Strefa Gazy bez tuneli?

Na ziemi i pod ziemią
Przez 25 lat podziemne tunele ratowały gospodarkę Strefy Gazy. Ale rewolucja w Egipcie i tu wprowadza rewolucyjne zmiany.
Tunele prowadzą zwykle z piwnic domów po jednej stronie granicy do piwnic domów po drugiej stronie.
Wissam Nassar/Xinhua/EAST NEWS

Tunele prowadzą zwykle z piwnic domów po jednej stronie granicy do piwnic domów po drugiej stronie.

Podziemne tunele jeszcze niedawno były wykorzystywane głównie do przemytu broni. Dzisiaj, coraz częściej przemyca sie niemi żywność, artykuły codziennego użytku i materiały budowlane.
Marius Arnesen/Flickr CC by SA

Podziemne tunele jeszcze niedawno były wykorzystywane głównie do przemytu broni. Dzisiaj, coraz częściej przemyca sie niemi żywność, artykuły codziennego użytku i materiały budowlane.

Abu Abed, 48-letni Beduin ze szczepu Cawalha, mąż dwóch żon i ojciec ośmiorga dzieci, stoi przed drzwiami swego domu w obozie uchodźców Kanada koło Rafah i głośno klnie. Gniewnym ruchem podsuwa reporterom pod nos ostatnie wydanie miejscowej gazety z wiadomością o otwarciu przejścia granicznego z Egiptu do Strefy Gazy. Sąsiedzi kiwają głowami z fałszywym współczuciem. Tunelarze, jak ich tu nazywają, mimo że w dużej mierze ratują podupadłą gospodarkę Gazy, nie cieszą się sympatią jej mieszkańców. Abu Abed i jego wspólnik po egipskiej stronie granicy są właścicielami kilku tuneli, którymi przemycali kiedyś materiały wybuchowe i pistolety maszynowe kałasznikow.

Od kilku lat, gdy Gaza stała się jednym wielkim magazynem broni, a ceny tego towaru spadły drastycznie, przerzucili się na transport żywności, materiałów budowlanych, leków, a nawet rozebranych na części samochodów i maszyn rolniczych. Im szczelniejsza była blokada Strefy, tym lepiej kwitły interesy tunelarzy. Na budowę każdego tunelu inwestorzy musieli wysupłać ponad 100 tys. dol. gotówką, ale dzienny zysk nigdy nie spadał poniżej 20 tys. dol.

Abu Abed, mężczyzna niepozornej postury, ubrany w drelichowy kombinezon, z kraciastą arafatką owiniętą wokół głowy, jest dzisiaj prawdziwym milionerem. Jednym z kilkuset żyjących w ponad 1,5-mln społeczeństwie uchodźców palestyńskich, w większości wegetujących na granicy nędzy. W kwietniu zainwestował ćwierć miliona w drążenie nowoczesnego 1500-metrowego tunelu przeznaczonego do transportu paliw. 15 m pod ziemią biegnie rurociąg, zainstalowano już oświetlenie i łączność telefoniczną. W budowie jest wentylacja. I co? I wszystko na nic.

Im gorzej, tym lepiej

Wkrótce po otwarciu granicy między Strefą Gazy a Egiptem cysterny z benzyną i olejem napędowym będą przejeżdżały swobodnie szosą wiodącą z egipskich dzielnic liczącego 60 tys. mieszkańców Rafah do obozów uchodźców Rafah i Kanada, a stamtąd do miasta Gaza. Abu Abed, dla którego polityka „im gorzej, tym lepiej” stanowiła podstawę biznesu, stanie na skraju bankructwa. Tylko władze Hamasu nie stracą grosza. Zamiast nieoficjalnego haraczu, legalnie pobierać będą cło i akcyzę. Dobry interes już dzisiaj robią właściciele autobusów. Od 29 maja – po raz pierwszy od lat – mieszkańcy Gazy mogą swobodnie przekraczać granicę. Tylko mężczyźni w wieku od 18 do 40 lat muszą mieć wizę. Tysiące ludzi korzysta z okazji. Większość jedzie na zakupy. Niektórzy tylko po to, aby po latach izraelsko-egipskiej blokady wyrwać się z najgęściej na świecie zaludnionego obszaru, odetchnąć świeżym zagranicznym powietrzem.

W czerwcu 2007 r. fundamentalistyczny Hamas opanował Strefę Gazy i przejął władzę nad mieszkającymi tam Palestyńczykami. Nastąpiło to dwa lata po usunięciu z Gazy wszystkich izraelskich osiedli i przekazaniu pełni władzy Autonomii Palestyńskiej. Po przewrocie wszyscy funkcjonariusze prezydenta Mahmuda Abbasa zostali wypędzeni, aresztowani lub postawieni pod ścianą. Abbas odpowiedział rozwiązaniem rządu koalicyjnego i wprowadził stan wyjątkowy. W praktyce oznaczało to, że okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegiem zarządzał świecki palestyński Fatah, a w Gazie pełnia władzy skupiała się w rękach Ismaila Haniji, przywódcy islamskiego Hamasu – sterowanego przez Biuro Polityczne urzędujące w syryjskim Damaszku.

Początkowo ludność Strefy Gazy przyjęła tę zmianę z radością. Uważano, że rząd Arafata (a po jego śmierci Abbasa) jest skorumpowany i dba wyłącznie o własne interesy. Natomiast Hamas pochylał się nad zwykłym człowiekiem i wyciągał do ludu czyste ręce. Nikt w obozach uchodźców nie przewidział, że ręce te potrafią ścisnąć za gardło potencjalnych przeciwników, że szariat, czyli prawo koraniczne, będzie narzucane siłą, że sądownictwo cywilne zastąpią sądy wojskowe. Według ostatniego komunikatu Palestyńskiego Ośrodka Praw Człowieka od dnia przewrotu wydano 93 bezpodstawne wyroki śmierci, a tylko w tym roku zawisły na szubienicy kolejne cztery niewinne osoby. Ostatnia ofiara to 26-letni Fadel Msallam Szaluf oskarżony o szpiegostwo na rzecz niezidentyfikowanego kraju. Porwany ponad rok temu przez służby bezpieczeństwa w Rafah został zabity w Gazie 31 maja 2011 r.

Tunel - podtawa gospodarki

Jednak nie brutalne rządy Hamasu stanowią główny powód rozgoryczenia ludności. Znacznie bardziej doskwierała im izraelsko-egipska blokada. Rząd Hosniego Mubaraka, obawiający się importu fundamentalistycznej ideologii opartej na założeniach Bractwa Muzułmańskiego, zamknął hermetycznie jedyne istniejące przejście graniczne w Rafah. Równocześnie Izraelczycy, w odwecie za ostrzeliwanie ich osiedli, zamknęli cztery inne przejścia. Blokada uniemożliwiła też mieszkańcom Gazy pracę w Izraelu. Pozbawiony surowców lokalny przemysł i budownictwo zamarły niemal całkowicie, powodując dramatyczny wzrost bezrobocia. Licznym mieszkańcom Strefy głód zajrzał w oczy. A trzeba pamiętać, że ponad połowa mieszkającej tam ludności to dzieci do lat 15.

Równocześnie wpisanie Hamasu na listę organizacji terrorystycznych pozbawiło Strefę Gazy amerykańskich i unijnych dotacji – płynących za to swobodnie na Zachodni Brzeg, który dzięki nim przeżywał rozkwit gospodarczy. Dotacje zostaną wznowione, jak tylko Hamas uzna prawo państwa żydowskiego do egzystencji na Bliskim Wschodzie. Obecnie toczą się pertraktacje dotyczące utworzenia wspólnego rządu palestyńskiego. Kiedy zostanie wyłoniony, ma zasiąść do rozmów pokojowych z rządem premiera Beniamina Netanjahu. Naciska na to Biały Dom. Ale Hamas nadal nie chce skreślić ze swego manifestu politycznego paragrafu dotyczącego zniszczenia Izraela. Eksperci twierdzą, że bez materialnej pomocy Iranu władza w Gazie nie jest w stanie utrzymać nawet własnego aparatu rządzenia.

Jedyną prosperującą dziedzinę gospodarki od lat stanowiły tunele drążone głęboko pod powierzchnią ziemi i zaopatrujące Strefę Gazy w towary masowo przemycane z Egiptu. Początkowo nieliczne, prowadziły z piwnic domów po jednej stronie granicy do piwnic po drugiej. Na powierzchni nie zostawiały żadnych śladów. Budowane w sposób prymitywny, bez stropów, umocnień i odpowiedniej wentylacji, często stawały się grobem dla pracujących tam ludzi, na ogół dzieci. Pierwsze tunele powstały już w latach 80., gdy Strefę Gazy okupowało izraelskie wojsko.

Z biegiem czasu, gdy interes stawał się coraz bardziej intratny, zamożni przedsiębiorcy i szefowie klanów rodzinnych zaczęli inwestować w branżę tunelową i zarabiali jeszcze więcej. Szacuje się, że dotychczas wydrążono ponad 1200 tuneli. Ich właściciele nie trudnią się handlem, lecz wynajmują je zainteresowanym za odpowiednią dniówkę lub za procent od wartości przetransportowanych dóbr. Za przemycanych ludzi płaci się tysiąc dolarów od głowy. Po stronie egipskiej tunele wciąż jeszcze są nielegalne; Hamas postanowił jednak skorzystać z koniunktury i zalegalizował proceder. Teraz pobiera 3 tys. dol. za samo zezwolenie na budowę tunelu. Przed otwarciem przejścia w Rafah egipski dziennik „Al Ahram” oceniał liczbę zatrudnionych w tym biznesie na 70 tys.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną