Polskie cele wobec Libii

Jak pomóc, jak nie zaszkodzić
W Warszawie zapadła decyzja o czasowym przeniesieniu aktywności zawieszonej polskiej placówki dyplomatycznej w Trypolisie do Benghazi.

Za dwa miesiące Polska zaczyna prezydencję unijną. Według pierwotnych planów chciała uwagę partnerów ściągnąć na własne sąsiedztwo na Wschodzie. Tymczasem Radek Sikorski – jako pierwszy minister spraw zagranicznych – wylądował u rebeliantów libijskich w Benghazi, bo Unia otwiera tam wkrótce biuro techniczne i chce wesprzeć siły zrewoltowane przeciw Kadafiemu. Nasz kraj musi się przygotować do nowej roli, nie tylko zaznaczyć swą obecność w tym rejonie świata, ale i pomagać w rozwiązaniu konfliktu. To jasne. Polska uznaje Libijską Radę Narodową za „pełnoprawnego partnera politycznego do rozmów, reprezentanta aspiracji narodu libijskiego”.

W Warszawie zapadła decyzja o czasowym (do chwili wyzwolenia całego kraju) przeniesieniu aktywności zawieszonej polskiej placówki dyplomatycznej w Trypolisie (z ambasadorem) do Benghazi. W Benghazi działają już przedstawicielstwa siedmiu unijnych krajów. Jednakże nowi partnerzy sami przyznają, że mogą liczyć na 70, może 80 proc. Libijczyków, do prawdziwej stolicy – Trypolisu – dostępu nie mają, zaś eksperci wojskowi oceniają, że siły obu stron są wyrównane. Sytuacja zrobiła się patowa i pat może się przeciągać. Chcemy uniknąć dalszego rozlewu krwi i zniszczeń: trzeba wynegocjować porozumienie. Ale jak to osiągnąć, jeśli z Trypolisem najwyraźniej nie ma żadnych rozmów?

Podejmując interwencję w Libii założono dość pochopnie, że dni Kadafiego są policzone. Ogłoszono też, że każde rozwiązanie sytuacji obejmuje odejście Kadafiego, z góry zapowiadając ukaranie go za zbrodnie. To drugi błąd. Trzeba było pokazać mu drogę wyjścia, postawić warunki: przestaniesz strzelać i niszczyć – pozwolimy ci uciec, dostaniesz nawet pewne gwarancje. Może to nie jest moralne, ale tak się robi politykę i ratuje tysiące istnień, co jest chyba ważniejsze niż osobisty los dyktatora. Napływają też sygnały, że w Trypolisie są Libijczycy, funkcjonariusze państwowi niewielbiący wcale Kadafiego, ale w warunkach wojny nie mają sposobności porozumienia się z drugą stroną. Zamknięcie placówki w Trypolisie utrudniło niestety możliwość porozumienia z tymi środowiskami.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj