Wybuch gniewu na wyspach brytyjskich

Rewolucja rozbójników
Londyn wybuchł. Grupy młodych, na ogół zamaskowanych ludzi, podpalających domy, samochody, rabujących sklepy. Co to było? Rewolta, zadyma, brutalny festyn? Demonstracja? Ale czego? Pytania dramatyczne – nie tylko dla Anglików.
Ealing, zachodnia część Londynu. Bunt, nawet taki jak ten, bez haseł, bez liderów, bez konkretnej twarzy – bo rozrabiali i biali, i kolorowi – jest objawem głębszej, przewlekłej choroby.
Toby Melville/Reuters/Forum

Ealing, zachodnia część Londynu. Bunt, nawet taki jak ten, bez haseł, bez liderów, bez konkretnej twarzy – bo rozrabiali i biali, i kolorowi – jest objawem głębszej, przewlekłej choroby.

Boris Johnson zwykle nie daje się przegadać. Tym razem burmistrz Londynu milczał, a zwykli londyńczycy krzyczeli: Czemu nikt nas nie chroni przed zadymiarzami?! Zaczęło się od Londynu, rozlało na Anglię: Birmingham, Manchester, Liverpool. Duże i mniejsze miasta, robotnicze i uniwersyteckie. Szok, przerażenie. Wstyd i upokorzenie. Za rok w Londynie ma się odbyć olimpiada, kilka tygodni temu cały świat podziwiał królewski ślub w katedrze westminsterskiej, teraz patrzy, jak dumna Brytania drży w posadach.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną