej się zarabia, a to argument decydujący.

Powstaje błędne koło: Ukraińcy nie jeżdżą do Polski, więc nie mają kontaktów ani informacji zdobytych bezpośrednio. Nie mają kontaktów, więc nie jeżdżą. Nie bez znaczenia jest i to, że zaledwie 19 proc. Ukraińców posiada ważny paszport (dane z października 2010 r.). Nie starają się o niego, zniechęceni trudnościami wizowymi strefy Schengen. Liczba przekroczeń granicy w 2009 r. wynosiła około 12 mln, a w rekordowym 2006 r. – prawie 19,5 mln. W tym samym czasie, dla porównania, granicę polsko-niemiecką przekroczono 100 mln razy.

Ukraińcy generalnie wykazują brak zainteresowania tym, co wykracza poza sprawy wewnętrzne. Sprzyja temu ukrainocentryczna prasa i telewizja, które pokazują niewiele informacji ze świata. Jak tłumaczą dziennikarze, odbiorców to nie interesuje. Informacje o Polsce w mediach pochodzą przeważnie z rosyjskich i zachodnich agencji, bo niewielu korespondentów ukraińskich przyjeżdża do Warszawy. Często są to sensacyjne wiadomości, a nie rzetelne relacje.

Tymczasem Polska, w odczuciu ankietowanych, jest krajem nieco podobnym do Ukrainy. „Kraj taki jak nasz, ale ludzie żyją lepiej, to lepsza Ukraina. Też moglibyśmy tak żyć, gdyby nam się udało” – deklarują ankietowani. „Żadnej wrogości nie odczuwamy do Polski. Słowianie – Polacy i Ukraińcy – to jeden naród”.

Dla 19 proc. badanych Polska jest symbolem sukcesu gospodarczego. „Kraj, który podniósł swoją gospodarkę, nawiązał dobre stosunki z Zachodem i stał się europejski” – chwalą. Ukraińcy cenią regularne wypłaty pensji i świadczeń społecznych. Jakby w opozycji wobec podziału we własnym kraju, na wschód i zachód, którego politykom nie udało się zasypać, twierdzą, że „(...) zjednoczeni Polacy, którzy kochają swoją ojczyznę, żyją lepiej”.

EURO bez euforii

Do historii odnosi się zaledwie 4 proc. badanych: „Polacy dużo przeżyli w czasie II wojny światowej”. Ale też: „Polska zagrabiła część Ukrainy. Pamiętam wspomnienia rodziców, którzy mówili, że źle jest za władzy radzieckiej, ale nie daj Bóg wrócić pod panowanie Polski – oni uważają nas za niższych”.

Skojarzenia z polską nauką i kulturą ma 3 proc. Ukraińców. Barbara Brylska, Anna German, Chopin, Kopernik, „Czterej pancerni i pies”, „Znachor”: świat stanął w miejscu. Jak pokazują badania, dziś mniej Ukraińców czyta po polsku, nasze kino przykryły amerykańskie filmy, scenę i estradę – własna i rosyjska kultura masowa. Popularne kiedyś „Kobietę i Życie” oraz „Przyjaciółkę” zastąpiły rosyjskojęzyczne wydania „Burdy” czy „Cosmopolitan”.

Ale zdziwić może, że wspólna organizacja piłkarskich mistrzostw Euro 2012 znalazła się niemal na szarym końcu wymienianych jako ważne dla naszych relacji: o wspólnym przedsięwzięciu wspomina zaledwie 3 proc. respondentów. Wspólne Euro 2012 najwyraźniej nie jest wielką sprawą dla Ukraińców. W powszechnym odczuciu ukraiński futbol to domena oligarchów, nie ma się czym ekscytować.

Z raportu wynika, że istotne przy ocenie wzajemnych relacji są przekonania polityczne Ukraińców: pozytywne nastawienie do Polski ma elektorat Anatolija Hrycenki, uważanego za proeuropejskiego byłego kandydata na prezydenta (w wyborach 2010 r.). Najmniej dobrych stron w obrazie Polski dostrzegli wyborcy obecnego prezydenta Wiktora Janukowycza: lepiej widzą nas nawet sympatycy komunisty Petra Symonienki. Ci uznają jednak Polskę za kraj nieprzyjazny, w przeciwieństwie do wyborców Hrycenki i Julii Tymoszenko, gdzie niemal wszyscy ankietowani postrzegają Polskę jako kraj przyjazny Ukrainie (odpowiednio 92 i 86 proc.). Elektorat Janukowycza niechętnie podzielał tę opinię. Jak to wyjaśnić? To przede wszystkim mieszkańcy wschodnich obwodów. Jeżdżą do nas najrzadziej, sporadycznie mają bezpośrednie kontakty z Polakami, odbierają przeważnie rosyjską telewizję. A polskie poparcie dla pomarańczowej rewolucji odebrali z niechęcią.

Ukraiński wschód, w 90 proc. popierający Janukowycza, bez problemu akceptuje obecność polskich firm i organizacji pozarządowych. Nie różni się w tym od innych regionów. Jak wynika z raportu, aż 71 proc. badanych akceptuje współpracę ukraińskich i polskich miast. Akceptacja polskiej obecności zależy od wykształcenia: im wyższe, tym polska obecność – w biznesie, kulturze, jako turystów czy na stałe mieszkających sąsiadów – jest traktowana przychylniej. I od wieku: osoby przed sześćdziesiątką są bardziej na obecność polską otwarte niż starsi.

 

 

Euroremont i eurointegracja

Dla Ukraińców europejskość jest ważnym elementem wizerunku Polski. Polska zawsze była taką namiastką Europy, a Polacy bardziej Europejczykami niż Ukraińcy. I tak pozostało. Nie ma to związku z przynależnością do europejskich struktur, które Ukraińcom nie imponują. Tylko dla 9 proc. badanych ważne jest członkostwo Polski w UE. Tyle samo postrzega Polskę jako kraj, który sprzyja Ukrainie na drodze do Unii, także po zmianie na fotelu prezydenta.

Sam przymiotnik „europejski” ma na Ukrainie wielce pozytywną barwę. Choćby termin „euroremont”, oznaczający standard odbiegający od miejscowej średniej. Przedrostek „euro” jest twórczy i produktywny w każdej dziedzinie – mody, restauracji, wagonów kolejowych. Co czwarty badany uznał, że dobre stosunki z Polską są dla Ukrainy priorytetowe. Za ważne uznało je 52 proc. badanych. I tylko 2 proc. uważa, że stosunki ukraińsko-polskie są bez znaczenia. Największą wagę do wzajemnych relacji przywiązują mieszkańcy sąsiadujących z Polską regionów: 35 proc. badanych uznało je za priorytetowe, a niemal wszyscy (92 proc.) uważają, że stosunki te są bardzo dobre. Zapewne – sądzi autorka raportu – waga przywiązywana do stosunków z Polską ma związek z oceną znaczenia Polski w Europie. Dziś, dla większości badanych, to znaczenie jest zaledwie średnie (58 proc.) i zmalało w ciągu ostatnich lat. Przekonanie o słabej pozycji Polski w Europie deklaruje co piąty badany, dwukrotnie częściej niż 10 lat temu.

Im dalej na południe i wschód Ukrainy, tym dla nas gorzej. O niewielkim znaczeniu Polski w Europie przekonani są najczęściej wyborcy komunisty Petro Symonienki oraz elektorat prezydenta Wiktora Janukowycza. Trudno Ukraińcom odmówić poczucia realizmu. Może na tę ocenę wpłynął fakt, że Polsce nie udało się uruchomić szybkiej ścieżki wprowadzenia Ukrainy do UE i NATO, że zawiodła nadzieje, jakie powstały po pomarańczowej rewolucji.

Czy w tej sytuacji polski przykład może wpływać na Ukraińców mobilizująco? 54 proc. badanych uważa, że Ukraina powinna się ubiegać o członkostwo w UE, ale aż 70 proc., że powinna stworzyć unię z Rosją i Białorusią. Przekonanie, że oba sojusze są możliwe jednocześnie, nie opuszcza jak widać Ukraińców. Świadczy to nie tylko o skąpej wiedzy na temat Unii i integracji. Także o tym, że prozachodnie myślenie wcale nie dominuje u naszych sąsiadów. Sygnalizuje także mocną wciąż tęsknotę za polityką wielowektorowości, niechęć do jednoznacznego opowiedzenia się, w którą stronę zmierzać.

W rozkroku na barykadzie – tak można określić tę pozycję. – Ukraińcy chcieliby być jednocześnie częścią Zachodu i Wschodu i sytuacja nie zmienia się od co najmniej 10 lat, kiedy pierwszy raz została zbadana – uważa Joanna Konieczna-Sałamatin.

Co ważniejsze – i raport nie pozostawia w tej kwestii wątpliwości – na Ukrainie następuje widoczna zmiana orientacji na wschodnią. Oprócz Ukrainy Zachodniej, gdzie przybywa zwolenników przystąpienia do UE, wybór wschodni umacnia się, we wschodnich obwodach wzrósł w ciągu 10 lat o 19 punktów proc. A wybór opcji zachodniej skurczył się do 4 proc. – Wschód oferuje psychologiczne bezpieczeństwo świata dobrze znanego, dlatego nie chcą go odrzucić. Tymczasem Zachód, choć dla Ukraińców atrakcyjny, jest wciąż nieznany i obcy – uważa Konieczna-Sałamatin.

Zwolennicy UE przeważają nad sympatykami Związku Białorusi i Rosji wśród najmłodszych respondentów, ale jest to jedyna taka grupa. Nawet w grupie najlepiej wykształconych przeważa liczba sympatyków nieokreślonego miejsca Ukrainy w Europie, gdzieś między Wschodem a Zachodem. Rosja jest wciąż uważana za bliższą interesom Ukrainy niż Bruksela. Na Ukrainie można często usłyszeć zdanie: Jak UE chce, żebyśmy weszli do Wspólnoty, to niech nam zapłaci.

Raport „Coraz dalsi sąsiedzi. Wizerunek Polski i Polaków na Ukrainie”, Jacek Kucharczyk (red.), Joanna Konieczna-Sałamatin (red.), Joanna Fomina, Natalia Rjabińska. Badania przeprowadzono we wrześniu i październiku 2010 r. na próbie 2000 respondentów.

Polityka 09.2011 (2796) z dnia 25.02.2011; Świat; s. 53
Oryginalny tytuł tekstu: "W rozkroku na barykadzie"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną