Rośnie przemyt dzikich zwierząt

Dziki handel
Tygrys w walizce, setki żółwi poupychane w kartonach, tukany ukryte w skarpetkach. W wakacje kwitnie nielegalny handel dzikimi zwierzętami. Szacuje się, że to drugi, po handlu narkotykami, najbardziej intratny rodzaj przemytu.
Z roku na rok coraz więcej gatunków ląduje na liście zagrożonych wyginięciem. W 2010 r. było ich ponad 18 tys.
Jamil Bittar/Reuters/Forum

Z roku na rok coraz więcej gatunków ląduje na liście zagrożonych wyginięciem. W 2010 r. było ich ponad 18 tys.

Od 5 do 20 mld dol. – na tyle wylicza się wartość nielegalnego handlu dzikimi zwierzętami. Na czarnym rynku żywa ara błękitna potrafi kosztować nawet 90 tys. dol., a sproszkowany róg nosorożca często osiąga wyższe ceny za gram niż kokaina czy złoto. Kary zaś są stosunkowo niewielkie. W Singapurze za przemyt egzotycznych zwierząt grozi do dwóch lat więzienia lub grzywna wysokości 50 tys. dol. singapurskich (około 115 tys. zł). W Malezji do trzech lat więzienia i ok. 95 tys. zł grzywny. To niewiele w porównaniu z tym, co może czekać przemytnika narkotyków: śmierć w Singapurze i Malezji czy wieloletnie więzienie w niektórych krajach Ameryki Południowej.

Trudno się więc dziwić, że intratny, a mało ryzykowny nielegalny handel dzikimi zwierzętami zyskuje na popularności. Tym bardziej że robią to często ci sami ludzie, którzy zajmują się przemytem narkotyków czy broni.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną