Cuda polskiego księdza w Hawanie

Ksiądz wodzirej
W PRL był kimś na kształt wodzireja. Potem, na dwa miesiące przed ślubem, przyszło powołanie. I dziś Andrzej Borowiec jako salezjanin pracuje w Starej Hawanie.
Ksiądz Andrzej Borowiec (trzeci od lewej) ze swoimi podopiecznymi ze Starej Hawany.
Archiwum Salezjańskie Ośrodka Misyjnego/AN

Ksiądz Andrzej Borowiec (trzeci od lewej) ze swoimi podopiecznymi ze Starej Hawany.

Dramaty rodzinne na Kubie to standard.
Adam Jones, Ph.D./Flickr CC by SA

Dramaty rodzinne na Kubie to standard.

Kubańczycy, są wzorem, na którym można się uczyć sterylnej czystości. Wypucowani, stroje zawsze świeże i wyprasowane, każdego dnia inne, choć zdobycie mydła czy ubrania nie jest łatwe.
jennicatpink/Flickr CC by SA

Kubańczycy, są wzorem, na którym można się uczyć sterylnej czystości. Wypucowani, stroje zawsze świeże i wyprasowane, każdego dnia inne, choć zdobycie mydła czy ubrania nie jest łatwe.

Beztroskie dzieciństwo na Kubie szybko się kończy.
Adam Jones, Ph.D./Flickr CC by SA

Beztroskie dzieciństwo na Kubie szybko się kończy.

U księdza Andrzeja w holu stoi fortepian koncertowy Steinway. Instrument ma wspaniałe brzmienie. Należał do kogoś z bogatych mieszkańców Hawany, ale nie tych najbogatszych, bo ci nie mieszkali w Starej Hawanie. Ten ktoś po rewolucji pozostawił instrument i odjechał z tym, co łatwo mógł zabrać. Jakim sposobem fortepian trafił do księdza? Widać zrządzeniem losu. Bo przed seminarium ksiądz Andrzej był muzykiem i organizatorem imprez kulturalno-rozrywkowych w PRL. Zarabiał na tyle dobrze, że wybudował mieszkanie dla przyszłej rodziny. Wyposażył je we wszystko. Kupił nawet ubranka dla dziecka. Powołanie przyszło na dwa miesiące przed ślubem.

Teraz ma wiele dzieci, bo z nimi pracuje. Kiedy wychodzi na ulicę, wszyscy wyciągają ręce w pozdrowieniu. Nawet policjantka, bo jej córka chodzi do księdza na lekcje tańca. Są u niego różne zajęcia: fotografii, montażu filmowego, malarstwa, angielskiego, rękodzieła artystycznego czy religii, jeśli ktoś byłby zainteresowany. Ksiądz zbiera kamienie koralowe na plaży, robi klej ze styropianu i benzyny, bo kleju jako takiego dostać nigdzie nie można, a dzieci budują ogródki na tych kamieniach, ozdabiając drzewka koralikami. Kiedyś najwięcej osób przychodziło na lekcje programowania, ale od kiedy uczniowie ukradli sześć komputerów, ksiądz ograniczył te spotkania. Pozostałe komputery stoją dziś zamknięte na kłódki.

Dramaty rodzinne to standard

To jest kryminogenne środowisko, salezjanin wie, co to znaczy, bo zanim przyjechał do Hawany, pracował przez 10 lat w polskich więzieniach. Tu matka potrafi wyprowadzić w nocy z bramy 14-letnią dziewczynkę i zaoferować ją cudzoziemcowi za dolara. Pewnie, że prostytucja kwalifikowana też w Hawanie istnieje, i to może w większym stopniu niż kiedyś. Prostytutka wchodząc do hotelu musi zapłacić portierowi 80 dol. Więc ile musi zarobić, żeby wyjść na swoje?

Ksiądz odwiedza okoliczne rudery, żeby parafianie wiedzieli, że nie są sami. Dramaty rodzinne to standard. W jednym pomieszczeniu 2 na 3 m mieszka sześć osób z trzech pokoleń. Babcia śpi na ulicy, żeby noc w łóżkach spędzili młodsi, którzy chodzą do szkoły i do pracy. Babcie wyśpią się w dzień, kiedy młodzi pójdą do swoich zajęć.

Młodzi wykształceni ludzie nie mają co robić ze swoim wykształceniem. Dlatego kiedy kilka lat temu Bush junior powiedział coś o seksturystyce na Kubie, Fidel Castro odwarknął, że „nastolatki może rzeczywiście się puszczają, ale są to najlepiej wykształcone puszczalskie na świecie”. Wśród znajomych księdza są lekarki i prawniczki po studiach, które dorabiają nocami. Odwiedzana po kolędzie matka się skarży: syn jest złodziejem, córka przyprowadza klientów do domu i się nie krępuje, a ona, matka, nic nie może zrobić, bo przecież nie pójdzie z donosem do Komitetu Obrony Rewolucji. Ksiądz, nawiasem mówiąc, ma dobre stosunki z szefem dzielnicowego komitetu. Kiedy przez cztery dni nie ma wody, ksiądz idzie do niego, żeby ten poszedł na skargę do Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Kuby. I beczkowóz przyjeżdża.

Salsa u księdza

Kościół księdza Andrzeja Borowca żyje. I on żyje tym, co robi. Jest dziś wodzirejem w innym sensie. Kiedy przybył do Hawany, miał 3 dol. Wszystko, co tu urządził lub kupił – studio nagrań, aparaturę (czeka w kolejce na nagrania kilkanaście zespołów), kamery, instrumenty muzyczne – zorganizował własnym sumptem. Sprowadził okrężną drogą konsolę do miksowania. Kiedy wiózł kable, zabrali mu je na lotnisku. Ale i z tym, co udało mu się zorganizować, szkraby tańczą u niego klasykę i salsę. Dziewczynki z pierwszej klasy szkoły podstawowej uczestniczą w pokazach mody i zachowują się na wybiegu jak rasowe modelki z typowymi ruchami głową i biodrami, jak gdyby podpatrywały prawdziwe spektakle projektantów i Naomi Campbell. Dzieci dostają po bułce i szklance soku dziennie. Bywa w niektórych przypadkach, że jest to zarazem śniadanie, obiad i kolacja.

Pensja średnia w Polsce to około tysiąca dolarów miesięcznie, a pensja średnia na Kubie – 18 dol., jak w PRL.

Chrześcijaństwo ma na Kubie dość płytkie korzenie. Bardzo silne są natomiast wpływy voodoo oraz synkretyzm katolicyzmu z wierzeniami plemiennymi Joruba z Nigerii. Pod ceibą, świętym drzewem Kuby, jedynym, którego oprócz palmy królewskiej nie zdoła powalić czy wyrwać z korzeniami cyklon, tuż u stop Kapitolu, który jest repliką takiej samej budowli z Waszyngtonu, jako dary leżą: aparat fotograficzny, zdechłe żółwie, łeb kury, czasami łeb świni (to rozrzutność, bo łeb świni jest jadalny i nade wszystko smaczny), owoce różnego rodzaju. Czasami dary pod świętym drzewem składane są w workach foliowych, wtedy nie wiadomo, co tam jest. Nie wolno tego rozpakowywać, bo święte, a tego, co leży na widoku i śmierdzi, też nie wolno tknąć, bo tak samo święte.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną