Rozmowa z Danielem Friedem o Guantanamo

Ani winni, ani niewinni
Rozmowa z Danielem Friedem, specjalnym wysłannikiem USA ds. Guantanamo, o losach ludzi przetrzymywanych w najsłynniejszym amerykańskim więzieniu
Daniel Fried, specjalny wysłannik USA ds. Guantanamo.
Vedat Xhymshiti/ZUMA.PRESS/Forum

Daniel Fried, specjalny wysłannik USA ds. Guantanamo.

Protest ws. zamknięcia więzienia w Guantanamo w dzień zaprzysiężenia Baracka Obamy na prezydenta.
thisisbossi/Flickr CC by SA

Protest ws. zamknięcia więzienia w Guantanamo w dzień zaprzysiężenia Baracka Obamy na prezydenta.

Daniel Fried: „Prezydent Obama uważa tę sprawę nie tylko za duży problem w polityce międzynarodowej, ale też za przedsięwzięcie nie do pogodzenia z amerykańskimi wartościami”.
Shane T. McCoy/Reuters/Forum

Daniel Fried: „Prezydent Obama uważa tę sprawę nie tylko za duży problem w polityce międzynarodowej, ale też za przedsięwzięcie nie do pogodzenia z amerykańskimi wartościami”.

Marek Ostrowski: – Prezydent Barack Obama powołał pana do rozbrojenia prawdziwej bomby, jaką w stosunkach zagranicznych USA stało się osławione więzienie w bazie wojskowej Guantanamo na Kubie. Czy to jest mission impossible?
Daniel Fried: – To misja raczej trudna niż niewykonalna. Prezydent Obama już dzień po zaprzysiężeniu stanowczo się zobowiązał do zamknięcia tego więzienia. Zajmuję się stroną dyplomatyczną tej operacji i mogę powiedzieć, że mamy już na tym polu znaczące sukcesy.

To więzienie przynosi wstyd Ameryce?
Rzeczywiście, istnienie Guantanamo i wszystko, co się z tym wiązało, było żenujące i stanowiło wielki problem dla USA. Jestem zawodowym dyplomatą, pracowałem więc również dla ekipy Busha. Mogę powiedzieć, że Guantanamo kosztowało nas bardzo dużo w relacjach z naszymi sojusznikami i w ogóle na arenie międzynarodowej. Prezydent Obama uważa tę sprawę nie tylko za duży problem w polityce międzynarodowej, ale też za przedsięwzięcie nie do pogodzenia z amerykańskimi wartościami.

Co najmniej zażenowanie budzi fakt, że z ponad 700 osób, które się przewinęły przez Guantanamo, tylko nieliczni stanęli przed sądem i zostali skazani za konkretne przestępstwa.
Ekipa Busha poszła za daleko już podczas zakładania więzienia na Kubie. Muszę tu oddzielić dwie sprawy. Branie jeńców na polu walki, co robiliśmy po wejściu do Afganistanu w 2001 r., jest całkowicie zasadne. Jednak ludzie, których pojmaliśmy, nie byli częścią regularnej armii rządu uznawanego przez międzynarodową społeczność. Nie wpisywali się jasno w kategorię jeńców wojennych, mieli status unlawful enemy combatants, czyli osób wrogich, nielegalnie walczących. Ale zamiast stawić czoło tej prawnej anomalii, poprzednia ekipa zajęła stanowisko, którego społeczność międzynarodowa nie mogła zaakceptować. Guantanamo znalazło się poza jakimkolwiek systemem prawnym i tego stanu rzeczy nie można było tolerować [o losie uwięzionych decydowały nie amerykańskie sądy, lecz komisje wojskowe – red.]. Zresztą nie tylko społeczność międzynarodowa, ale w końcu sami Amerykanie uznali, że reżimu w Guantanamo nie da się utrzymać.

I nawet sama ekipa Busha chciała po kilku latach więzienie zamknąć. Bush powiedział to kilkakrotnie. Zanim jednak prezydent doszedł do tego wniosku, wizerunek Guantanamo i związane z nim problemy prawne zostały już, niestety, ukształtowane w opinii publicznej. I z tym borykamy się do dziś.

Czy chce pan powiedzieć, że jeńcy mogli być wcześniej postawieni przed amerykańskim lub międzynarodowym sądem?
Nie jestem prawnikiem ani ekspertem prawa międzynarodowego, muszę więc być ostrożny w ocenach. Powtórzę jednak: ogromną większość osób, które schwytaliśmy w 2001 r., ujęliśmy zgodnie z przepisami. Problem w tym, że następnie nie stworzyliśmy prawnego i powszechnie uznanego sposobu postępowania z nimi. Wciąż zmagamy się z konsekwencjami tych błędów. Tak, był lepszy sposób, żeby to zrobić, nie wybraliśmy najlepszej drogi, a teraz, w odziedziczonych okolicznościach, robimy wszystko co możliwe, aby ten stan rzeczy naprawić.

Dlaczego więc proces głównego oskarżonego Chalida Szejka Muhameda, podejrzanego o to, że zaplanował atak z 11 września, wciąż nie rozpoczął się przed amerykańskim sądem?
Ekipa Obamy chce tego procesu, stał się on jednak łupem rozgrywek politycznych w Kongresie. Uchwalono np. ustawę, która poważnie utrudnia sądzenie terrorystów w sądach federalnych, mimo że sądy te są przygotowane do tak skomplikowanych spraw. Jednak niedawno, w pierwszym procesie więźnia z Guantanamo, uzyskaliśmy wyrok skazujący, ta osoba dostała dożywocie. Był to uczciwy proces. Barack Obama od początku kadencji podkreśla, że najlepszym miejscem dla rozpatrywania spraw więźniów Guantanamo są przede wszystkim sądy zwyczajne i federalne, a w drugiej kolejności komisje wojskowe.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną