Rozmowa z Hansem Bliksem

Nie na moim podwórku
Hans Blix, były dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w rozmowie o tym, czy czeka nas nowy Czarnobyl, i o naukach z katastrof atomowych
Medyczne centrum kryzysowe w Hitachi: badanie mieszkanców licznikiem Geigera.
Asahi Shimbun/Reuters/Forum

Medyczne centrum kryzysowe w Hitachi: badanie mieszkanców licznikiem Geigera.

Wawrzyniec Smoczyński: – W 1986 r. był pan pierwszym obcokrajowcem, który widział miejsce katastrofy w Czarnobylu. Jak pan się tam znalazł?
Hans Blix: – Wypadek w reaktorze nastąpił w nocy z piątku na sobotę, w poniedziałek w Szwecji odnotowaliśmy wzrost promieniowania. Skontaktowaliśmy się z szeregiem sąsiednich krajów, w tym z Polską, pytając, czy mieli awarię atomową. Rosjanie powiedzieli nam dopiero w poniedziałek wieczór, czyli cztery dni po wypadku. Świat był wściekły z powodu tego opóźnienia, bo emisja substancji promieniotwórczych cały czas trwała, a chmura radioaktywna przeleciała nad Finlandię, Szwecję i Europę Środkową.

Byłem wtedy dyrektorem generalnym Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), powiedzieliśmy Rosjanom, że jesteśmy gotowi im pomóc, jeżeli cokolwiek możemy zrobić. Zaprosili mnie i dwóch ekspertów MAEA do Moskwy, potem pojechaliśmy do Kijowa, gdzie otrzymaliśmy obszerne sprawozdanie. Wsiedliśmy do helikoptera, by obejrzeć miejsce katastrofy. Do dziś pamiętam czarny dym nad reaktorem, grafit w rdzeniu wciąż się palił, z innych helikopterów zrzucano piasek, by zatrzymać dalsze reakcje i pożar.

Potem wróciliśmy do Moskwy i zrobiliśmy dużą konferencję prasową, która wzbudziła spore zainteresowanie międzynarodowe.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną