Stan świata na dziś - rozmowa z prof. Touraine'em

Jesteśmy w punkcie zero
Rozmowa z profesorem Alainem Touraine’em, francuskim socjologiem, o Solidarności, Unii Europejskiej, globalizacji i świecie, który trzeba opisać na nowo
Nie istnieje już to społeczeństwo, które było przedmiotem zainteresowania socjologii i nauk społecznych - uważa prof. Touraine.
Sipa Press/EAST NEWS

Nie istnieje już to społeczeństwo, które było przedmiotem zainteresowania socjologii i nauk społecznych - uważa prof. Touraine.

Zdaniem prof. Touraine globalizacja gospodarki wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli.
sly06/Flickr CC by 2.0

Zdaniem prof. Touraine globalizacja gospodarki wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli.

Europa nie istnieje. Nie ma społeczeństwa europejskiego, Europejski Bank Centralny nie ma nic do powiedzenia - uważa prof. Touraine.
Francois Schnell/Flickr CC by 2.0

Europa nie istnieje. Nie ma społeczeństwa europejskiego, Europejski Bank Centralny nie ma nic do powiedzenia - uważa prof. Touraine.

Profesor ma pretensję do ruchów feministycznych, że ciągle definiują podmiotowość kobiet przez role ofiar męskiej dominacji.
ctrouper/Flickr CC by 2.0

Profesor ma pretensję do ruchów feministycznych, że ciągle definiują podmiotowość kobiet przez role ofiar męskiej dominacji.

Edwin Bendyk: – Społeczeństwo już nie istnieje, stwierdza pan w swej najnowszej książce „Po kryzysie”.
Alain Touraine: – Nie istnieje już to społeczeństwo, które było przedmiotem zainteresowania socjologii i nauk społecznych. Społeczeństwo nie jest już strukturą determinującą zdolność jednostki do bycia twórcą własnej historii, czyli podmiotem zdolnym do działania w pojedynkę i w grupie.

Ciągle jednak istnieją instytucje, do których przywykliśmy: państwo, szkoła, armia...
Oczywiście, nie twierdzę, że struktury społeczne i instytucje się rozpadły, radykalnie jednak zmieniło się ich znaczenie. Wynika to z jednego fundamentalnego faktu: dominującą i jedyną autonomiczną siłą na świecie jest dziś globalizacja ekonomiczna wspomagana przez rozwój technologiczny, zwłaszcza technologie komunikacji. Globalizacja gospodarki wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli – doprowadziła do sytuacji, że nie istnieje żaden aktor społeczny, polityczny, kulturalny, zdolny do zarządzania nią, do wpływania na jej transformację. A skoro tak, to zmieniła się rola instytucji, które – przypomnę definicję – są sposobem, w jaki społeczeństwa zarządzają swoimi zasobami, tworząc programy gospodarcze, edukacyjne, kulturalne. To wszystko się skończyło.

Owszem, ciągle mówimy o demokracji, sprawiedliwości, mieście – ale za pojęciami tymi kryją się często sprzeczne znaczenia. Metropolia europejska i megalopolis kraju rozwijającego się nie mają z sobą nic wspólnego, poza tym, że są miastami globalnymi, definiującymi swoje funkcje w odniesieniu do wymiaru globalnego. Ciągle mówimy o państwie narodowym, lecz dziś źródłem sensu instytucji nie jest już poziom lokalny, miejski, regionalny czy nawet narodowy, lecz globalny. Znaleźliśmy się w punkcie zero.

Musimy na nowo go opisać.
Nauki społeczne, jakie znaliśmy, klasyczna socjologia – zajmująca się przez ponad sto lat analizą społeczeństw rozwijających się w ramach państw narodowych – umarła. Potrzebujemy nowego paradygmatu, który pozwoli dojrzeć wyłaniający się nowy świat. Jestem przekonany, że znajdujemy się w samym środku procesu zerwania ciągłości rozwoju społecznego i głębokiej transformacji. Od wewnątrz bardzo trudno proces ten analizować – widać wyraźnie, że za zmianami nie nadąża nie tylko nauka, lecz także polityka. Dziś o wiele więcej można dowiedzieć się o współczesnym społeczeństwie, obserwując życie prywatne i kulturę masową, niż badając formy życia publicznego.

Czy jednak projekt europejski nie jest próbą dostosowania się do zachodzących zmian?
Europa nie istnieje. Nie ma społeczeństwa europejskiego, Europejski Bank Centralny nie ma nic do powiedzenia. O wiele ważniejsze niż wspólne stanowisko 27 szefów państw Unii Europejskiej jest to, co ustalą podczas śniadania kanclerz Angela Merkel z prezydentem Francji. Owszem, Europa spełniła i ma ciągle do spełnienia olbrzymie zadanie zmniejszenia dysproporcji między jej regionami. Wierzę, że w ciągu 30 lat można podciągnąć poziom Bułgarii bliżej europejskiej średniej. Trudno o bardziej spektakularny przykład wagi projektu europejskiego niż rozwój Hiszpanii po jej włączeniu do Unii.

Ale Europa jest zmęczona, zmęczona swoim sukcesem. Mam nawet obawy, czy w jej społeczeństwach istnieje gotowość do zachowania demokracji. Skoro można świadomie wybierać na najwyższe stanowiska takich ludzi jak Berlusconi? Bardzo jestem zaniepokojony sytuacją we Francji i zdolnością do politycznej odnowy jej społeczeństwa. O wiele ciekawsze rzeczy niż w Europie dzieją się obecnie w Stanach Zjednoczonych, w Afryce, a szczególnie w Ameryce Południowej.

Ideowo zawsze był pan związany z lewicą. Jak pan ocenia szanse, że impulsy odnowy sfery politycznej napłyną z lewicy?
Zacznijmy od tego, że mam olbrzymie wątpliwości, jeśli chodzi o dalsze definiowanie polityki przez pojęcia lewicy i prawicy. Ten sposób klasyfikacji załamuje się de facto już przy próbie opisu fenomenu faszyzmu, który chyba najlepiej zdefiniować można jako ruch radykalnie centrowy. Dziś elementy tradycyjnego myślenia lewicowego i prawicowego znajdziemy we wszystkich ugrupowaniach. To skutek przemian społecznych, o których mówiliśmy wcześniej. Partie polityczne straciły zakorzenienie klasowe – francuska Partia Socjalistyczna jest partią klasy średniej, w której nie ma praktycznie ani jednego robotnika. Podobnie jest z innymi partiami socjaldemokratycznymi w Europie.

Jak już mówiłem, formy życia politycznego nie nadążają za trwającą transformacją. A główna zmiana polega na tym, że dziś to nie status społeczny, np. przynależność do klasy, określa kondycję jednostki, lecz odwrotnie – to na poziomie jednostki kształtuje się podmiotowość społeczna i polityczna, ona tworzy swoją historię i w rezultacie decyduje o możliwości działania nie tylko swojej osoby, lecz także działania zbiorowego. Ze świata Marksa i Durkheima przeszliśmy do świata Fryderyka Nietzschego czytanego przez okulary Zygmunta Freuda. W praktyce politycznej oznacza to, że dziś najważniejsze tematy i walki dotyczą kultury, bo uwolniona od społeczeństwa jednostka określa się przez kulturę. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie mają znaczenia stare tematy, jak walka z nierównościami ekonomicznymi czy wykluczeniem społecznym. Jednak kluczem do formułowania programów politycznych staje się kultura. Jeślibym więc z tego punktu widzenia miał zdefiniować program dla partii lewicowej, jego osią powinno być uznanie, że wszyscy ludzie są równi i zróżnicowani.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną