W Algierii jest spokojnie. Dlaczego?

Mała stabilizacja
Czy arabska rewolta dotrze do Algierii? Sąsiednią Tunezją rewolucja wstrząsnęła po samospaleniu zrozpaczonego sprzedawcy warzyw. W Algierii zaprotestowało tak już kilkadziesiąt osób. I co? I nic.
Algier, jedna z nielicznych demonstracji antyrządowych. Do tej pory arabska rewolta raczej omija Algierię.
Ferhat Bouda/DPA/PAP

Algier, jedna z nielicznych demonstracji antyrządowych. Do tej pory arabska rewolta raczej omija Algierię.

Prezydent Bouteflika milczy jak zaklęty, a pokój społeczny kupuje za petrodolary.
Ramzi Boudina/Reuters/Forum

Prezydent Bouteflika milczy jak zaklęty, a pokój społeczny kupuje za petrodolary.

Algieria należy do najmniej zaludnionych, ale przy okazji najbardziej zróżnicowanych zakątków świata.
Toufik Lerari/Flickr CC by SA

Algieria należy do najmniej zaludnionych, ale przy okazji najbardziej zróżnicowanych zakątków świata.

Na ulicy Mouiz Ibn Badis, w dawnej francuskiej willowej dzielnicy Poirson w Algierze, zmieniono niedawno słupy elektryczne, położono kostkę i nowy chodnik. To, że podczas robót ktoś przez pomyłkę odłączył pół dzielnicy od linii telefonicznej i Internetu, nikogo w gminie nie poruszyło. Wąska droga z widokiem na morze prowadzi przecież do nowej, niezamieszkanej jeszcze rezydencji 74-letniego prezydenta republiki Abdelaziza Boutefliki. Policjanci pilnujący posesji, która kryje się za wysokim białym murem, miło kłaniają się przechodniom. Kolejny spokojny poranek w Algierze.

Mimo fali rewolucji, jaka przechodzi przez arabskie kraje, w Algierii na razie nic się nie zmienia. Prezydent Bouteflika milczy jak zaklęty, a pokój społeczny kupuje za petrodolary. W grudniu 2010 r. Bank Algierii szacował narodowe rezerwy walutowe na 155 mld dol., a pięcioletni plan inwestycji publicznych zakłada wydanie 286 mld dol. Niedawno rząd dumnie zapowiedział, że przed 2014 r. skończy się budowa miliona nowych mieszkań. Projekty infrastrukturalne mają być motorem algierskiej gospodarki. Jednak na razie efektów nie widać, a przynajmniej nie czują ich zwykli Algierczycy.

Wszystko hogra

Jeśli wierzyć analitykom, wszystkie czynniki rewolucji już w Algierii zaistniały, tylko nie mogą się ze sobą sprzęgnąć. Od stycznia strajkują po kolei wszystkie grupy zawodowe: nauczyciele, lekarze, dziennikarze. Chcą lepszych płac. Są młodzi – 75 proc. Algierczyków ma dziś mniej niż 30 lat – ale też bezrobotni, sfrustrowani i bez perspektyw.

Algieria to drugi (po Sudanie) największy kraj Afryki. Mając powierzchnię ponad siedem razy większą od Polski i ok. 10 proc. mniej od nas ludności, Algieria należy do najmniej zaludnionych, ale przy okazji najbardziej zróżnicowanych zakątków świata. Algierski dialekt może najlepiej odzwierciedla mieszaninę arabskiej, berberskiej, ale też ze względu na lata kolonizacji francuskiej i hiszpańskiej tożsamości kulturowej.

Może też dlatego trudniej zjednoczyć Algierczyków. Zielone wzgórza Kabylii, gdzie większość ludzi nie zna arabskiego, nie mają wiele wspólnego z konserwatywnym Tiaretem czy pustynnym południem. Z Algieru jest bliżej do Londynu niż do Tamanrassetu, stolicy algierskich Tuaregów, czyli koczowników żyjących na Saharze z wypasu wielbłądów i kóz. Nic więc dziwnego, że Algierczyków ciągnie na północ. Marzeniem każdego nastolatka jest lepsze, bardziej kolorowe życie w Europie. Co roku setki młodych ludzi ryzykują emigrację. To, że wyprawa w małych łodziach, nawet pontonach, jest bardzo niebezpieczna i setki harragów, jak tu ich nazywają, toną w Morzu Śródziemnym, nikogo nie odstrasza. Bo w Algierii nie widać lepszych perspektyw.

Brakuje mieszkań socjalnych, a na kupno lokali po cenach rynkowych wiele osób po prostu nie stać. Często wielopokoleniowe rodziny mieszkają w małym M3. Wynająć mieszkanie też nie jest łatwo. Czynsze równają się miesięcznym pensjom, czasem zapłacić trzeba za rok z góry. Setki najbiedniejszych ofiar trzęsienia ziemi z 2003 r. nadal mieszkają w obozach przejściowych, które szybko przekształciły się w slumsy Algieru i innych miast nadmorskich. Dziś służby porządkowe burzą zlepione z kartonu domy, nie dając nic w zamian.

To hogra, mówią Algierczycy – przytłaczające poczucie niesprawiedliwości i prześladowania przez władze. Algierczykom wydaje się, że hogra jest wszechobecna. Policji pełno, a sprawiedliwości nie ma nigdzie – mówią. Hogra kryje się na przykład w algierskiej biurokracji, odziedziczonej po 132 latach francuskiej centralizacji, pogłębionej przez 30 lat arabskiego socjalizmu. By zapisać się na lekcje pianina w zwykłym domu kultury, trzeba dziś wypełnić dziewięć formularzy, załączyć akt urodzenia i zaświadczenie lekarskie. By pobiegać na dzielnicowym stadionie, formularzy trzeba wypełnić aż 12. Nieważne, że stadion stoi pusty. Rok więzienia za zapalenie trawki – hogra. Policjant pobił złodzieja – hogra. Korupcja, nepotyzm, nuda, bezrobocie – wszystko hogra.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną