Proces Tymoszenko - prawo czy niesprawiedliwość ?

Diabelna Julia
Oskarżenie i rozprawa sądowa Julii Tymoszenko niewiele mają wspólnego z walką z korupcją. Za to z walką polityczną, owszem, bardzo dużo.
Julia jest wciąż postacią nr 2 na Ukrainie i Wiktor Janukowycz boi się, że Tymoszenko powróci do gry.
Wiktor Dabkowski/eyevine/EAST NEWS

Julia jest wciąż postacią nr 2 na Ukrainie i Wiktor Janukowycz boi się, że Tymoszenko powróci do gry.

Oligarcha Dymitro Firtasz – zwolennik prezydenta Wiktora Janukowycza i zagorzały wróg Julii Tymoszenko.
ITAR-TASS/Forum

Oligarcha Dymitro Firtasz – zwolennik prezydenta Wiktora Janukowycza i zagorzały wróg Julii Tymoszenko.

Zwolennicy Tymoszenko protestują w Kijowie przeciwko jej aresztowaniu.
Gleb Garanich/Reuters/Forum

Zwolennicy Tymoszenko protestują w Kijowie przeciwko jej aresztowaniu.

Proces liderki partii BJuT i byłej ukraińskiej premier toczy się przed sądem rejonowym w Kijowie. Julii Tymoszenko grozi do 10 lat więzienia za – jak to ujęto – nadużycie władzy przy podpisywaniu niekorzystnych umów gazowych z Rosją w 2009 r. Jej działanie, jak twierdzą oskarżyciele, było szkodliwe i naraziło Ukrainę na wielomilionowe straty. Tymczasem proces, a zwłaszcza aresztowanie Tymoszenko może ściągnąć na Kijów poważne kłopoty w relacjach z Brukselą.

Od rozpoczęcia procesu w sądzie toczy się permanentna awantura. Sędzia, którego Julia zresztą jawnie lekceważy, już raz usunął z sali samą podsądną (akt oskarżenia czytano bez jej udziału), jej zwolenników, dziennikarzy. Aż w końcu przychylił się do żądania prokuratury, by aresztować Tymoszenko za utrudnianie „dojścia do prawdy gazowej”. Prokurator Lilia Frołowa uważa, że zachowanie byłej premier „nie pozwala na przestrzeganie norm proceduralnych”, bo podsądna dwukrotnie spóźniła się na rozprawę i może się na nią ostatecznie nie stawić. Takiej decyzji, mimo wszystko, nie spodziewano się w Kijowie: przed gmachem sądu doszło do bójki zwolenników Julii z milicją. Obserwatorzy uważają, że władza, robiąc z Tymoszenko męczennicę, sama sobie szkodzi: Leonid Kuczma, zamykając ją do więzienia, wykreował pomarańczową księżniczkę. Jaki będzie efekt tym razem i dlaczego zdecydowano się na drastyczny krok? Wreszcie – spekulują – kto za tym stoi, Moskwa czy tylko prezydent Janukowycz? Natalia Korolewska, młoda deputowana BJuT z Ługańska, już zapowiedziała: nie oddamy naszej liderki, wyprowadzimy ludzi na Majdan, nie damy się skłócić.

To Wiktor Janukowycz nakazał szybko osądzić Julię Wołodymyriwną – mówi deputowany BJuT Andrij Pawłowskij, niemal siłą wypchnięty z sądu. – Osobiście wydał polecenie, żeby wsadzić Julię do więzienia w sierpniu. Ukraińcy są na urlopach, teraz można łamać prawo bezkarnie – dodaje.

Przed sądem każdego dnia zbiera się spory tłum. Proces w zamyśle miał być otwarty, transmitowany nawet przez telewizję, ale władza szybko doszła do przekonania, że Julia Tymoszenko wykorzystuje każdą okazję, by zwiększyć swą popularność.

Jest jak zawsze sprytniejsza, inteligentna, może nawet bardziej, po kobiecemu, przebiegła. Wygląda nobliwie, ale też sprawia wrażenie delikatnej i kruchej: ludzi to porusza. Transmisji więc zaprzestano.

Groźna liderka

Julia jest wciąż postacią nr 2 na Ukrainie i Wiktor Janukowycz boi się, że Tymoszenko powróci do gry. W wyborach prezydenckich (w lutym 2010 r.) przegrała zaledwie 3,5-proc. różnicą głosów. Jest utożsamiana z partią Batkiwszczyna. A dla Ukraińców ważna jest osoba lidera, taka personalizacja decyduje podczas głosowania. Wybory parlamentarne już za rok. I to jest właśnie powód postawienia Tymoszenko przed sądem: z wyrokiem skazującym będzie wyeliminowana z udziału w wyborach. Bez niej jej partia nie może liczyć na wysokie poparcie. I o to chodzi Janukowyczowi – parlament bez Julii i bez opozycji, na której czele stoi, to jego upragniony cel.

Trzeba się cofnąć do początku 2009 r. 1 stycznia Gazprom wstrzymał dostawy gazu na Ukrainę, która nie zdążyła podpisać kolejnej umowy gazowej (obowiązywało memorandum na dostawy gazu, ale Gazprom je zlekceważył). Rozpoczęła się kolejna wojna gazowa, jednak tym razem groźniejsza i spektakularna, bo od 7 stycznia 2009 r. gaz przestał płynąć tranzytem także do Europy.

Odcięcie paliwa groziło krajowi katastrofą, zniszczeniem systemu ciepłowniczego, wielomilionowymi stratami. Właśnie dlatego Ukraina wstrzymała tranzyt rosyjskiego gazu do Europy. Zachód, który wówczas nie znał detali i wiedział o gazie tyle, że sobie płynie, był w szoku. Komunikat wysłany przez ukraińską państwową firmę Naftohaz, że tranzyt jest niemożliwy z przyczyn technicznych, wyglądał na zwykły wykręt, utwierdzający jedynie o winie Ukrainy w konflikcie. Wyszło, że Ukraina robi trudności, Kijów był krytykowany przez europejskich przywódców.

My natomiast pierwszy raz w historii byliśmy zmuszeni do rewersu gazu w naszych gazociągach – mówił Bohdan Sokołowski, doradca w sprawach energetycznych ówczesnego prezydenta Wiktora Juszczenki. To oznaczało, że gaz nie płynął ze wschodu na zachód, jak normalnie, lecz z zachodu na wschód, przepompowywany z magazynów do wschodnich obwodów Ukrainy, donieckiego, ługańskiego, dniepropietrowskiego i odeskiego. Bez tego manewru stanąłby przemysł, metalurgiczny, a zwłaszcza chemiczny, a ukraiński wschód to najbardziej uprzemysłowiony region kraju. I najgęściej zaludniony, czyli groźny. Miliony ludzi pozbawionych ciepła stać w desperacji na wiele.

Deputowany Wołodymyr Ariew z BJuT podkreśla, że to był szantaż premiera Rosji Putina i Julia Tymoszenko, która pojechała do Moskwy negocjować nową umowę gazową, działała pod niewyobrażalną presją. Negocjacje trwały całą noc, a Ukraina i Europa wstrzymywały oddech. Bruksela zresztą, już po poprzednim gazowym konflikcie na linii Kijów–Gazprom, namawiała do urynkowienia cen gazu i wprowadzenia realnych rozliczeń między kontrahentami, Ukrainą i Rosją.

Julia, negocjując z Putinem, zawarła umowę na 10 lat. Oba kraje miała obowiązywać europejska formuła ustalania cen surowca i taryf za tranzyt. Po roku Ukraina powinna kupować gaz po cenach europejskich. W 2009 r. dostała jeszcze łaskawie 20-proc. ulgę, ale nie za darmo: w zamian zadeklarowała, że nie podniesie cen za tranzyt przez swoje terytorium. Ale jak zwykle diabeł tkwił w detalach: umowy długo nie ujawniano, już wówczas budziła wiele wątpliwości, tak jak mało przejrzyste negocjacje. Nie było jasne, ile faktycznie ma kosztować gaz, od jakiej kwoty odlicza się ulgi. Dopiero później okazało się, że ta cena to 450 dol. za 1000 m sześc. paliwa. Dziś prokuratura zarzuca byłej szefowej rządu, że cena za wysoka.

Zemsta oligarchów

Wtedy jednak sensacyjnym clou umowy było odsunięcie pośrednika w handlu między Gazpromem i Naftohazem Ukrainy, firmy RosUkrEnergo (RUE), utworzonej zresztą podczas poprzedniego kryzysu gazowego. Tymoszenko nieustannie krytykowała RUE, spółkę zarejestrowaną w Szwajcarii, notowaną na wiedeńskiej giełdzie, należącą w połowie do Gazpromu, a w połowie do ukraińskich oligarchów Iwana Fursina i Dymitra Firtasza. Firtasz, dziś kontrolujący największe zakłady branży chemicznej, właściciel banku, słynący z wielu nie zawsze przejrzystych przedsięwzięć w kraju i za granicą, mocno popiera Partię Regionów i samego Janukowycza. Zgodnie z umową ukraiński Naftohaz miał spłacić dług RUE wobec Moskwy – 1,7 mld dol., ale też przejąć 11 mld m sześc. gazu, zmagazynowanego w ukraińskich zbiornikach.

Firtasz stracił krociowe zyski za pośrednictwo, Julia tryumfowała, ale jej zwycięstwo nie trwało długo. Przyszły przegrane wybory prezydenckie, a Dymitro Firtasz, jeden z najbogatszych ludzi na Ukrainie, wystąpił do sądów krajowych i arbitrażu w Sztokholmie. Miał wsparcie nowego prezydenta Janukowycza i rządu, który niespodziewanie wziął jego stronę. Specjaliści twierdzą, że kraj stracił na tym blisko miliard dolarów, Firtasz, który w arbitrażu wygrał, zarobił jakieś 3 mld. Szef Naftohazu trafił do więzienia, a Julia Tymoszenko przed sąd.

Przy okazji przypomniano sobie o jej dawnych gazowych interesach i długach, jakie miała rzekomo wobec rosyjskiego MON, ponad 400 mln dol. W Rosji trwało postępowanie przeciwko niej, wydano nawet list gończy, Julia – już jako premier – obawiając się aresztowania, nie jeździła do Moskwy. Stąd podejrzenie, że w tle zawartej z Moskwą umowy gazowej były jej prywatne niejasne interesy, jakieś korupcyjne pieniądze pozwalające wyrównać rachunki.

Tymczasem portal Wikileaks ujawnił, że Firtasz uważał ją za główne zagrożenie dla swego biznesu. I nie krył pogardliwego stosunku do premier Tymoszenko. Portal cytował też depeszę amerykańskiego ambasadora w Kijowie: Firtasz twierdził w rozmowie z nim, że „Tymoszenko współpracowała z Rosją mając za cel likwidację jego firmy oraz przytoczył przykłady, które miały udowodnić jej ustępstwa polityczne na rzecz Rosji, czynione dla uzyskania poparcia Moskwy”.

Julia Tymoszenko często powtarzała, że o handlu gazem wie wszystko. To bardzo prawdopodobne, sama przecież dorobiła się na biznesach energetycznych, dołączając do grona najbogatszych Ukraińców.

W 1991 r., w niepodległej już Ukrainie, Julia i jej mąż Oleksandr Tymoszenko robili naprawdę wielkie interesy: on negocjował rządowe kontrakty za granicą, pobierając gigantyczne prowizje. Ona najpierw pracowała w rodzinnej korporacji Transport, wchodzącej w skład przedsiębiorstwa Zjednoczone Systemy Energetyczne Ukrainy, potem została dyrektorem firmy Ukraińska Benzyna. W tym okresie zaprzyjaźniła się z Pawłem Łazarenko, gubernatorem Dniepropietrowska, a później premierem kraju.

Za sprawą Łazarenki Oleksandr Tymoszenko został szefem Zjednoczonych Systemów, a Julia stanęła na czele spółki United Energy Systems Ltd, zarejestrowanej w Londynie. Ta inwestowała za granicą zyski firmy, kierowanej przez męża Julii, oraz sprzedawała rosyjski gaz – jak mówiono – kradziony z rurociągów biegnących przez Ukrainę. Przez dwa lata sama była prezesem ZSEU (ukr. JESU). Tymoszenko kupowała też gaz po cenach „rosyjskich”, a sprzedawała po światowych ukraińskim państwowym przedsiębiorstwom, które miały nakaz premiera, by kupować od niej. Gospodarka ukraińska katastrofalnie się zadłużyła, w efekcie Rosjanie chcieli – w rozliczeniu – przejąć cały system energetyczny. – Jeśli ukraiński dług za gaz wynosił 1,7 mld dol., to część z tego została w kieszeni Julii – mówi jeden z ekonomistów zajmujących się branżą gazową. Choć prezydent Kuczma bardzo się starał, nigdy niczego jej nie udowodniono.

Dalej od Europy

Jej pierwsze uderzenie, gdy została panią wicepremier w rządzie Juszczenki w 1999 r., trafiło w klan kijowski (Miedwiedczuk – Surkiz), kontrolujący elektroenergetykę. Zakręciła też kurek czerpiącym nielegalne dochody ze sprzedaży gazu. Zabroniła rozliczeń barterowych.

Uderzała celnie, oligarchowie donieccy nienawidzą jej równie silnie jak kijowscy. W Doniecku straszono Julią niczym diabłem.

Panuje przekonanie, że oba klany połączyła nienawiść do Julii, dlatego tak zdecydowanie popierały wspólnie kandydaturę Wiktora Janukowycza.

Dziś fachowcy przyznają, że umowa gazowa z Rosją, zawarta w 2009 r., nie była do końca zrozumiała. Ale czy na Ukrainie są interesy czyste jak łza i transparentne? Czy takie umowy są w branży gazowej? – pytają retorycznie.

Na Ukrainie korupcja kwitnie na każdym szczeblu. Dlatego zapewnienia prezydenta Janukowycza, że proces Julii to właśnie akt walki z korupcją, można włożyć między bajki. Dotychczas żaden z urzędników nie został skazany za korupcyjne zachowania, a fortuny zbite na tym procederze rosną bez przeszkód. Jak mówi Andrij Portnow, ukraiński publicysta, przebieg i wynik procesu będzie miał decydujący wpływ na dalszy rozwój systemu politycznego na Ukrainie. – Jeżeli zostanie zrealizowany scenariusz wyroku skazującego dla Tymoszenko, będzie to dowodem, że Ukraina oddala się coraz bardziej od standardów europejskich. Więzienie dla Tymoszenko to kolejny ruch obliczony na wyeliminowanie przeciwnika – mówi.

Bo proces byłej premier wpisuje się w cały ciąg zdarzeń zmierzających do konsolidacji władzy prezydenta Janukowycza. Można je uporządkować: najpierw powołanie koalicji większościowej w Radzie Najwyższej w sposób sprzeczny z konstytucją i akceptacja tego aktu przez Sąd Konstytucyjny. Następnie zmiana konstytucji i powrót do ustawy zasadniczej sprzed pomarańczowej rewolucji. Wreszcie – wybory lokalne, przeprowadzone w taki sposób, by zapewnić dominację partii rządzącej. A teraz oskarżenie i proces Tymoszenko: dziś, gdy wiadomo, że notowania Partii Regionów gwałtownie spadają, ludzie są rozczarowani rządami i prezydenturą niebieskich.

Nawet na wschodzie, gdzie ten powrót do władzy witano entuzjastycznie, poparcie jest dziś znikome. I na południu kraju, gdzie Janukowycz wygrał zdecydowanie, dziś niebieskich popiera zaledwie 13 proc. Ukraińców. Nastroje antyrządowe, jakie – z różnych zresztą powodów – ogarnęły Ukrainę, sprawiają, że ludzie zwracają się ku Tymoszenko. Nie pojawiła się żadna nowa siła polityczna (i chyba już się nie pojawi przed wyborami), która mogłaby rywalizować z jej ugrupowaniem.

Deputowany Andrij Pawłowskij uważa, że dalszy bieg wydarzeń zależy od Brukseli: – Bo ta władza rozumie jedynie język siły – podkreśla. Liczą się dwie sprawy: swoboda wizowa dla rodzin polityków partii władzy i postawa europejskich banków, które mogłyby zablokować konta ukraińskich polityków i oligarchów. Tylko to może władzę zaboleć.

Kijów deklaruje, że chciałby podpisać umowę o wolnym handlu oraz stowarzyszeniową z UE do końca tego roku, korzystając z polskiej prezydencji. To byłby prezent dla Partii Regionów, mogłaby obiecywać w kampanii, że Ukraińcy będą żyć jak obywatele zjednoczonej Europy. Alternatywą jest życie takie jak w Rosji.

Korzyści z umowy stowarzyszeniowej są jednak mgliste. Za to Moskwa gładko przedstawia, ile miliardów dolarów Kijów zyska, przystępując do wspólnego obszaru celnego Rosja–Białoruś–Kazachstan.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną