Rozmowa z Radosławem Markowskim o rewolucji arabskiej

Co poradzić Arabom?
Rozmowa z socjologiem Radosławem Markowskim o tym, jakie doświadczenia Europy Środkowej mogą przydać się nowym arabskim demokracjom i dlaczego w Polsce powinien był odbyć się drugi Okrągły Stół
Czy polityczny islam da się zaprosić do tworzenia arabskich demokracji? - zastanawia się  Radosław Markowski.
Mohamed Abd El Ghany/Reuters/Forum

Czy polityczny islam da się zaprosić do tworzenia arabskich demokracji? - zastanawia się Radosław Markowski.

Pytanie, co zrobią radykałowie, jeśli znajdą się poza nowym systemem?
Floris Van Cauwelaert/Flickr CC by SA

Pytanie, co zrobią radykałowie, jeśli znajdą się poza nowym systemem?

Zdaniem Radosława Markowskiego jeżeli  kraje arabskie wybiorą opcję prezydencką, to powinny postawić jednocześnie na system dwupartyjny.
Tadeusz Późniak/Polityka

Zdaniem Radosława Markowskiego jeżeli kraje arabskie wybiorą opcję prezydencką, to powinny postawić jednocześnie na system dwupartyjny.

Wawrzyniec Smoczyński: – Barack Obama wezwał Europę Środkową, by podzieliła się doświadczeniami transformacji z krajami arabskimi. Lech Wałęsa był już w Tunezji. Są jakieś podobieństwa między 1989 r. u nas a 2011 r. u nich?
Radosław Markowski: – Niewątpliwie w obu tych światach było poczucie oddalania się od krajów rozwiniętych. Arabowie, tak jak my 20 lat temu, zdali sobie sprawę, że wspieranie autorytarnych władców, którzy nie mają pomysłu na XXI w., to droga donikąd. Druga analogia to kryzys gospodarczy połączony z awansem edukacyjnym społeczeństwa.

Podobieństwa można też szukać w tzw. efekcie domina, czyli łańcuchowym upadku kolejnych reżimów, ale trzeba też zwrócić uwagę na różnorodność. Mówimy „wychodziliśmy z komunizmu”, ale mamy dziś doskonałe dowody na to, że wychodziliśmy z bardzo różnych komunizmów. Padł mit jednorodnego dziedzictwa leninizmu, bo rozbieżności między socjalizmem polskim i węgierskim z jednej strony a bułgarskim, czechosłowackim czy enerdowskim z drugiej były ogromne. Ale to rozwój wydarzeń w tych dwóch pierwszych krajach doprowadził do tego, że komunizm upadł. Podobną różnorodność widzimy dziś wśród rodzących się demokracji arabskich – Tunezja to zupełnie inny kraj niż Libia.

Skoro nasze drogi do demokracji były różne, co możemy tak naprawdę zaoferować młodym demokracjom arabskim?
O tym rozmawialiśmy niedawno na konferencji w Sofii. Bułgaria zaprosiła specjalistów od transformacji i ministrów spraw zagranicznych z Europy Środkowej, do tego przywódców ugrupowań i ruchów demokratycznych z krajów arabskich. Był też sekretarz generalny ONZ i sekretarz Rady Europy. Bułgarzy jeszcze przed nami wyczuli moment, że warto sprzedawać środkowoeuropejską demokrację.

Sprzedawać?
Na pewno nie narzucać jak Ameryka czy pouczać jak Europa Zachodnia. Europa Wschodnia nie występuje w paternalistycznej roli – jesteśmy do dyspozycji, żeby pomóc. Arabowie doskonale wiedzą, że mogą dowiedzieć się od nas więcej o transformacji niż od Francuzów czy Amerykanów. Rewolucja francuska to odległa historia, u nas przemiany nastąpiły zaledwie 20 lat temu. Koncepcja jest taka: my jesteśmy po to, żeby podpowiadać, wy róbcie z tym, co chcecie.

I jaka jest ta najważniejsza rada?
Że institutions matter, instytucje demokratyczne są czymś fundamentalnym. Zresztą budowanie instytucji to coś, czym arabscy uczestnicy konferencji byli najbardziej zainteresowani. Oni stoją teraz przed decyzjami ustrojowymi: system prezydencki czy parlamentarny? Jaka ordynacja wyborcza? Federalizm czy państwo unitarne? Jeśli federalizm, to według jakich kryteriów? Parlament dwuizbowy czy jednoizbowy?

Jaki ustrój możemy im doradzić jako mieszkańcy Europy Środkowej?
Unikać systemu prezydenckiego, stawiać na parlamentaryzm i myśleć pozytywnie o federalizmie, zwłaszcza w krajach zróżnicowanych etnicznie. Całe doświadczenie politologii pokazuje, że przy planowaniu ustroju trzeba unikać zbyt dużej liczby punktów weta. System checks and balances, równowagi władz i wzajemnej kontroli, działa tylko w Stanach Zjednoczonych. Wszędzie indziej taki system jest raczej źródłem problemów demokracji. Jeśli uznają, że kraj ma być federalny, to oczywiście dwuizbowy parlament, jeśli unitarny, to jednoizbowy jak na Węgrzech.

W Polsce mamy i prezydenta, i Senat, choć nie jesteśmy państwem federalnym. Ta nadmierna komplikacja jest zrozumiała historycznie – dziś już tego nie pamiętamy, ale podczas Okrągłego Stołu myśmy codziennie nasłuchiwali pomruków z Moskwy. Urząd prezydenta stworzono na wypadek, gdyby ci dowcipnisie z Kremla zdecydowali się znowu przyjechać i nam pomagać, żeby był ktoś do rozmowy z Sowietami. Mniej więcej do połowy lata 1989 r. Węgrzy szli za nami krok w krok. Ale jak tylko zobaczyli, że w Polsce nic złego się nie dzieje, powiedzieli: To niepotrzebne. Precz z prezydentem i senatem, robimy czysto kanclerski system.

Jeżeli ze względów kulturowych kraje arabskie skłonne będą wybierać opcję prezydencką, to powinny postawić jednocześnie na system dwupartyjny i dopilnować, by wybory parlamentarne i prezydenckie odbywały się jednocześnie. Tylko wtedy istnieje szansa, że prezydent jako głowa egzekutywy będzie miał poparcie większości w parlamencie. Przy systemie wielopartyjnym stanie się to, co w wielu krajach Ameryki Łacińskiej: prezydenci muszą notorycznie rozmawiać z dziesiątkami partii, niektórymi z poparciem na poziomie 2–3 proc., korumpować je i zajmować się ciągłym montowaniem większości zamiast prawdziwym rządzeniem.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną